Nowy numer 49/2020 Archiwum

Żadnych, powtarzam!

Każdy niepotrzebny konflikt może stać się pretekstem do niewypowiadania konwencji stambulskiej.

Zbliża się wybór nowego rzecznika praw obywatelskich. Wybór opóźniony, ponieważ Adam Bodnar powinien już dawno zostać z tego stanowiska odwołany ze względu na ignorowanie praw wielkiej części społeczeństwa. Powszechnie znana jest jego solidarność z roszczeniami politycznego ruchu homoseksualnego. Być może w przyszłości nielegalnie, wbrew konstytucji i naturalnej sprawiedliwości, rewindykacje ruchu LGBT zyskają pozór „prawa”. Ale dziś nawet tego pozoru nie mają, najzupełniej oczywiste jest prawo rodziców do ochrony szkół przed organizacjami politycznego ruchu homoseksualnego, a społeczeństwo ma prawo do jego krytyki.

Adam Bodnar prawa te systematycznie ignorował. Podobnie jak lekceważył orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego (z orzeczeniem z 28 V 1997 na czele), uroczyście potwierdzające prawa nienarodzonych. Na forum Komisji LIBE w Parlamencie Europejskim zachęcałem Rzecznika do obrony polskiego porządku konstytucyjnego (i Trybunału jednocześnie) w tej sprawie, ale Adam Bodnar odpowiedział w istocie, że dla niego ważne są ustawowe wyjątki od tej konstytucyjnej zasady, a nie sama zasada. Wszystko to jednak ma już znaczenie tylko historyczne, bo kończącego kadencję rzecznika praw obywatelskich PiS-owska większość odwołać nie chciała i nie odwołała. Teraz zaś chce mieć rzecznika swojego, więc takiego, który oczywiście nie będzie robił polityki opozycji, ale również nie będzie podejmował niewygodnych dla władzy postulatów opinii katolickiej, który – krótko mówiąc – „nie będzie przeszkadzał”.

Jak donoszą bowiem media – władza rozważa teraz zmianę reguł wyboru rzecznika, by pozbawić Senat prawa do sprzeciwu wobec kandydata wybranego w Sejmie. Co to oznacza w praktyce? Najpierw polityczną awanturę. Po drugie – rezygnację z szukania poparcia dla nowego rzecznika wśród najbliższych prawicy senatorów, choćby w PSL, czy w ogóle wśród osób takich jak senatorowie Staroń, Libicki czy Ujazdowski. To nie jest jakieś nierozwiązywalne zadanie – brakuje przecież tylko trzech głosów. Zbudowanie porozumienia byłoby wartością samą w sobie, gdyż wzmocniłoby autorytet nowego rzecznika praw obywatelskich, a nadto mogłoby torować drogę do rozwiązywania kolejnych problemów i poszerzenia możliwości politycznych rządu.

Szukanie opozycyjnych sojuszników w Senacie USA stanowi normalną praktykę. Tam wiele nominacji prezydenckich uzależnionych jest nie od bezwzględnej, ale od szerszej, bo kwalifikowanej, większości. I mimo to konserwatywni republikańscy prezydenci potrafili dla swych nominacji pozyskiwać umiarkowanych demokratów. U nas do zbudowania większości trzeba poparcia jedynie trzech senatorów opozycji, co zakładałoby zapewne jedno: konserwatywny kandydat musiałby dawać gwarancję samodzielności, nie mógłby być dyspozycyjny wobec partii. Ale przecież ten urząd z natury powinien być niezależny (co wcale nie oznacza obojętności wobec zasadniczych problemów prawnych i moralno-ustrojowych). O tym zaś, że władza ma szukać szerszego poparcia, zdecydowali po prostu wyborcy – wybierając w ten sposób Senat. Trzeba uszanować wolę suwerena, a nie tylko się nań powoływać.

Niedawno apelowałem do władz: żadnych awantur do czasu wypowiedzenia konwencji stambulskiej. Uwolnienie Polski od tego instrumentu forsowania ideologii gender, wzmocnienie solidarności z państwami, które go odrzucają – to absolutny priorytet państwowy! W tej sytuacji każde łamanie reguł, każda kolejna demonstracja siły jest szkodliwa, bo za chwilę stanie się pretekstem do powtórzenia po raz kolejny: mamy tyle otwartych frontów, że nie możemy otwierać kolejnych, więc konwencji genderowej nie ruszymy. Na tym właśnie polega paradoks PiS-owskich rządów: ciągłe próby (formalnego) poszerzenia władzy ograniczają możliwości jej (realnego) wykonywania.

Dlatego powtarzam raz jeszcze – nie wszczynajcie żadnych nowych awantur, nie zmieniajcie zasad wykonywania władzy, tylko jej używajcie i wypowiedzcie genderową konwencję stambulską! Do tego, żeby ją wypowiedzieć, Prezydent i Sejm mają wystarczające uprawnienia konstytucyjne, tu nie trzeba żadnych „specustaw”, trzeba tylko zwyczajnie skorzystać z konstytucyjnych prerogatyw, zrealizować odpowiedzialność, która z nich wynika.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama