Nowy numer 2/2021 Archiwum

Popularność to nie jakość

Nie mamy świadomości, jak wiele złego mogą powodować fałszywe informacje. Tak często mylimy popularność z jakością, że przestaliśmy na ich zalew zwracać uwagę. Częściowo winny jest nasz mózg. Częściowo mechanizmy, które rządzą cyfrowym światem.

Wyrażenie „fake news” nie ma jednoznacznie negatywnego wydźwięku, ale to w zasadzie to samo co kłamstwo i oszustwo. Co zrobiłby rodzic, gdyby dowiedział się, że nauczyciele jego dziecka na lekcjach fizyki, biologii czy angielskiego kłamią i oszukują? Że na fizyce opowiadają o płaskiej Ziemi, a na biologii o tym, że ewolucja jest bzdurą? Odpowiedź wydaje się oczywista. Większość z nas poszłaby do szkoły i zrobiła awanturę. W końcu nawet gdy niespecjalnie śledzimy ścieżkę edukacyjną dziecka, perspektywa wyjścia ze szkoły z głową pełną kłamstw i półprawd jest nie do zaakceptowania. Skoro tak widzimy szkołę, dlaczego tak rzadko zwracamy uwagę na bzdury w internecie?

Na głęboką wodę

W Polsce pierwszy kontakt ze światem cyfrowych informacji przypada średnio na 6. rok życia. Znaczy to, że dzieci śmigają w sieci, zanim nauczą się czytać. Osobami, które wprowadzają dziecko w internet, są rodzice i bliscy. Choć może zamiast słowa „wprowadzają” powinienem użyć wyrazu „wrzucają”. Z badań wynika, że tylko niewielka grupa rodziców zwraca uwagę na to, co dziecko robi w sieci, jakie treści śledzi i ile czasu w wirtualnym świecie spędza. Samodzielne korzystanie z internetu w Polsce przypada na wiek około 9 lat, a więc zwykle na II klasę szkoły podstawowej. W tym wieku już 70 proc. młodych użytkowników deklaruje, że świat cyfrowy poznaje samodzielnie, bez udziału czy współudziału dorosłych. Ci w pełni samodzielni już czytają. Nie są to długie teksty, tylko raczej krótkie notki. Im więcej w nich emocji, tym łatwiej na nie trafić. Problem w tym, że im więcej emocji, tym mniej miejsca dla faktów. To ogromny problem, bo informacja skrótowa, sensacyjna, emocjonująca nie tylko łatwiej do nas dociera, ale także łatwiej jest przez nas zapamiętywana.

Informacje o świecie czerpiemy z różnych źródeł, w tym z mediów, szkoły czy od innych ludzi. Sprawne i pełnoprawne funkcjonowanie w świecie XXI wieku wymaga wiedzy. Niekoniecznie specjalistycznej, ale jakiejkolwiek. Szczególnie duże znaczenie ma to w sytuacjach kryzysowych, takich jak chociażby ta, w której teraz się znajdujemy. Gdy ze zwykłych „fejków” przejdziemy do tzw. deep fejków, czyli zdjęć, ścieżek dźwiękowych czy materiałów wideo, w których można w nieistniejącą sytuację wmontować każdego, z ważnymi politykami włącznie, problem zaczyna zagrażać podstawom systemu społecznego, w którym żyjemy. Systemu, który opiera się na zaufaniu. „Fejki” mogą wpływać i wpływają na zachowania społeczne i na podejmowane decyzje. Przykładem jest referendum, którego efektem było wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Dzisiaj wiadomo, że jego wynik był w dużej mierze pochodną odpowiednio zaprojektowanej kampanii fake newsowej. Na naszym krajowym podwórku można by długo wymieniać kłamstwa i manipulacje związane z sytuacją pandemiczną. W czasach, w których zaufanie przekłada się na zdrowie i życie, wielokrotnie powtarzane bzdury, że testy na wykrywanie wirusa nie działają, maseczki powodują grzybicę płuc, a w szpitalach pod tlenem leżą statyści, przestają być drobnostką.

Ciąży nam ewolucja

Temat fake newsów jest wielopoziomowy, ale u jego podstaw leży to, że mechanizmy, które przez dziesiątki tysięcy lat zwiększały szanse przetrwania, dzisiaj, przez technologię, zaczęły działać na naszą niekorzyść. W skrócie: świat rozwija się znacznie szybciej, niż my się do niego dostosowujemy. Podobny mechanizm jest źródłem plagi otyłości. Mózg każe jeść, gdy mamy dostęp do pożywienia. Nawet wtedy, gdy nie jesteśmy głodni. Bo w przeszłości ten odruch gwarantował zmagazynowanie zasobów energetycznych na czas, w którym jedzenia będzie mało albo nie będzie go wcale. Tyle tylko, że dzisiaj niedobór albo brak jedzenia, przynajmniej w naszym świecie, jest problemem marginalnym. Większym staje się jego nadmiar. W efekcie mechanizm, który w przeszłości pozwalał nam przetrwać, dzisiaj zabija. W XXI wieku więcej ludzi umiera z powodu nadwagi niż głodu.

Przez niemal całą historię naszego gatunku szanse na przeżycie rosły, gdy było się częścią grupy, społeczności. Gdy robiło się to, co ona, i gdy myślało się to, co ona. Kluczem do przeżycia było zaufanie komuś, kogo się zna, a nie komuś nieznajomemu. Niestety, dzisiaj coraz rzadziej identyfikujemy się z grupą ludzi wokół siebie, a coraz częściej z grupą wirtualnych znajomych o podobnych poglądach. W obecnych czasach takim liderem, osobą godną zaufania z łatwością staje się ktoś znany, ale niekoniecznie kompetentny. Może nim być np. idol twierdzący, że sieć komórkowa 5G roznosi wirusa. I nagle – tak jak w przypadku nadwagi – mechanizm, który nam pomagał, który zwiększał szanse na przeżycie, zaczyna działać na naszą niekorzyść. Na to nakładają się mechanizmy platform, dzięki którym czerpiemy informacje, bo te powodują, że im jakaś informacja wywołuje więcej emocji, tym szybciej się roznosi. Na końcu tej drogi jest odbiorca, który gdziekolwiek spojrzy, widzi to samo. To błędne koło. Algorytmy znają nasze poglądy, bo śledzą naszą działalność. I pokazują nam to… co nie zburzy naszego obrazu świata. Priorytet ma to, z czym się zgadzamy, niezależnie od tego, czy podawana informacja jest prawdziwa, czy fałszywa. Wyszukiwarka internetowa jest ślepa na prawdę i na fakty. Ona ich przecież nie rozumie. Ona tylko przekazuje rzędy zer i jedynek.

Tak działają i media społecznościowe, i wyszukiwarki. Dzięki temu czujemy się bezpieczniej, czujemy się „u siebie”, niemal jak w prehistorycznych społecznościach. To są właśnie te mityczne bańki, w których żyjemy. Badania przeprowadzone na Twitterze wskazują, że z ponad dziewięćdziesięcioprocentową dokładnością możemy poznać poglądy dowolnego użytkownika portalu, tylko śledząc aktywność jego twitterowych znajomych.

Fałszujący mózg

W latach 30. XX wieku Frederic Bartlett, brytyjski psycholog z Cambridge, przeprowadził ze swoimi studentami eksperyment, z którego wynikało, że nasze umysły mają naturalną tendencję do przekształcania zasłyszanej informacji w taki sposób, by pasowała ona do naszych poglądów. Dzieje się to w pewnym sensie automatycznie i ma związek z tzw. rekonsolidacją. Gdy przywołujemy wspomnienie czy zapamiętany fakt, informacje są odczytywane z różnych miejsc w mózgu i dopiero później składane w całość. Ale samo wypowiedzenie czegoś, przypomnienie sobie czegoś powoduje, że jest to zapisywane w pamięci po raz kolejny, ale już w nieco zmienionej formie. Wiele wskazuje na to, że na te zmiany wpływ mają także nasze poglądy. Modyfikowanie (fałszowanie) tego, co czytamy czy słyszymy, jest więc czymś naturalnym, a z czasem mamy do czynienia z rodzajem rozmywania się faktów. Te naturalne procesy fizjologiczne nie działają oczywiście na informacje zapisane np. w książkach. Bo w nich raz zapisane zdanie zawsze brzmi tak samo.

W skrócie mówiąc: mózg, jeżeli mu na to pozwolimy, nie ułatwia nam dotarcia do faktów. Przeciwnie, z czasem je rozmywa.

Na dodatek mechanizmy cyfrowe tylko ten problem pogłębiają. Wyszukiwarka na zadane jej pytanie daje odpowiedź, która pasuje do naszych poglądów w podobnych sprawach, a media społecznościowe ułatwiają kontakty raczej z tymi, którzy myślą to, co my. Na to nakłada się coraz większy szum informacyjny, a nadmiar informacji powoduje, że jest coraz większa walka o odbiorcę. W końcu odbiorca to pieniądz (z reklam). Ilość w tym przypadku nie ma jednak przełożenia na jakość. Obniżając koszty informacji, obniżyliśmy także jej wartość, w zasadzie przyzwalając na fałszowanie.

Na fizjologię i sposób działania naszego mózgu nałożyła się więc „fizjologia” i sposób działania cyfrowych źródeł informacji. Co z tym począć? Jest wiele sposobów na weryfikowanie źródeł. Ale najpierw trzeba mieć świadomość problemu. A potem głębokie przekonanie, że docieranie do prawdy jest wartością samą w sobie i jest raczej procesem niż jednorazową aktywnością. Z tym możemy mieć coraz większy kłopot, bo relatywizacja wielu pojęć powoduje, że każdy może mieć swoją wersję prawdy. Dopiero na trzecim miejscu jest wiedza o narzędziach weryfikacji. Jednak mówienie o nich, gdy popularność mylimy z jakością, a częstotliwość z wiarygodnością, niewiele zmieni.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się