Nowy numer 32/2022 Archiwum

Banicja arcybiskupa

31 sierpnia służby graniczne Białorusi nie wpuściły do kraju obywatela Białorusi, abp. Tadeusza Kondrusiewicza. To skandal, jakiego w tej części Europy nie było od czasów stalinowskich.

Zatrzymanie 74-letniego hierarchy, a faktycznie skazanie go na banicję, wywołało wstrząs także poza Białorusią. Represje spotkały bowiem nie tylko ordynariusza archidiecezji mińsko-mohylewskiej. Jest on także przewodniczącym Konferencji Episkopatu Białorusi. W przeszłości odegrał fundamentalną rolę w odbudowie struktur kościelnych na Wschodzie. W 1989 r. jego nominacja na administratora apostolskiego dla Białorusi była oznaką zmiany polityki wyznaniowej Związku Sowieckiego. Podobnie jak jego przeniesienie w 1991 r. do Moskwy, gdzie w wyjątkowo trudnych warunkach tworzył niemal od podstaw fundamenty życia kościelnego w europejskiej części Rosji. W latach 2002–2007 był arcybiskupem metropolitą archidiecezji Matki Bożej w Moskwie. Następnie wrócił do rodzinnej Białorusi, gdzie kontynuował pracę rozpoczętą w 1989 roku.

Dziękuję za wsparcie

W rozmowie z „Gościem Niedzielnym” abp Tadeusz Kondrusiewicz powiedział, że władze do chwili obecnej (5 września) nie odpowiedziały na jego pismo do Państwowego Komitetu Pogranicza Republiki Białorusi, w którym prosił o wyjaśnienie, dlaczego nie został wpuszczony do kraju. Do tej sprawy odniósł się w trakcie spotkania z dziennikarzami prezydent Łukaszenka. Powiedział, że arcybiskup niespodziewanie wyjechał do Warszawy na konsultacje, gdzie otrzymał „określone zadania”, i z tego właśnie powodu znalazł się na wspólnej dla Białorusi i Rosji liście osób objętych zakazem wjazdu. Łukaszenka nie powiedział jednak, jakie miałyby być to zadania, i nie uściślił, który z krajów – Rosja czy Białoruś – uznał go za osobę niepożądaną. Arcybiskup Kondrusiewicz kategorycznie odrzuca oskarżenie. Podkreśla, że jako obywatelowi Białorusi przysługuje mu prawo powrotu do ojczyzny. – Nie jeździłem do Polski po żadne instrukcje – dodaje w rozmowie z GN – ale aby przewodniczyć Mszy św. w Otwocku, gdzie syn mojej siostrzenicy przystępował do I Komunii Świętej.

Jak wyjaśnia, o całej sytuacji została poinformowana nuncjatura apostolska w Mińsku. Jednak obecnie nie ma tam nuncjusza, który na Białoruś jeszcze nie dojechał. W całym świecie rozlegają się głosy protestu i solidarności z niewpuszczonym do własnego kraju biskupem. Głos zabrał m.in. sekretarz stanu USA Mike Pompeo. W okolicznościowym oświadczeniu Prezydium Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE) powtórzyło wezwanie papieża Franciszka do „dialogu, odrzucenia przemocy oraz do poszanowania sprawiedliwości i prawa na Białorusi”. Zapewniając o własnej modlitwie za umiłowanego pasterza i za całą wspólnotę białoruską, Prezydium CCEE życzy arcybiskupowi Mińska natychmiastowego powrotu do domu, podjęcia przezeń jego posługi biskupiej oraz zachęca wszystkich do zaangażowania się na rzecz pokojowego rozwiązania konfliktu i do dalszego ufnego kroczenia drogą dialogu dla dobra człowieka i całego społeczeństwa.

Za te oznaki solidarności abp Kondrusiewicz dziękuje, m.in. za pośrednictwem „Gościa Niedzielnego”, zarówno katolikom na Białorusi, jak i w Polsce. Zapewnia ich, że łączy się z nimi w modlitwie, i ma nadzieję na pomyślne rozwiązanie całej sytuacji. Metropolita mińsko-mohylewski obecnie przebywa w jednej z parafii w archidiecezji białostockiej. Systematycznie wysyła do swojej archidiecezji posłania i listy pasterskie, które są publicznie odczytywane w czasie liturgii i spotkań gremiów kościelnych.

To nas zjednoczyło

Kościół na Białorusi stanął murem za swym pasterzem. – Ludzie bardzo licznie gromadzą się w kościołach, aby modlić się za arcybiskupa – mówi w rozmowie z „Gościem” wikariusz generalny archidiecezji mińsko-mohylewskiej bp Juryj Kasabucki, który kieruje nią pod nieobecność abp. Kondrusiewicza. – Nawet nie oczekiwaliśmy, że wezwanie do modlitwy za arcybiskupa spotka się z takim odzewem. Szczególnie wieczorem w kościołach w Mińsku, ale także w innych miastach gromadzi się bardzo wielu ludzi. Przychodzą zresztą nie tylko katolicy, ale także ewangelicy, prawosławni, a nawet niewierzący, którzy w ten sposób wyrażają solidarność z nami. Wielu z nich ma wydrukowane portrety arcybiskupa. Trzymają je w czasie demonstracji i protestów organizowanych w jego obronie, chociaż milicja i OMON podjeżdżają pod takie grupy, starając się ludzi przestraszyć.

– Jeśli ktoś liczył na to, że nie wpuszczając arcybiskupa do kraju, zastraszy nas, osiągnął efekt przeciwny – mówi bp Kasabucki. Nie tylko nie przestraszyliśmy się, ale to doświadczenie nas zjednoczyło i umocniło. Z powodu pandemii w ostatnich miesiącach zmniejszyła się liczba biorących udział w nabożeństwach. Teraz pomimo tego, że pandemia nie ustała, kościoły są znów pełne ludzi modlących się za swoją ojczyznę, za Kościół i wygnanego pasterza. Twarz abp. Kondrusiewicza jest teraz znana całemu społeczeństwu, nawet tym, którzy wcześniej w ogóle nie wiedzieli o jego istnieniu – dodaje.

Na pytanie, co spowodowało tak gwałtowną i wrogą reakcję władzy, chociaż jeszcze w połowie sierpnia minister spraw wewnętrznych dziękował arcybiskupowi za uspokajanie ludzi i prowadzenie dialogu społecznego, bp Kasabucki odpowiada, że nie zna motywów władzy. W przestrzeni społecznej krąży wiele wyjaśnień, dlaczego do tego doszło. – Jesteśmy świadkami brudnych gier politycznych – twierdzi. Zwraca uwagę, że rano tego samego dnia, kiedy nie wpuszczono do kraju abp. Kondrusiewicza, w Mińsku rządowy pełnomocnik ds. religii i narodowości Leanid Hulaka zwołał posiedzenie Międzywyznaniowej Rady Konsultacyjnej. W jej skład wchodzą zwierzchnicy wszystkich działających w kraju wspólnot religijnych. Mimo tego, że katolicy są drugą pod względem liczebności społecznością religijną na Białorusi, nie zaproszono ich. Spotkanie wykorzystano do bezprzykładnego ataku na katolików. To może oznaczać, że decyzja o niewpuszczeniu arcybiskupa była zaplanowana i skoordynowana z innymi atakami na całą wspólnotę katolicką.

– Atak na katolików dlatego jest tak brutalny, że my nie poddajemy się praniu mózgów ze strony oficjalnej propagandy – mówi bp Kasabucki. – Jeśli widzimy, że jest przemoc, to nie mówimy, że ludziom zrobiono masaż – dodaje. – A tego, zdaje się, od nas oczekiwano.

– Co będzie, jeśli władza przez dłuższy czas nie wpuści arcybiskupa? – pytam.

– „Dłuższy czas” to pojęcie względne – odpowiada. – Mamy nadzieję, że władza się opamięta. O to stale się modlimy.

Trudno szukać w tym sensu

Poprosiłem białoruskiego pisarza katolickiego Giennadija Lewickiego, znanego u nas m.in. z książki „Chiton Zbawiciela”, o opinię na temat tego, co się dzieje na Białorusi. „Nie tylko białoruscy katolicy są tym wszystkim zaszokowani” – napisał do mnie. „Wyjaśnienia Łukaszenki, w których jedno zdanie zaprzecza poprzedniemu, nikogo nie przekonały. Każde działanie powinno mieć sens, ale trudno się go doszukiwać w postępowaniu władz. Białoruś kupuje ropę z Wenezueli, USA, Azerbejdżanu, Norwegii w sytuacji, kiedy rurociąg »Przyjaźń«, którym płynie ropa na Zachód, znajduje się za bramami naszych rafinerii. Niemal codziennie Łukaszenka zaskakuje świat kolejnym kosztownym nonsensem. Zaczął ćwiczenia i ściągnął białoruskie wojska w rejon Grodna, który podobno ma być zajęty przez Polskę i NATO. Następnie obraził się na Litwę, że zakazała mu wjazdu, i nakazał, aby tranzyt białoruskich towarów omijał litewskie porty i szedł przez rosyjskie. Trzy dni później przyznał, że to decyzja nieopłacalna, ale jej nie zmienił. Łukaszenka przypisuje sobie zasługi w utrzymaniu pokoju wyznaniowego i narodowościowego na Białorusi, ale on istniał od setek lat. Teraz, poniżając i obrażając katolików i Polaków, prowokuje niezgodę. Wygląda na to, że władza sądzi, iż tylko wojna może ją uratować. Nie bez powodu prezydent i jego młodszy syn tak często spacerują z pistoletami maszynowymi w rękach. Wydaje się, że władza ma przyjemność z tego, że innym sprawia kłopoty, i dlatego postępuje zgodnie z zasadą: »Niech mi krowa zdechnie, ale sąsiadowi zdechną dwie«”.

Czytając ten komentarz, pomyślałem, że w tej chwili trudno być optymistą, jeśli chodzi o los skazanego na banicję arcybiskupa.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się