Nowy numer 47/2020 Archiwum

Testament tatusia

Miejsce bohaterstwa i kaźni setek Polaków. Do niedawna jeszcze ośrodek wypoczynkowy. O Palace walczą współcześni, cisi bohaterowie…

Willa Palace przy ul. Chałubińskiego w Zakopanem. Turyści idą na szlaki albo niespiesznie do knajpy. Tutaj skręcają wyłącznie ci, którzy wiedzą. Albo którzy chcą wiedzieć. Świadomi. Przed wojną – nowoczesny, murowany pensjonat, zbudowany w 1930 r. Do wygodnych, modnych pokoi przyjeżdżała wówczas śmietanka towarzyska Warszawy i Krakowa. We wrześniu 1939 r. budynek zajęło gestapo.

Tatuś

Lucyna Galica-Jurecka jest znanym zakopiańskim lekarzem, specjalistką w zakresie chorób oczu i chorób zakaźnych. Pasję do leczenia i pomagania przejęła po ojcu. Doktor Wincenty Galica leczył zakopiańczyków, bo po tym, co widział i przeżył w czasie wojny, nie mógł inaczej: chciał pomagać cierpiącym. – Ojciec miał niesamowitą siłę wewnętrzną, to był głęboko wierzący, twardy góral. Pracował całe życie ciężko, był doskonałym internistą i radiologiem. A wszelkie pieniądze przeznaczał na różne dzieła, wspierał ludzi, swoje potrzeby ograniczając do minimum – opowiada dr Lucyna Galica-Jurecka.

Ale Wincenty Galica był też dobrym ojcem. Córka wspomina jego ciepło, troskę o rodzinę, miłość do żony i dwóch córek. – Tatuś nigdy prawie nie mówił nam o Palace. Chronił nas, chciał, byśmy miały radosne dzieciństwo. Tego, co przeżył i kim był, dowiadywałam się stopniowo już w dorosłym życiu – mówi dr Jurecka. – Ojciec całe życie przychodził do Palace. W czasach, gdy jeszcze niewiele można było mówić i zrobić, on odważnie chronił to miejsce.

Z prawej strony willi – niepozorne wejście do piwnic. Doktor Galica-Jurecka i jej przyjaciele ze Stowarzyszenia Muzeum Walk i Męczeństwa „Palace” przychodzą tu regularnie od kilkunastu co najmniej lat. Ona zna Palace od dziecka. Gdy ojciec organizował spotkania dotyczące historii Zakopanego, siedziała często na jego kolanach. I słuchała. – Gdy tu wchodzę, mówię: „Cześć, tato”. Wiem, że on słyszy i czuwa nad tym miejscem. I czuwają jego przyjaciele, towarzysze kaźni.

Kiedy sekretarz stowarzyszenia Ewa Czamańska schodzi do piwnic, milknie. Siada w starym fotelu otoczona portretami, czarno-białymi zdjęciami, wśród niemych bohaterów i patrzy. Jakby w myślach z nimi rozmawiała.

– Wrażliwy człowiek czuje, że działy się tu rzeczy wielkie i straszne. I że winniśmy tamtym ludziom oddawać hołd, wspominać ich i modlić się za nich. I do nich – mówi pani Ewa.

A Jan Jarosz – kustosz honorowy muzeum – wchodząc, robi znak krzyża. Modli się bez słów w miejscu kaźni i w dawnych celach, w których życie straciło co najmniej 400 osób, a kilka tysięcy torturowano.

Metody...

Więzienie Palace powstało w 1940 r. Miejscowi szybko nazwali je katownią Podhala. Przywożeni tu byli Polacy z całego Podhala. Piwnice zamieniono na cele. Na górnych kondygnacjach odbywały się „przesłuchania”. – Tu była łazienka. Mnóstwo ludzi tu zginęło – opowiada kustosz Jan. – To mniejsze pomieszczenie to tzw. suszarnia. Nagrzewano ją do 80 stopni, więźniów zamykano wewnątrz przed przesłuchaniem. Obok więźniów polewano lodowatą wodą i zostawiano na noc przy otwartym oknie. A te kajdany, które są przymocowane do ścian, były dla nich ogromną torturą.

Doświadczył tej tortury 23-letni Wincenty Galica. Został aresztowany 11 sierpnia 1941 r. w Poroninie. – Ojciec jeszcze przed wojną skończył kurs spadochroniarstwa, był też podchorążym rezerwy. Gdy wybuchła wojna, wstąpił do pułku Strzelców Podhalańskich. Trzy razy dostawał się do niemieckiej niewoli i trzy razy udawało mu się uciec – opowiada córka Lucyna. – W 1940 r. nawiązał współpracę z ZWZ, przez swojego przyjaciela Włodka Szyca. Został kurierem tatrzańskim: kilkakrotnie przenosił przez Tatry pieniądze z Budapesztu do kraju.

Miejscowi porównują Galicę do… Jamesa Bonda. – Nie sądzę, by Bond przeżył godnie wszystkie te tortury, którymi poddany był nasz pan doktor Wincenty – konstatuje Jan Jarosz. – Nikogo nie wydał, a po tym, co przeszedł, pozostał otwartym, człowiekiem. Skończył medycynę, ożenił się, wychował córki…

Gdy go aresztowali, bili przez kilka dni niemal bez przerw. Przywiązywali za ręce do haka i tak wisiał całymi godzinami. W nocy Galica nie mógł spać z bólu. Przywiązywali go do wychodka i kaloryfera, i tak trwał, oczekując świtu. Na granicy życia i śmierci. Modlił się. Bał się o rodzinę. Żeby go zniszczyć psychicznie i bardziej upodlić, złamać, wprowadzali do celi więźniów i strzelali w tył głowy. Bezsilni, przewieźli go potem do Auschwitz, a następnie do Mauthausen-Gusen, w końcu do Sachsenhausen, gdzie rówwnież ptrzebywał Franciszek Gajowniczek. Wiele lat później Wincenty i Franciszek będą wspólnie uczestniczyć w beatyfikacji Maksymiliana Kolbego i utrzymywać kontakt aż do śmierci Gajowniczka.

Wielcy

Przez Tatry przechodził szlak kurierski, który kontaktował kraj z rządem w Londynie. Tędy przemycani byli ludzie, pieniądze, ważne dokumenty i meldunki. Dlatego Niemcy działali tu ze zdwojoną siłą i straszliwą agresją. W Palace było około 40 niemieckich funkcjonariuszy: bezwzględnych, nierzadko pijanych. W ich ręce trafiali wielcy Polacy…

W początkach wojny pojmali i prawdopodobnie osadzili tu Helenę Marusarzównę, kurierkę tatrzańską, żołnierkę ZWZ-AK. Była siostrą słynnego Stanisława, piękną, inteligentną, młodą kobietą, mistrzynią narciarstwa alpejskiego. – Gestapo nienawidziło takich jak ona. Była torturowana, lecz nie ugięła się. Nie wydała kontaktów, informacji – opowiada pani Ewa. – Wywieźli ją potem z Zakopanego, prawdopodobnie została rozstrzelana we wrześniu 1941 r. w Pogórskiej Woli koło Tarnowa.

– Palace to również miejsce kaźni błogosławionych męczenników II wojny światowej: urszulanki czarnej s. Klemensy Staszewskiej oraz ks. Piotra Dańkowskiego. – Opowiada Jan Jarosz

Więźniowie, jeśli tylko mogli, próbowali pozostawić po sobie ślady. Liczyli się ze śmiercią. Ryli napisy na ścianach cel, by za jakiś czas ktoś je odkrył. I pamiętał. Napisów znaleziono blisko 300…

– Mój ojciec w latach 70. schodził do celi w piwnicach i widział te napisy. Najbardziej znany jest wpis 18-letniej wówczas Heleny Błażusiakówny ze Szczawnicy: „O mamo, nie płacz, nie. Niebios przeczysta królowo, Ty zawsze wspieraj mnie”. To była ballada o Jurku Bitschanie, której nauczyła się, przebywając w schronisku na Lubaniu, kryjówce partyzantów – opowiada dr Jurecka. – Ojciec mówił o tym napisie Mikołajowi Góreckiemu, z którym działali na rzecz Willi Atma. Górecki był tekstem wstrząśnięty. Napisał do niego muzykę i powstała jedna z części „Symfonii pieśni żałosnych” op. 36. Dzieło znane na całym świecie, a bez Palace i naszej historii nie powstałoby. Dlatego trochę boli, że na razie w muzeum nie wolno nam legalnie odtwarzać tej muzyki. Nie mamy do niej praw…

Walka o pamięć

Po zakończeniu wojny Palace zajęły SB i NKWD. W 1946 r. odbył się tam proces przywódców Goralenvolku (organizacji sprzyjającej Niemcom). A lata późniejsze to chichot historii: działało tam sanatorium przeciwgruźlicze, a pod koniec lat 70. – całotygodniowy żłobek miejski. Budynek niszczał. – A ojciec wraz z grupą byłych więźniów, Marianem Polaczykiem i Władysławem Szepelakiem, przez wiele lat bezskutecznie próbował zabezpieczyć ślady niemieckich zbrodni, urządzić muzeum męczeństwa – mówi dr Jurecka.

Po 1989 r. Polska odzyskała niepodległość. Wydawało się więc, że walka o Palace również się skończy. Budynek jednak odzyskali spadkobiercy przedwojennych właścicieli. – Przez kilka lat działało tu społeczne liceum. Dyrektor Kazimierz Konarski dzierżawił od nich willę. Rozumiał, że to teren święty: pozwolił, by więźniowie urządzili ekspozycję zawierającą zdjęcia i nazwiska ofiar oraz ich prześladowców. Udało się wówczas ochronić ślady zbrodni: kajdany, plamy krwi, napisy – opowiada kustosz Jan.

W 1999 r. spadkobiercy sprzedają willę osobie prywatnej. Mimo że władze Zakopanego chcą kupić nieruchomość. Zaczyna się kolejny etap niszczenia katowni Podhala. – Nasze zakopiańskie środowisko kombatantów i ich rodzin protestowało. Nowy właściciel obiecał więc ochronę miejsc męczeństwa w piwnicach i obietnicę realizował przez kilka… tygodni – opowiada dr Galica-Jurecka. – Do zakończenia uroczystości związanych z bea- tyfikacją ofiar Palace, s. Staszewskiej i ks. Dańkowskiego, w czerwcu 1999 r.

Miesiąc później następuje blokada muzeum, robotnicy zrzucają eksponaty w kąt jednego z pomieszczeń. Burzą cele, kują ściany, na których wyryte są pamiątki po męczennikach. Zrywają podłogę, na której nadal są ślady krwi ks. Dańkowskiego. Wszak ma tu powstać pensjonat. I powstaje. Na budynku suszą się desusy, a młodzież pije piwo i bawi się w najlepsze. Gdy dewastacja wychodzi na jaw, pod presją opinii publicznej wojewódzki konserwator wpisuje Palace do rejestru zabytków. Jego decyzję uchyla jednak główny konserwator w Warszawie. – Tatuś i ludzie dobrej woli nie poddali się. Dzięki ich naciskom w 2001 r. właściciel podpisał z władzami Zakopanego umowę o nieodpłatnym użyczeniu niewielkiej części piwnic na izbę pamięci. Na górze działał pensjonat. Odzyskaliśmy eksponaty, chociaż w opłakanym stanie – mówi dr Galica-Jurecka. – Jako Stowarzyszenie Muzeum Walki i Męczeństwa „Palace”, założone przez byłych więźniów i członków ich rodzin, objęliśmy muzeum opieką. Pierwszym prezesem i kustoszem izby był mój ojciec, a następnie Adam Machowski – syn Janiny, więźniarki Palace.

Przyszłość

Doktor Wincenty Galica zmarł w 2010 r., a dopiero w 2017 r. miastu udało się Palace odkupić. – Po głosowaniu rady miasta Jasiek po prostu się popłakał – wspomina dr Galica-Jurecka. A Jasiek, czyli kustosz Jan, nie przeczy. Teraz czeka na dalsze prace: stworzenie na terenie Palace takiego muzeum, w którym bohaterowie będą należycie uczczeni. – Liczymy, że uda się odnaleźć pamiątki i napisy, które ocalały. Do 2023 r. ma powstać tu nowe muzeum, którego organizatorem będzie Muzeum Tatrzańskie i które będzie współprowadzone przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Obecnie tworzona jest jego koncepcja.

Doktor Lucyna Galica-Jurecka: – Mój tatuś nie potrafił nienawidzić. Przebaczył oprawcom. Obiecał sobie, że jedynym sensownym rodzajem „zemsty” na Niemcach będzie upamiętnienie osób więzionych w Palace. Dlatego od lat działamy, by zrealizować testament tatusia. Apelujemy też do wszystkich, którzy mają pamiątki związane z Palace, by się do nas zgłaszali. A może gdzieś w Polsce żyją jeszcze byli więźniowie? Chcielibyśmy upamiętnić wszystkich. I tatuś bardzo tego chce. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także