Nowy numer 48/2020 Archiwum

Polska jak malowanie

Gdy nie mieliśmy własnego państwa, to właśnie sztuka budziła świadomość narodową. Wystawa „Polska. Siła obrazu” dowodzi, że malarze XIX wieku ukształtowali na wiele pokoleń nasz sposób myślenia o ojczyźnie.

Rzadko się zdarza, żeby na jednej wystawie zawisło obok siebie tyle dzieł najwyższej klasy, kojarzonych nawet przez tych, którzy malarstwem niespecjalnie się interesują. Ale ekspozycja „Polska. Siła obrazu”, którą można oglądać obecnie w Muzeum Narodowym w Warszawie, jest niezwykła nie tylko pod tym względem. Pokazuje bowiem, jak malarstwo z XIX wieku, a więc z czasu, kiedy Polski nie było na mapie Europy, ukształtowało naszą narodową wyobraźnię.

Rozdarta koszula Reytana

Wystawa jest nieco inną wersją ekspozycji „Pologne 1840–1918. Peindre l’âme d’une nation” (Polska 1840–1918. Zobrazować ducha narodu), która prezentowana była do stycznia w filii Luwru w Lens na północy Francji. – Ten dawny region górniczy jest silnie związany z polską emigracją od czasów powstania styczniowego – opowiada Iwona Danielewicz z Muzeum Narodowego w Warszawie, polska kuratorka wystawy. – Koncepcję francuskiej odsłony stworzyła Marie Lavandier, dyrektor Muzeum Luwr-Lens. Podstawowe pytanie, które postawili sobie Francuzi, brzmiało: jak wyglądała sztuka w kraju, który nie miał własnej państwowości? Dlatego ekspozycja nie ma układu chronologicznego, nie skupia się też na rozwoju konkretnych stylów w malarstwie. Jest to raczej opowieść o mitotwórczej roli sztuki.

Zaraz po wejściu na wystawę naszą uwagę przykuwa postać Tadeusza Rejtana leżącego w progu sejmowej sali z rozdartą na piersi koszulą w geście protestu przeciwko rozbiorowi Polski. „Upadek Polski” – tak brzmi oficjalny tytuł tego pokaźnych rozmiarów dzieła Jana Matejki, na co dzień znajdującego się w zbiorach Zamku Królewskiego w Warszawie. Wraz ze znajdującą się w sąsiedniej sali „Melancholią” Jacka Malczewskiego, obrazem uznawanym za manifest polskiego symbolizmu, stanowi ono piękne preludium do malarskiej opowieści o naszym kraju, w której właśnie uczestniczymy. Ta część wystawy zatytułowana została „Interregnum”, ponieważ, jak czytamy we wprowadzeniu, Polacy postrzegali zabory jako czas bezkrólewia, oczekiwania na wybór nowego władcy. Matejko i Malczewski opowiadają o tym czasie różnymi językami. Wizja pierwszego z nich jest realistyczna, choć przecież za tą sceną kryje się głęboka historiozoficzna analiza przyczyn upadku I Rzeczypospolitej. Z kolei dzieło Malczewskiego to wizja zupełnie nierzeczywista, przypominająca sen. Z lewej strony górnej części obrazu widać niewielką postać malarza, z którego płótna „wylewa się” cała galeria postaci, reprezentujących różne grupy społeczne i pędzących w bitewnym uniesieniu w kierunku okna. Jednak tylko nielicznym – starcom – udaje się dotrzeć do parapetu, za którym znajduje się tajemnicza, ubrana na czarno postać. Pozostali przewracają się po drodze. – To jedno z najbardziej enigmatycznych dzieł Malczewskiego – twierdzi Iwona Danielewicz. – Doczekało się wielu interpretacji. Zwróciło także uwagę we Francji, a jeden z artykułów o wystawie dotyczył wyłącznie tego jednego obrazu – dodaje kuratorka.

Przepych i smutek

W kolejnej części wystawy, opatrzonej tytułem „Mitologia narodowa”, malarze przypominają nam o czasach chwały i świetności dawnej Polski. Gdy nie mieliśmy własnego państwa, to właśnie sztuka, obok literatury, budziła świadomość narodową. Prace polskich malarzy XIX wieku, w niczym nie ustępujące kunsztem osiągnięciom artystów z innych krajów naszego kontynentu, pokazywane były na największych wystawach europejskich. I choć prezentowano je wówczas w ramach pawilonów państw zaborczych, to jednak budziły polskiego ducha i przypominały o istnieniu polskiej kultury. Nic więc dziwnego, że ta właśnie część ekspozycji przyciąga uwagę bogactwem namalowanych strojów, przepychem, obrazami zwycięstwa polskiego oręża. Oglądamy m.in. ogromnych rozmiarów płótno Józefa Brandta „Wyjazd Jana III i Marysieńki z Wilanowa”, na którym podziw budzą husarze w pełnym uzbrojeniu i ciemnoskórzy laufrzy w egzotycznych strojach. Obrazy Juliusza Kossaka przypominają o wiktorii wiedeńskej i odsieczy Smoleńska. I tylko otwierająca ten fragment wystawy „Wojna kokosza” Henryka Rodakowskiego zdaje się mówić, że w tym, co kiedyś kojarzono ze świetnością, czyli w złotej wolności szlacheckiej, tkwiło jedno ze źródeł upadku I Rzeczypospolitej.

Przechodzimy przez mniejsze sale, poświęcone związkom Napoleona z Polską i wpływowi Paula Delaroche’a na polskie malarstwo historyczne, będące zapewne w pierwotnej ekspozycji ukłonem w stronę francuskiego widza. W tej części zatrzymujemy się przy „Stańczyku” Jana Matejki, by po chwili przejść do większego rozdziału wystawy zatytułowanego „Dramat teraźniejszości”. Uzmysławia on, że mimo klęski powstań – listopadowego i styczniowego – ikonografia tego czasu eksponowała przede wszystkim mit bohaterski. Widać to chociażby w prezentowanych na wystawie heliograwiurach cyklu rysunkowego „Polonia” Artura Grottgera, gdzie w scenach z powstania styczniowego wróg jest niewidoczny – dostrzegamy jedynie tragiczne skutki jego działań. Artysta skupił się natomiast na bohaterach powstania i jego ofiarach. Warto jednak podkreślić, że młodsi malarze, jak Maksymilian Gierymski, Józef Chełmoński czy Jacek Malczewski, coraz częściej odchodzili od romantycznego mitu. „Patrol powstańczy” Gierymskiego pokazuje powstańców w sytuacji zagubienia i niepewności, „Kozacy” Chełmońskiego to wstrząsający obraz obcych wojsk patrolujących Polskę, a z dzieła Malczewskiego „Na etapie” spoglądają na nas smutne, zmęczone, postarzałe twarze Sybiraków.

Zlot arcydzieł

Część wystawy zatytułowana „Wspólnota i różnorodność” może przyprawić zwiedzających o oczopląs. Odnosi się wrażenie, jakby większość arcydzieł z albumów o polskiej sztuce umówiła się nagle na spotkanie w jednym miejscu. Ze ściany na wprost spogląda na nas słynne „Babie lato” Józefa Chełmońskiego, a po lewej stronie widzimy m.in.: „Autoportret” Juliana Fałata, „Rybaków” Leona Wyczółkowskiego, „Studium chłopa w kapeluszu” Piotra Michałowskiego, poruszającą scenę z „Trumny chłopskiej” Aleksandra Gierymskiego czy ukazujące warszawskich Żydów „Święto trąbek” tego samego autora. – Jestem przekonana, że przez najbliższych 50 lat nie będzie już drugiej okazji, by zobaczyć je wszystkie razem – podkreśla Iwona Danielewicz.

Wielokulturowość polskiego społeczeństwa ukazuje także prawa strona sali, będąca osobnym rozdziałem poświęconym „Ludowym korzeniom”. Tu również oglądamy same arcydzieła, m.in. „Nowożeńców” Fryderyka Pautscha, „Hucułów” Władysława Jarockiego czy „Dziewczynę z Bronowic” Aleksandra Gierymskiego. – Zainteresowanie artystów folklorem na przełomie wieków XIX i XX całkowicie zmieniło oblicze polskiej sztuki – opowiada pani kurator. Nic dziwnego, że ten niezwykle barwny fragment ekspozycji szczególnie zainteresował francuską publiczność.

Bogaty obraz Polski widzianej oczami XIX-wiecznych malarzy uzupełniają kolejne rozdziały wystawy. Fragment zatytułowany „Dom jako ostoja polskości” prezentuje fenomen polskiego dworu. Znajdziemy tu m.in. „Słońce majowe” Józefa Mehoffera i „Czwórkę” Józefa Chełmońskiego. Rozdział „Odkrywanie pejzażu”, z obrazami Fałata, Ruszczyca, Chełmońskiego czy tatrzańskimi krajobrazami Witkiewicza, ukazuje Polskę przez pryzmat „małych ojczyzn”. W części „Młoda Polska”, obok „Plant o świcie” czy „Chochołów” Wyspiańskiego, spotkamy też na przykład obrazy Witolda Wojtkiewicza, uznawanego przez niektórych za prekursora surrealizmu – dalekie już od idei sztuki narodowej. „Epilog” wystawy jest otwarciem na to, co ma nadejść, czyli na sztukę niepodległej Polski, wolną od problemów, które trapiły malarzy XIX wieku. Dlatego tuż obok „Stańczyka” Wyczółkowskiego, na którym to obrazie królewski błazen rozpacza nad kondycją Polaków sprowadzonych do roli marionetek w rękach zaborców, pojawia się dzieło „W sadzie” Zbigniewa Pronaszki. Intensywne kolory zapowiadają nadejście nowych nurtów w sztuce.

Francuska odsłona wystawy została przyjęta z entuzjazmem. – Miała ponad 250 recenzji, poświęcono jej program w ogólnofrancuskiej telewizji i artykuły w czasopismach naukowych – cieszy się Iwona Danielewicz. Miejmy nadzieję, że w Polsce zainteresowanie będzie równie duże. Ekspozycja ma być czynna do 20 grudnia. Warto jednak wybrać się wcześniej, bo w dobie koronawirusa żaden termin nie jest do końca pewny. A szkoda byłoby przegapić okazję do obejrzenia tylu arcydzieł jednocześnie. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także