Nowy numer 3/2021 Archiwum

Noblista na wojnie

Rok temu premier Etiopii Abiy Ahmed odbierał Pokojową Nagrodę Nobla, teraz rozpoczął wojnę domową, która może mieć tragiczne konsekwencje dla jego kraju i całego kontynentu.

Czwartego listopada, w cieniu pandemii i wyborów prezydenckich w USA, rozpoczęła się wojna domowa w Etiopii. Premier Abiy Ahmed wydał rozkaz ofensywy wojsk rządowych na zbuntowany region Tigraj. Bezpośrednim powodem wybuchu konfliktu zbrojnego było zajęcie bazy wojsk rządowych przez Ludowy Front Wyzwolenia Tigraju. Szef rządu po dojściu do władzy w 2018 roku wprowadził szereg demokratycznych reform. Za zawarcie pokoju z Erytreą w 2019 roku został nagrodzony Pokojową Nagrodą Nobla. Szybko jednak zawiódł nadzieję społeczności międzynarodowej i większości Etiopczyków. Po krótkim okresie liberalizacji odwołał wybory parlamentarne i próbuje podporządkować inne ugrupowania stworzonej przez siebie Partii Dobrobytu. Symboliczna stała się zmiana przez Ahmeda garnituru na wojskowy mundur, czym upodobnił się do innych afrykańskich dyktatorów. Próby scentralizowania państwa przynoszą efekt odwrotny od zamierzonego, napięcia między największymi grupami etnicznymi w kraju narastają z każdym miesiącem. Wojna w Tigraju może zapoczątkować dezintegrację Etiopii, a chaos w stumilionowym państwie stanowiłby wstrząs dla całej Afryki.

Oblężenie Tigraju

Tigraj to jeden z mniejszych regionów Etiopii, którą tworzy dziewięć części składowych i dwa miasta o specjalnym statusie. Tigrajczycy są dopiero czwartą najliczniejszą grupą zamieszkującą ten kraj, jednakże od czasu obalenia krwawego dyktatora Mengistu Hajle Mariama w 1991 roku odgrywali kluczową rolę w państwie. Z Tigrajów wywodził się rządzący krajem od 1991 do 2012 (najpierw jako prezydent, potem jako premier) Meles Zenawi. Tigrajczycy pełnili też czołowe funkcje w dominującej w parlamencie partii Etiopski Ludowo-Rewolucyjny Front Demokratyczny (EPRDF). Sytuacja zmieniła się w 2018 roku, gdy premierem został należący do Oromo (najliczniejszy lud Etiopii) Abiy Ahmed. Usunął z wysokich stanowisk tigrajskich polityków, oskarżając ich o korupcję. Tigrajczycy sprzeciwili się z kolei politycznym reformom premiera, który 1 grudnia 2019 przekształcił EPRDF, będący luźną koalicją regionalnych ugrupowań, w scentralizowaną Partię Dobrobytu. Ludowy Front Wyzwolenia Tigraju nie wszedł w jej szeregi.

W czerwcu 2020 premier Abiy Ahmed ogłosił, że z powodu zagrożenia koronawirusem nie odbędą się zaplanowane na sierpień wybory parlamentarne. Tigrajczycy odebrali to jako przejaw autorytarnych skłonności szefa rządu i we wrześniu zorganizowali własne wybory w swoim regionie. Zaraz potem zarówno tigrajski, jak ogólnoetiopski parlament nawzajem ogłosiły się niekonstytucyjnymi. Premier Abiy Ahmed zaczął grozić zbrojną interwencją, która ostatecznie zaczęła się 4 listopada. Konflikt szybko osiągnął dużą intensywność. Etiopskie lotnictwo prowadzi bombardowania, wojska rządowe atakują z południa, z prowincji Amhara. Abiy Ahmed odrzucił wezwania do dialogu ze strony ONZ i Unii Afrykańskiej, zapowiadając kontynuowanie ofensywy, „dopóki nie zostaną przywrócone rządy prawa”. Stan walk jest trudny do ustalenia ze względu na ogromne ilości fake newsów produkowanych przez obie strony. Tigrajskie media pokazywały zestrzelone etiopskie myśliwce, jednak zdjęcia w rzeczywistości pochodziły z Jemenu. Z kolei rządowe media poinformowały, że Tigrajczycy mają rosyjskie systemy antyrakietowe S-400, tymczasem fotografie okazały się retuszami, doklejono do nich tigrajskich żołnierzy.

Wojna domowa najciężej dotknęła cywilów. Rząd wprowadził blokadę zbuntowanego regionu. Wyłączono internet, prąd, wstrzymano ruch lotniczy, zamknięto banki. Nieliczni pracownicy organizacji humanitarnych, którzy pozostali na miejscu i są w stanie złapać sudańską sieć komórkową, donoszą o narastającym kryzysie humanitarnym – tysiące ludzi stoją w kolejkach po żywność. Dwunastego listopada Amnesty International alarmowała, że „wielu, prawdopodobnie setki cywilów” zostało zabitych maczetami przez bojowników Ludowego Frontu Wyzwolenia Tigraju. W ciągu tygodnia od rozpoczęcia walk do sąsiedniego Sudanu uciekło 10 tysięcy ludzi, ale według pesymistycznych prognoz ta liczba szybko wzrośnie do dwustu tysięcy. Sudan nie ma im zbyt wiele do zaoferowania, kraj ten jest wyniszczony po rekordowych w historii powodziach z września 2020. Według danych ONZ 10 milionów Sudańczyków znalazło się na krawędzi głodu.

Od reformatora do dyktatora

Wygłaszający agresywne telewizyjne orędzia, przyodziany w wojskowy mundur premier Ahmed zaczął upodabniać się do afrykańskich dyktatorów, stanowiących przekleństwo tego kontynentu. Ledwie dwa lata temu to w nim pokładano nadzieję na narodziny nowej generacji afrykańskich polityków. Abiy Ahmed pochodzi z ludu Oromo z mieszanej, chrześcijańsko-muzułmańskiej rodziny, studiował na uniwersytetach w Addis Abebie i w Londynie. Służył też w wojsku, w czasie wojny etiopsko-erytrejskiej, którą podczas odbierania pokojowego Nobla nazwał „piekłem”. W 2015 roku Ahmed został ministrem nauki i technologii. W tym samym roku zaczęły się ogólnokrajowe wystąpienia przeciwko represyjnym rządom EPRDF. Młody polityk, z marginalizowanej grupy Oromo, szybko zyskiwał na popularności. W kwietniu 2018 objął funkcję premiera po rezygnacji Hailemariama Desalegna; był wówczas najmłodszym szefem rządu w Afryce.

W pierwszych miesiącach urzędowania Abiy Ahmed cieszył się autentyczną popularnością w kraju i uznaniem społeczności międzynarodowej za śmiałe reformy. Zwolnił więźniów politycznych, zniósł stan wyjątkowy, zakończył cenzurę mediów, połowę stanowisk w swoim rządzie zarezerwował dla kobiet. Pisano o wyjątkowym dla Afryki stylu sprawowania władzy – gabinecie otwartym dla interesantów, odrzuceniu podziałów etnicznych i religijnych. W lipcu 2018 roku Ahmed doprowadził do szczytu w Asmarze, podczas którego podpisał z prezydentem Erytrei Isajasem Afewerkim traktat kończący wojnę (która według różnych szacunków kosztowała życie od 100 do 300 tysięcy ludzi) i regulujący granice. Za ten spektakularny sukces dyplomatyczny został w październiku 2019 nagrodzony Pokojową Nagrodą Nobla. Politycznej stabilizacji towarzyszyła dobra koniunktura gospodarcza.

Opromieniony osiągnięciami Abiy Ahmed w 2019 roku rozpoczął reformy, które miały usprawnić zarządzanie krajem i zakopać podziały między ponad osiemdziesięcioma grupami etnicznymi zamieszkującymi Etiopię. Zmiany wywołały jednak efekt odwrotny od zamierzonego. Elity z poszczególnych prowincji, dotychczas cieszące się sporą samodzielnością (kraj ma ustrój federalny), poczuły się zagrożone utratą wpływów. Ponieważ większość regionów utrzymuje własne milicje, napięcia szybko przybrały krwawą formę. Bunt przeciwko władzy centralnej narasta w dwóch największych prowincjach – Amharze i Oromii. W czerwcu 2019 doszło do nieudanego zamachu stanu w Amharze, w którym zginął szef prowincji Ambachew Mekonnen oraz głównodowodzący etiopskiej armii, generał Se’are Mekonnen. Premierowi udało się jednak opanować sytuację. Z kolei 29 czerwca 2020 w zamachu w stolicy kraju zginął Haacaaluu Hundeessaa, piosenkarz, ale też ważny działacz społeczny Oromów. Okoliczności zamachu nie zostały wyjaśnione, w jego następstwie doszło do zamieszek, w których zginęło prawie 200 osób. Oromowie uważają, że premier zdradził swój lud. Szef rządu odpowiedział uwięzieniem najpopularniejszego polityka w Oromii – Jawara Mohammeda.

Afrykańska hekatomba

Dezintegracja Etiopii byłaby katastrofą na niewyobrażalną skalę. To drugie najludniejsze państwo Afryki. W wyniku eksplozji demograficznej w ciągu dwudziestu lat populacja kraju zwiększyła się z 65 do 108 milionów. Nawet w czasach pokoju i wzrostu gospodarczego Etiopia z trudem jest w stanie wyżywić wszystkich mieszkańców. Według danych Światowego Programu Żywnościowego ONZ w tym roku 8 milionów Etiopczyków potrzebowało pomocy żywnościowej. W 2021 roku sytuacja ulegnie pogorszeniu ze względu na wojnę domową, globalny kryzys gospodarczy spowodowany koronawirusem oraz największą od kilku dekad plagę szarańczy. Nawiedziła ona cały Róg Afryki, Półwysep Arabski, Pakistan i Indie. Przeciągający się konflikt zbrojny może rozlać się na sąsiednie kraje, które też cierpią na chroniczną niestabilność.

Wojna i katastrofa humanitarna w Rogu Afryki prędzej czy później dotknęłyby również Europę. Już w 2015 roku, podczas kryzysu uchodźczego na naszym kontynencie, wśród najliczniejszych grup imigrantów byli Erytrejczycy i Somalijczycy. Pozostaje mieć nadzieję, że nagrodzony pokojowym Noblem premier Etiopii zasiądzie w końcu do negocjacji z Tigrajczykami i drogą dialogu uspokoi sytuację w innych buntujących się prowincjach.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama