Nowy numer 47/2020 Archiwum

Drugie święta w domu

Izrael jest pierwszym krajem, który drugi raz w tym roku wprowadził w życie ogólnonarodową kwarantannę w celu zahamowania nowej fali zachorowań na koronawirusa.

Najważniejsze juda­is­ty­czne święta przyszło w tym roku spędzić obywatelom Izraela w zamknięciu. Pascha przypadła w kwietniu, podczas pierwszego lockdownu. W izolacji upłynął też judaistyczny nowy rok Rosz Haszana (19–20 września) oraz Jom Kippur (27–28 września). 18 września w Izraelu zaczął się trzytygodniowy lockdown. Ponownie zamknięto sklepy, hotele, restauracje, świątynie, plaże i parki, wstrzymano loty i zredukowano transport publiczny. To następstwo notowanego od sierpnia dużego wzrostu zachorowań na COVID-19. Na początku września Izrael stał się krajem o największym na świecie odsetku zakażonych wśród całej populacji. Premier Netanjahu argumentuje wprowadzenie kwarantanny potrzebą zatrzymania epidemii, szczególnie w obliczu świąt, związanych ze spotkaniami, modlitwami i wyjazdami. Decyzja wzbudza ogromne kontrowersje, a przede wszystkim pogłębi recesję. Środowiska religijne krytykują także zamknięcie synagog. Polityczni przeciwnicy Netanjahu zarzucają mu chaotyczne ratowanie sytuacji po zaniedbaniach spowodowanych nadmiernym skupieniem się na sprawach zagranicznych. Czy rząd izraelski popełnia tragiczny dla gospodarki błąd, czy wykazuje się dalekowzrocznością, zatrzymując drugą falę COVID-19?

Zaprzepaszczony sukces

Gdy świat zmagał się z pierwszą falą koronawirusa, w mediach często przywoływano Izrael jako przykład kraju dobrze radzącego sobie z epidemią. 19 marca, gdy w kraju było kilkuset chorych, premier Netanjahu ogłosił ogólnonarodową kwarantannę. Zamknięto szkoły, hotele, restauracje, większość sklepów, a także wprowadzono ograniczenia w poruszaniu się. Na początku pandemii niemal cały świat borykał się z brakami sprzętowymi, ale problemy te ominęły Izrael. Rząd szybko zdał sobie sprawę ze skali problemu i z pomocą Mosadu ściągnął z różnych źródeł na całym świecie 10 mln masek, 4 mln testów na COVID-19 oraz kilkadziesiąt specjalnych wentylatorów. Szpitalom nie zabrakło wyposażenia. W czasie pierwszej fali pandemii w Izraelu tylko trzy razy zanotowano dwucyfrową liczbę zgonów. Obostrzenia okazały się skuteczne. Liczba zakażeń malała i 4 maja zniesiono większość ograniczeń.

Dlaczego więc w kraju znanym z przywykłego do zagrożeń społeczeństwa, sprawnych służb i systemu zdrowotnego, ze szczelnymi granicami, doszło do drugiej, jeszcze silniejszej fali epidemii? W Izraelu trwa festiwal wzajemnych oskarżeń. W sondażu przytaczanym przez portal The Times of Israel 65 proc. ankietowanych „nie jest usatysfakcjonowanych” zarządzaniem epidemią przez Beniamina Netan­jahu. Najczęściej powtarzają się trzy zarzuty. Po pierwsze, zbyt szybkie i zbyt szerokie zniesienie restrykcji. Późną wiosną większość krajów Europy i Bliskiego Wschodu zaczęła wychodzić z kwarantanny, ale czyniła to stopniowo. Tymczasem w Izraelu już w połowie maja otwarto szkoły. Po drugie, szefowi rządu zarzuca się zgubną w skutkach uległość względem ortodoksyjnej prawicy. Reprezentujące ją ugrupowanie Zjednoczony Judaizm Tory zapewnia koalicji cenne głosy poparcia w Knesecie. Gdy od początku czerwca liczba przypadków COVID-19 zaczęła ponownie rosnąć, ogniskami zakażeń były gęsto zaludnione dzielnice ortodoksyjnych Żydów. Netanjahu, nie chcąc zaostrzać nadwątlonych w czasie pierwszego lockdownu relacji z religijną prawicą (w czasie Paschy synagogi pozostały zamknięte), unikał wprowadzania lokalnych restrykcji. Po trzecie, premierowi zarzuca się bierność na przełomie sierpnia i września, gdy sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli i codziennie przybywało od 3 do 5 tysięcy chorych.

Netanjahu liczył, że sukcesy w polityce zagranicznej – jego ulubionym obszarze, gdzie wciąż wykazuje się skutecznością – uspokoją społeczne nastroje. Jednakże tym razem zawarcie traktatów o nawiązaniu relacji ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Bahrajnem nie odwróciły uwagi Izraelczyków od pogarszającej się sytuacji epidemicznej. Wręcz przeciwnie, krytycznie oceniono fakt, że 14 września, dzień po zapowiedzi wprowadzenia kolejnej kwarantanny, premier poleciał do Waszyngtonu, aby podpisać w Białym Domu traktaty z dwoma arabskimi monarchiami. Co więcej, dopiero po ujawnieniu sprawy w mediach zdecydował się polecieć samolotem rejsowym z resztą delegacji. Wcześniej planował podróż do Stanów prywatnym odrzutowcem, wyłącznie z najbliższą rodziną. Niechętny premierowi dziennik „Haaretz” nazwał jego działania „bezwstydną propagandą mającą polepszyć sondaże i odwrócić uwagę od gigantycznych błędów w walce z koronawirusem”.

Problemy ekonomiczne i religijne

Decyzja o drugim lockdownie podzieliła gabinet premiera Netanjahu. 13 września, po posiedzeniu rządu, na którym podjęto trudne decyzje, w geście protestu ze stanowiska zrezygnował minister budownictwa Yaakov Litzman. Przeciwko kwarantannie byli też minister szkolnictwa wyższego Ze’ev Elkin, minister gospodarki Amir Peretz oraz minister turystyki Asaf Zamir, kolejnych dwóch ministrów wstrzymało się od głosu.

Sprzeciw, który się pojawił, miał dwie przyczyny. Litzman, jako reprezentant prawicowego ugrupowania Zjednoczony Judaizm Tory, zrezygnował w geście sprzeciwu wobec ponownego zamknięcia synagog, szczególnie w zestawieniu z tym, że nie zostały zakazane polityczne demonstracje (od początku kwarantanny trwają one pod domem premiera i pod Knesetem). Naczelny rabin aszkenazyjski Izraela Dawid Lau też odwołał się do tego faktu, jego słowa cytował „Jerusalem Post”: „Jeżeli nie zostaną zakazane inne zgromadzenia, to niemożliwe będzie zamknięcie synagog, gdyż ludzie się do tego nie zastosują”.

Pozostali ministrowie, którzy głosowali przeciw, wskazują na poważne konsekwencje dla gospodarki. Ministerstwo finansów prognozuje straty gospodarcze z powodu drugiego lockdownu na około 2 mld dolarów. „Haaretz” przytacza pesymistyczne dane banku centralnego Izraela. Po pierwszej kwarantannie spadek PKB w 2020 r. szacowano na 4,5 proc., teraz na 7 procent. Do końca roku liczba Izraelczyków bez pracy zwiększy się o 400 tys., stopa bezrobocia sięgnie 13,5 procent. W ciągu pierwszego tygodnia lockdownu pracę straciło 120 tys. ludzi.

Beniamin Netanjahu odpowiada krytykom, że izraelska gospodarka i tak radzi sobie lepiej niż w sąsiednich krajach. Premier i minister finansów przedstawili nowy program gospodarczy pod nazwą „Bijące serce”, który ma złagodzić skutki kwarantanny. Zakłada on subwencje pieniężne i zapomogi dla firm, których obroty spadną co najmniej o 25 proc., a także granty dla przedsiębiorstw, które nie przeprowadzą zwolnień w czasie lockdownu. Rząd i deputowani Knesetu zadecydowali też o obniżeniu o 10 proc. swoich wynagrodzeń.

Kiedy to się skończy?

Sytuacja epidemiczna w Izraelu jest bardzo poważna. 23 września liczba zakażonych w niespełna 9-milionowym kraju przekroczyła 200 tysięcy. Trzy szpitale w Jerozolimie i placówki w Netanji, Aszod i Ramat Gan osiągnęły pełne obłożenie. Minister obrony Benny Gantz nakazał wojsku budowę szpitali polowych. Liczba ofiar COVID-19 wciąż pozostaje stosunkowo niska (1285 zmarłych do 23 września), ale we wrześniu po raz pierwszy pojawiły się dni z ponad dwudziestoma zgonami.

Izraelczycy nie podważają potrzeby restrykcji, w sondażach zdecydowana większość deklaruje zastosowanie się do nich. Obawy budzi jednak brak decyzji o szczegółowych zasadach, trwaniu kwarantanny oraz chaos na szczeblu rządowym. Cytowany przez „The Guardian” dyrektor w ministerstwie zdrowia Chezy Levi mówił o złagodzeniu obostrzeń, gdy liczba infekcji spadnie do 500 dziennie. Dodał jednak, że nie uda się tego osiągnąć w czasie trzytygodniowego lockdownu. Z kolei główny epidemiolog kraju Ronni Gamzu stwierdził, że wystarczyłoby tylko zaostrzenie restrykcji, a kwarantanna będzie miała „katastrofalne skutki”. Powołany w bólach rząd jedności narodowej w chwili kryzysu targany jest konfliktami. Spada poparcie dla premiera Netanjahu, którego metody mobilizacji poparcia przez sukcesy zagraniczne przestają być skuteczne.

Przypadek Izraela jeszcze raz pokazuje, jak nieprzewidywalne w dobie pandemii będą najbliższe miesiące na świecie. Kraje chwalone za odpowiedź na pierwszą falę COVID-19, jak Izrael, Czechy czy Węgry, dziś mierzą się z jeszcze większą, drugą falą. Wielka Brytania zbliża się do kolejnego lockdownu, natomiast notująca podobny poziom zakażeń Francja na razie stara się tego uniknąć. Niemieckie władze kategorycznie odrzuciły możliwość ponownego zamknięcia gospodarki. Z kolei Szwecja, wiosną oficjalnie potępiana przez WHO za swoje odmienne podejście do walki z epidemią, dziś cieszy się wyjątkowo niskimi jak na Europę wskaźnikami zakażeń. Trudno jest więc osądzić, czy decyzja Izraela o drugiej kwarantannie okaże się słuszna i czy zyski przeważą straty ekonomiczne i problemy społeczne.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama