Nowy numer 3/2021 Archiwum

Dostrzec człowieka

Medycyna nie ogranicza się do karty choroby, recepty i zestawu zaleceń. Lekarz czy pielęgniarka są zobowiązani do uważnego wysłuchania opowieści pacjenta.

Razem w ostatniej podróży

Taką postawę obu stron pokazują relacje zamieszczone przed kilkoma miesiącami na portalu internetowym „New York Timesa”. Towarzyszą im zdjęcia medyków z wielu krajów, poruszajcie fotografie z pierwszej linii frontu walki z koronawirusem. Na ich twarzach widnieją krwawe pręgi odciśniętych masek noszonych godzinami na oddziałach intensywnej terapii. Jednak największe wrażenie robią wypowiedzi młodych kobiet śmiertelnie zmęczonych kilkunastogodzinnymi dyżurami i zdeterminowanych do prowadzenia walki do końca. Uderza ich wrażliwość na ludzkie cierpienie, niezwykła umiejętność docierania do najbardziej subtelnych uczuć pacjentów. W każdym z nich widzą przede wszystkim ludzką istotę. Właśnie takie określenie pojawia się w wypowiedzi Stephanie Benjamin, lekarki z San Diego, która mówi, jak po raz drugi umierała jej pacjentka poddawana długotrwałej resuscytacji. Rozpaczliwie ją ratuje, mimo że już 16 minut nie wyczuwa tętna. Kiedy w końcu tętno powraca, lekarka zostawia swój zespół, wybiega z sali do gabinetu i z płaczem rzuca się na podłogę. Po raz drugi udało się młodą pacjentkę wyrwać śmierci. Po chwili lekarka ponownie zakłada maskę i wraca na oddział.

I kolejne narracja: Núria Poveda z zespołu ratownictwa medycznego w Barcelonie opowiada, jak wieziona do szpitala pacjentka z objawami koronawirusa prosi ją, z trudem łapiąc oddech, żeby bardzo dbała o siebie, bo jest wiele warta. Te słowa słyszy od kogoś, kogo widzi po raz pierwszy w życiu. Przejęta do głębi niezwykłą wrażliwością dużo starszej od siebie kobiety wyznaje, że długo nie mogła poradzić sobie z tym, iż nie zdążyła się nawet z nią pożegnać. Strach o własne życie schodzi na dalszy plan, gdy od drugiego człowieka, który odbywa najprawdopodobniej ostatnią podróż, słyszy się takie słowa.

Podobną postawę zaświadcza wypowiedź Melissy Todice, pielęgniarki z Shelton, która bez reszty przejmuje punkt widzenia pacjentów. Gdy wchodzi na salę osłonięta od stóp do głów i słyszy dobiegający od łóżek kaszel, wzdryga się mimo woli i natychmiast uświadamia sobie ich perspektywę, czując, jak ogarnia ją wstyd z powodu tej reakcji, z powodu nie dość skutecznie ukrywanego strachu. Wie, że nie widzą jej twarzy ani nie słyszą jej głosu, a mimo to czuje się winna. I to poczucie winy towarzyszy jej nieustannie.

Wysłuchać człowieka

Podobnej perspektywy, pokazującej odczucia pacjentów, dostrzeżone i wyrażone z taką pieczołowitością przez sprawujących nad nimi opiekę, nie udało mi się odnaleźć w naszych mediach, przynajmniej w początkowych miesiącach pandemii. Pacjenci Melissy, Stephanie i Núrii opowiadają swoje historie z ogromnym trudem, nawet bez słów. Trzeba się umieć w nie wsłuchać i wówczas, jak pokazują wskazane interpretacje ratujących ich kobiet medyków, ekstremalne przeżycia wywołane zarazą nie są w stanie nikomu odebrać człowieczeństwa. Przeciwnie, wzmacniają to, co stanowi jego fundament. W zrozumieniu tej prawdy pomaga medycyna narracyjna, ale przecież nie tylko ona. Każda relacja lekarz–pacjent, w której po drugiej stronie dostrzega się człowieka, jest wyrazem sprzeciwu wobec odhumanizowanej i zbiurokratyzowanej medycyny. Wiedzieli o tym dobrze profesorowie Antoni Kępiński i Andrzej Szczeklik, światli przedstawiciele medycyny humanistycznej i zarazem pionierzy medycyny narracyjnej w Polsce. Mistrzowie rozumienia mowy ludzi cierpiących, nauczający tej sztuki studentów medycyny na wiele lat przedtem, zanim powołano do życia medycynę narracyjną na uczelni w Nowym Jorku. Szkoda, że dziś zapomina się o drogach, jakie wskazywali swoim następcom. O zalecanych przez Kępińskiego niekończących się rozmowach z pacjentami, jako warunku przywracania poczucia bezpieczeństwa, czy o przestrodze drugiego z profesorów, który namawiał swoich studentów, aby uczyli się wsłuchiwać w opowieści swoich pacjentów, bowiem nikt nie wie, kiedy jedna z tych narracji może się stać naszą własną: niewykluczone, że wówczas także i nas nikt nie zechce wysłuchać.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama