Nowy numer 2/2021 Archiwum

Kult wyboru

Myśl wyrachowana: Człowiek ma wybór między życiem a śmiercią, a nie między życiem a wyborem.

Znajoma nauczycielka angielskiego kichnęła w czasie lekcji w pierwszej klasie. Postanowiła to wykorzystać. – Kto wie, jak Anglicy odpowiadają, gdy ktoś kichnie? – zapytała. Zapadło dłuższe milczenie. Wreszcie jedna z dziewczynek nieśmiało uniosła rękę: „fuck you?”.

Zdaje się, że to było prorocze. Ostatnio takie życzenia, tyle że po polsku, stosowane są powszechnie. Prawdopodobnie jest to jakaś nowa forma uprzejmości, bo rozmaitymi „wyp...alać” posługują się publicznie środowiska szczególnie wyczulone na walkę z „mową nienawiści”.

Cóż, język jest żywy i ewoluuje. Pewnie to samo zjawisko nastąpiło w odniesieniu do słowa „wybór”. Kiedyś oznaczało ono przyjęcie jednej z dwóch lub wielu możliwości, a teraz oznacza decyzję o uśmierceniu człowieka. Właśnie tak, bo dziś pojęcie „prawo do wyboru” oznacza w praktyce przeciwieństwo zwrotu „prawo do życia”. Tę figurę retoryczną wymyślili zwolennicy aborcji. Chodziło im o to, żeby uniknąć logicznej konsekwencji faktu, że odwrotnością opcji „za życiem” jest opcja „za śmiercią”. Kto nie jest pro life, jest pro death – to jasne, prawda? No właśnie, a tego oczywiście aborcyjni lobbyści nie chcieli. Wymyślili więc formułę pro choice. To bzdura, bo wybór w dalszym ciągu jest tylko między życiem a śmiercią – ale lepiej brzmi. Tyle że nielogicznie, bo tak się składa, że każdy reprezentant opcji „za wyborem” jest za aborcją – więc za śmiercią.

Fałsz sformułowania „za wyborem” polega na sugestii, że gdy mamy do czynienia z małym człowiekiem, to mamy jeszcze jakiś wybór co do jego życia. Otóż nie mamy. Od chwili poczęcia to my sobie możemy wybierać ginekologa albo sposób, w jaki chcemy rodzić, ale nie to, czy w ogóle zamierzamy rodzić. Nie zabijamy dzieci po urodzeniu (nie dotyczy Holandii), więc jakim prawem mielibyśmy zabijać je przed urodzeniem? Od chwili poczęcia człowiek ma już wszystko, co stanowi o jego człowieczeństwie, a urodzenie jest tylko przejściem do kolejnego etapu rozwoju, jakich w życiu wiele.

Od kiedy to pozostawiamy decyzji jednych ludzi to, czy zabiją innych ludzi?

Człowiek oczywiście ma wybór – wtedy, gdy podejmuje decyzję: współżyć seksualnie czy nie współżyć. Wtedy musi się liczyć z pojawieniem się człowieka, bo wbrew rozpanoszonemu przekonaniu, seks w porządku natury zaistniał po to, żeby były dzieci. Zatem gdy już są, to nie ma żadnego wyboru. Wtedy jest już tylko obowiązek troski o tego człowieka i odpowiedzialność za niego.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także