Nowy numer 40/2020 Archiwum

Ale będzie kino

Myśl wyrachowana: Wszyscy szukają dobra, tylko nie wszyscy wiedzą, co nim jest.

Jeśli jakiś twórca filmowy ma ambicje zdobyć Oscara, niech nie myśli nad treścią filmu, kunsztem aktorów i takimi tam drobiazgami. W ramach walki z rasizmem i nietolerancją Amerykańska Akademia Filmowa ogłosiła właśnie nowe zasady, na jakich będzie się można ubiegać o statuetkę za najlepszy film. Trzeba będzie spełnić kryteria „różnorodności”. Przy ocenie filmu będą brane pod uwagę płeć, tzw. orientacja seksualna i tożsamość etniczna i rasowa ekipy filmowej i obsady. Przy produkcji filmu trzeba zachować parytet udziału kobiet, mniejszości rasowych, przedstawicieli środowiska LGBTQ+ i osób niepełnosprawnych.

Sprawa ta pokazuje, że człowiek z natury szuka dobra. No bo to wszystko jest w istocie próbą stworzenia lepszego świata. Autorzy tych pomysłów chyba naprawdę wierzą, że jeśli ludziom narzuci się jakieś standardy, to w końcu powstanie z nich społeczeństwo idealne.

Czegoś takiego próbowali kiedyś bolszewicy, a obecnie realizuje to Korea Północna. Piszę to bez ironii – tam też zamierzenia były szczytne i wielu się na to złapało. Widzieli w tym dobro, a że po drodze trzeba było wszystkich zmusić do jego przyjęcia? No trudno – droga do świeckiego raju wiedzie przez świecki czyściec.

Bo tu chodzi o raj – krainę szczęśliwości, którą mamy zapisaną w genetycznej pamięci. I rzeczywiście ona jest nam przeznaczona, ale nie w doczesności.

Podstawowy błąd w rozumowaniu inżynierów społecznych polega na założeniu, że raj da się ściągnąć na ziemię – i że nie ma w nim Boga. Na tym błędzie wszyscy się potykają. Przez to cudne projekty kończą się katastrofami, z których ludzkość długo się zbiera, a gdy już się zbierze, z kolejnym planem urządzenia raju pojawia się następny „mesjasz”. Dziś głosi on raj „różnorodności”, mieszając to, kim ludzie są, z tym, co robią. Z osób uwięzionych w niewoli zmysłowości tworzy nowe kategorie społeczne (obecnie są one oznaczone literami LGBTQ, kolejne w opracowaniu). Ludzi przykutych do wózków z powodu kalectwa zestawia z ludźmi żyjącymi w niemoralnych związkach z powodu chęci. Różnice w upodobaniach seksualnych zrównuje z różnicami rasowymi. Płeć czyni przedmiotem wyboru, a to, co naprawdę podlega wyborowi, nazywa koniecznością.

Cóż – ślepy mówi o kolorach, i pewnie dlatego „tęczowa” flaga ma 6 kolorów zamiast 7. Teraz ślepy zabiera się za filmy. A kina już i tak słabo stoją.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także