Nowy numer 3/2021 Archiwum

Sanatorium ciszy

Powstaje oaza ciszy. Na dwa dni, tydzień, a może i na całe życie.

Gdy wielu jeździ do hoteli spa albo zagranicznych kurortów, są i tacy, którzy szukają po prostu ciszy. Latem, zimą, jesienią i wiosną, z dala od codziennej gonitwy, a w poszukiwaniu modlitwy i skupienia, przemierzają setki kilometrów. Jadą aż na północ, do benedyktynek z Żarnowca. W klasztorze, chociaż każdy jest tu przyjmowany gościnnie, na razie miejsca dla przybyszów mało, a warunki dość spartańskie. Powstaje jednak miejsce, które pomieści większą liczbę poszukiwaczy ciszy.

Odejść od świata

Pomorze; między Krokową a Wierzchucinem. W pamiętającym jeszcze XIII wiek żarnowieckim klasztorze mieszka 17 sióstr. Modlą się i pracują, pracują i modlą. A ta ich harmonia i zwykłe mnisze życie dla zewnętrznego świata coraz bardziej są atrakcyjne, ciekawe i pociągające. – Faktycznie od pewnego czasu obserwujemy rosnące zainteresowanie naszym klasztorem. Osoby świeckie, praktycznie z całej Polski, chcą nas odwiedzać, towarzyszyć tak w pracy, jak i modlitwie – opowiada ksieni opactwa, matka Faustyna. – A my otwieramy nasze bramy – jak witał przybyszów św. Benedykt.

Czego szukają przyjezdni? Odpoczynku po ciężkim roku, po trudnym wydarzeniu. Refleksji i zastanowienia przed ważną życiową decyzją. Regeneracji sił fizycznych, ale i psychicznych. A czasem po prostu chcą pobyć wśród przyrody, pospacerować w starym sadzie, a na daleki spacer pójść lub rowerem pojechać nad morze, a potem wrócić do kaplicy na modlitwę. Nade wszystko jednak szukają wyciszenia.

– Goście na chwilę „odchodzą” od świata, by tu odzyskać równowagę psychiczno-duchową. Często mówią wprost, że ich równowaga jest mocno zachwiana, z powodu ogromu pracy, zabiegania, hałasu, pustki. U nas łatwiej im się zresetować i równowagę odzyskać – uśmiecha się s. Faustyna i prowadzi w głąb klasztornego podwórza, ku starym zabudowaniom.

Jadą goście!

Do Żarnowca przybywają ludzie „przypadkowi”, gdy wakacyjnie przemierzają Pomorze i akurat zobaczą przepiękne, stare zabudowania. Zatrzymują się, podziwiają, zwiedzają. Ale i coraz częściej goście przyjeżdżają specjalnie, żeby zwiedzić opactwo, w tym bezcenny skarbiec. Oprowadza po nim s. Weronika: – Nasze zbiory to perełki i warto je obejrzeć, poznać. To nasze dziedzictwo, którym chcemy się podzielić ze światem. Otwieramy więc skarbiec przed turystami i pielgrzymami. Opowiadam chętnym o eksponatach, a bywa że i o zakonnym życiu, bo to też ciekawi. Część przybyszów już sporo o Żarnowcu wie, zadają więc precyzyjne pytania, proszą o pokazanie konkretnych eksponatów. Inni są zupełnie zaskoczeni naszymi przepięknymi zbiorami i planują, że jeszcze do nas wrócą. Cieszy mnie też, że przyjeżdżają rodziny z dziećmi, które spędzają wakacje nad morzem, a zależy im na poznaniu naszej historii.

Część ze zwiedzających pyta o możliwość zatrzymania się w Żarnowcu. I planuje tu rekolekcje lub pobyt prywatny. Bo doprawdy trudno pozostać obojętnym na atmosferę modlitwy, piękno przyrody. Tęskni się zarówno do miejsca, sióstr, jak i do dobrej, potrzebnej ciszy...

Szary domek

Niegdyś, w skarpie na podwórzu klasztornym, znajdowała się piwnica do przechowywania żywności. Był to rodzaj wielkiej lodówki, w której siostry trzymały własne warzywa i owoce na całą zimę. Góra tej piwnicy – ziemianki była przykryta fragmentem ogrodu. Budowla ta w latach 80. ubiegłego stulecia całkiem się zawaliła. Wtedy ówczesna ksieni, matka Edyta Samukówna, pierwsza powojenna przełożona żarnowiecka, zdecydowała się na budowę stabilnego budynku. – W roku 1985 udało się uzyskać pozwolenie na budowę i powstał ostatecznie trzypoziomowy domek – opowiada s. Weronika. – Budynek, nazywany przez nas „szarym domkiem”, udało się pokryć dachem i zabezpieczyć, ale nie miałyśmy możliwości, by go wykończyć. Przez lata służył więc jako budynek gospodarczy, bo przecież gospodarstwo rolne było naszym głównym źródłem utrzymania.

Jednak mijały lata, zmieniały się okoliczności i warunki życia. I w końcu przyszedł czas, by „szary domek” zmienił przeznaczenie i stał się ostoją dla żarnowieckich gości. – Nasze gospodarstwo musiałyśmy jakiś czas temu zredukować, bo po prostu nie było opłacalne. Krowy, których miałyśmy kilka, trzeba było sprzedać. Po prostu, żeby utrzymać gospodarstwo na dobrym poziomie, musiałyśmy najmować pracownika, bo siostry same nie dawały rady przy wszystkich pracach polowych. Zaczęłyśmy więc myśleć, jak wykorzystać szary domek – mówi matka Faustyna. – Z drugiej strony musiałyśmy też zatroszczyć się o nasze utrzymanie. Przecież nie pracujemy poza klasztorem. Postanowiłyśmy zaadaptować domek dla przyszłych gości, a częściowo dla potrzeb wspólnoty. Zaczynamy więc pierwszy etap remontu i przebudowy domku. Zaczynamy budowę Zacisza św. Benedykta.

Etapy

Przed podjęciem decyzji siostry rozważały ją i modliły się. Matka Faustyna potwierdza: – Zastanawiałyśmy się długo, w jakim kierunku powinna rozwijać się nasza wspólnota. Rozmawiałyśmy, rozeznawałyśmy, na jakich warunkach przyjmować gości. Z jednej strony konieczne było otwarcie na świat i odczytanie naszego powołania w zmieniających się warunkach, z drugiej – nie mogło to uderzyć w nas same. Chciałyśmy podzielić się duchowością, bo przecież jesteśmy benedyktynkami nie tylko dla siebie. Postanowiłyśmy więc zachować większą część miesiąca dla siebie, na modlitwę, skupienie i ciszę, by móc się dzielić z gośćmi ciszą prawdziwą, nieudawaną. Tu po prostu chodzi o zachowanie harmonii. Kiedy padł pomysł, by zbudować dla gości Zacisze św. Benedykta, siostry założyły, że przy Bożym błogosławieństwie przedsięwzięcie się uda. – Wierzyłyśmy, że jeśli jest to potrzebne, i jeśli jest dziełem Bożym, to Benedykt pobłogosławi, św. Józef pomoże w budowie. I grosz do grosza, cegła do cegły Zacisze powstanie – mówi matka Faustyna.

– To były dwa impulsy: potrzeba stworzenia miejsca dla gości i konieczność zagospodarowania budynków – przyznaje s. Małgorzata. – Osoby, które do nas przyjeżdżają, co prawda nie narzekają na kiepskie warunki lokalowe, ale jednak warto, by odpoczywały i zażywały ciszy w skromnych, ale osobnych pokojach, estetycznie urządzonych i ciepłych.

Przebudowa i remont szarego domku będzie pierwszym etapem budowy. Powstanie prawdopodobnie sześć pokoi, trzy rozmównice, kawiarenka, spowiednica i kaplica domowa. – Dwa dolne pokoje będą dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych ruchowo – informuje matka Faustyna. – Kolejne etapy naszej budowy pozwolą na dostosowanie i wyremontowanie innych pomieszczeń gospodarczych. A gdy już powstanie całe Zacisze, siostry chcą zbudować niewielką obórkę na jedną, może dwie krowy. Żeby mieć swojskie mleko dla siebie i gości. Zajmie się nimi s. Paula, która krowy kocha i potrafi jak nikt inny się nimi opiekować. Będzie i stadko kur, żeby były własne jajka.

Mówią, że św. Benedykt najlepszy do błogosławienia modlitwy i pracy. Ale na remontach to najlepiej zna się św. Józef: – W swojej celi mam nietypową figurkę św. Józefa: pochodzi ze śmietnika w Norwegii. Bardzo jest dla mnie cenna i modlę się do świętego. Powierzam mu sprawy materialne klasztoru. Wierzę, że z takim „kierownikiem budowy” zbudujemy Zacisze w miarę szybko i sprawnie – mówi s. Faustyna.

Rekolekcje s. Małgorzaty

Od trzech lat w opactwie organizowane są też rekolekcje dla świeckich. – Przed decyzją przeanalizowałyśmy nasze możliwości. Najpierw nie czułyśmy się zbytnio na siłach, ale mamy przecież wśród nas „siłę fachową”, czyli s. Małgorzatę Borkowską – uśmiecha się matka Faustyna. – Siostra Małgorzata przygotowała całość i rozpoczęła prowadzenie rekolekcji.

– Ta „fachowość” spadła na mnie w wieku blisko 80 lat, jak macierzyństwo na Sarę – komentuje s. Małgorzata. – Ani sama nie zgłaszałam się do kaznodziejstwa, ani nie traktowałam go jako dopust Boży. Faktycznie, jestem przyzwyczajona do mówienia, chociaż wolę pisać. Kiedy jednak wyraźnie pojawiła się potrzeba, podjęłyśmy się zadania. Najpierw zresztą konferencję czytałam z kartki, obecnie mówię własnymi słowami.

Rekolekcje opierają się na myślach ojców pustyni, Regule św. Benedykta oraz na praktyce medytacji chrześcijańskiej lectio divina. Odbywają się w całkowitym milczeniu. Uczestnicy mogą skorzystać ze spowiedzi, brać udział we wspólnej modlitwie sióstr w kaplicy, gdy mają taką potrzebę – rozmawiać z którąś z benedyktynek. – Proponujemy takie chwilowe „wyjście na pustynię”, by w ciszy doświadczyć obecności Boga – opowiada s. Faustyna. – I ludzie, na co dzień zabiegani, chcą z niej skorzystać. Pan Bóg przysyła nam gości, którzy potrzebują tego miejsca. A potem też dobrzy ludzie wspierają nas. Obopólne dobro.

– Przyjmuję zgłoszenia na rekolekcje, zarówno grupowe, jak i indywidualne. Z jednej strony cieszę się, że jest ich wiele, z drugiej czasem przykro, gdy z braku miejsc muszę odmówić i zaproponować inny termin – dodaje s. Weronika. – Dzwonią i piszą bardzo różni ludzie: od młodzieży licealnej, poprzez studentów, aż do ludzi w podeszłym wieku. A chcą nie warunków czterogwiazdkowego hotelu, lecz ciszy.

Chcą przyjechać do duchowego sanatorium u benedyktynek.

Dlaczego ta cisza?

W trakcie rekolekcji siostry zalecają schowanie telefonów komórkowych gdzieś na dno bagażu. Bywa z tym najpierw problem, bo współczesny człowiek – wiadomo – do smartfona przyklejony. Niemniej telefony lądują wyłączone w walizce. W zamian siostry pożyczają, jeśli ktoś nie ma własnego, tradycyjny budzik. Też działa i też rano zerwie na nogi, na modlitwę i śniadanie.

I wytrzymują ludzie tę ciszę? Oczywiście. Chociaż dla niektórych pierwszy dzień bywa trudny. Bywa, że najpierw siostry w oczach gości widzą... lekką panikę. Bo jak to: nie napisać nawet SMS-a?

Tak. Żeby zacząć poznawać siebie, cisza potrzebna bezwzględnie. Trzeba ciszy jak najlepszego, duchowego lekarstwa. – Musimy zadać sobie kilka pytań: czy żyjemy po to, żeby siebie zrealizować, a Pan Bóg może nam być najwyżej do tego przydatny? Czy też żyjemy po to, żeby siebie oddać Bogu? Jeśli naszym powołaniem jest oddanie Bogu siebie, to Jemu trzeba pozostawić możliwość mówienia, a my musimy zamilknąć. Inaczej zagłuszymy Boga – tłumaczy s. Małgorzata. – Niegdyś istniały peerelowskie stacje zagłuszające: ktoś nastawiał radio na Wolną Europę, a z odbiornika oprócz ledwo słyszalnego głosu spikera leciały straszliwe trzaski, żeby przypadkiem obywatele PRL nie wiedzieli, co się mówi po tamtej stronie żelaznej kurtyny. Obecnie też nosimy w sobie takie „stacje zagłuszające” i tylko wszechmoc Boża potrafi sprawić, że coś jednak mimo to czasem dosłyszymy. Jednakże milczenie to dopiero pierwszy krok, bo nasza „stacja zagłuszająca” działa głębiej niż mowa. Nie wystarczy zamknąć usta, żeby zamknąć tę stację. Ale milczenie to dobry pierwszy krok...

Siostry proponują pobyt w całkowitym milczeniu, uczestnictwo w monastycznej liturgii godzin w kaplicy zakonnej, modlitwę indywidualną, rozważanie Pisma Świętego oraz lekturę duchową. Możliwe jest krótkie spotkanie indywidualne z kapłanem lub mniszką. I to działa: – Bóg mówi do nas cały czas, ale w zabieganiu i hałasie dnia nie zawsze Go słyszymy. U nas „zagłuszaczy” nie ma, więc można modlić się, rozmyślać i zmieniać życie w spokoju – uśmiecha się matka Faustyna. I tylko czasem ktoś się boi, że po powrocie do świata, będzie jeszcze trudniej. – Nie będzie trudniej. Jezus przecież tam już czeka. Po powrocie da siłę i wspomoże. Przecież będzie już lepiej słyszany.

A więc: cicho. I zbudujmy wspólnie to zacisze... •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także