Nowy numer 49/2020 Archiwum

Wybór pierwszej damy

Przeciwnicy mówią: bierna. Obserwatorzy: zapracowana. Jaka jest Agata Kornhauser-Duda – pierwsza dama RP?

Konsekwentnie nie udziela wywiadów, co niektórzy komentują: „Nie umie mówić”. Postrzegana jest powszechnie jako ikona mody, kobieta szykowna. Towarzyszy mężowi w działalności publicznej w sposób zauważalny, choć nie nachalny. Zamieniła nauczanie języka niemieckiego w szkole na rolę pierwszej damy, a mimo to… szkoły tak zupełnie nie porzuciła.

Brak wywiadów

Czy charakterystyczną cechą Agaty Kornhauser-Dudy jest konsekwencja i świadomy wybór? Czy, jak twierdzą niektórzy, upór albo lęk? Chodzi oczywiście o to, że nie udziela wywiadów. Niezależnie od tego, jakiej opcji politycznej medium zabiegało o rozmowę, niezależnie od tego, czy to telewizja, radio czy prasa – kancelaria w imieniu prezydentowej grzecznie, acz stanowczo odmawiała: „Taką zasadę pierwsza dama przyjęła – takiej pozostaje wierna. Z mediami oficjalnie nie rozmawia”. Można było jedynie zastanawiać się dlaczego. Prawdopodobnie nawet niektóre osoby z jej otoczenia, z prezydenckiej kancelarii, namawiały ją do udzielania wywiadów. Bezskutecznie. Dziennikarzy mogło to frustrować. Niektórzy, bardziej przewrażliwieni, odbierali to osobiście.

– Tymczasem w tej decyzji jest sporo logiki i sprawa została mocno przemyślana – mówi anonimowo pracownik kancelarii. – Wyobraźmy sobie, co by się działo, gdyby od początku pierwszej kadencji męża Agata Kornhauser-Duda zaczęła udzielać wywiadów. Jedna stacja, druga, piąta, kolejne tytuły, spirala medialna wokół niej rozkręciłaby się w szalonym tempie. Jeden wywiad pociąga drugi, w trzecim trzeba się odnieść do pierwszego. Wszystko to jest po dziesięć razy komentowane, tu gloryfikowane, a w innym miejscu przeinaczane. Tylko po co? Najwyraźniej obecna pierwsza dama inaczej odczytuje swoją misję: nie stawia na promocję siebie, nie buduje politycznego zaplecza wokół swojej osoby. Nie chce lub nie musi. Robi swoje: świadomie, konsekwentnie. Jeśli ktoś chce poznać jej świat, bez problemu pozna. Jeśli nie chce, to żaden wywiad go nie przekona.

„Dlaczego milczy? Jedni mówią, że wywiady ją stresują, inni, że nie po drodze jej z tym, co robi PiS, i będąc lojalna wobec męża, nie chce tego publicznie okazać” – pisze Anna Dąbrowska w „Polityce”. W „zestresowaną” kamerami czy spotkaniem z dziennikarzem pierwszą damę doprawdy trudno uwierzyć. W sytuacjach publicznych jest nienaganna, mówi ze swadą i pewnego rodzaju luzem. Nie ma problemów z wypowiedziami publicznymi, a wiele lat pracy nauczycielskiej zrobiło swoje: przemawiać potrafi i… rozmawiać również. Co więcej, bywa, że „kradnie show” w zupełnie niezamierzony sposób, gdy pojawia się na oficjalnych lub półoficjalnych spotkaniach razem z mężem. W sytuacjach publicznych, chociażby w czasie wizyt zagranicznych, nie widać po niej skrępowania. Przeciwnie: pamiętna wizyta prezydenckiej pary z USA to przykład, gdy polska pierwsza dama pokazała ogromną klasę. Czy raczej z klasą była sobą. Wielu mówi, że niezamierzenie przyćmiła Melanię Trump. W „lękliwą” żonę własnego męża również nikt nie uwierzy, łącznie z prezesem PiS, któremu to brak lęku – pół żartem, pół serio – wypomniała wprost.

Pierwszej damie zarzuca się również, że nie zabiera głosu w istotnych sprawach społecznych. Co myśli o in vitro? Co o aborcji? Dlaczego nie stanęła po stronie strajkujących w 2019 roku nauczycieli? Jest jasne, że lewica chciałaby usłyszeć jej poparcie chociażby dla aborcji eugenicznej. Prawica zaś zadowolona byłaby z przeciwnej opinii. Lecz czy naprawdę rolą pierwszej damy jest wchodzenie w buty polityka? Może wybór własnej drogi, w eleganckich szpilkach, jest sensowniejszy? Czy stawanie po którejś ze stron sporu w sposób jednoznaczny jest potrzebne w i tak mocno skonfliktowanym narodzie? Pierwsza dama nie jest przecież politykiem. Bardziej więc powinna łączyć, nie dzielić.

Z nutką złośliwości

Po wygranych w lipcu wyborach prezydenckich, gdy wiadomo było, że Andrzej Duda rozpoczyna drugą kadencję, Agata Kornhauser-Duda zabrała głos: „To jest ten moment, w którym powiem, dlaczego przez pięć lat się nie wypowiadałam. Uchylę rąbka tajemnicy. Ja nie wypowiadałam się dla mediów. Rozmawiałam z Polakami”. Powiedziała też z mocą: „Nie chciałam się wypowiadać dla mediów, bo był to mój sprzeciw wobec manipulacji i dezinformacji, które w mediach występują”. I nie omieszkała uczynić pewnej… złośliwości pod adresem dziennikarza „Gazety Wyborczej”: „Panie redaktorze Pawle Wroński, przed pierwszą turą napisał Pan, że zakwitł kwiat paproci i prezydentowa się wypowiedziała. Panie redaktorze, to dzisiaj jest ten dzień, a że kwiat paproci kwitnie raz na 100 lat, to pewnie ani ja nie doczekam się rzetelności z Pana strony, ani Pan nie doczeka się ze mną wywiadu”. Wroński co prawda twierdzi, że o wywiad nie zabiegał. Jednak wypowiedź prezydentowej można chyba interpretować szerzej: jako adresowaną do wielu dziennikarzy, którzy przez pięć lat bezpardonowo atakowali jej postawę i sposób działania. Można z tym oczywiście polemizować, bo media to – przynajmniej w teorii – głos ludu, a rozmowa z dziennikarzami to w jakimś stopniu dialog z narodem. Najwyraźniej Agata Kornhauser-Duda wybrała jednak inną formę rozmów i dialogu: fizyczną obecność i rozmowy bez fleszy i kamer, twarzą w twarz…

– Nie ukrywam, że gdy okazało się, iż pani prezydentowa odwiedzi nasz dom, byłyśmy nieco skrępowane – opowiada s. Elwira Szwarc CR z ośrodka dla dzieci niepełnosprawnych w Mocarzewie. – Nie wiedziałyśmy, jak zareagują nasze dzieci, troszkę się obawiałyśmy tego spotkania. Niepotrzebnie. Pani Agata okazała się osobą niezwykle ciepłą, uważną, skupioną na konkretnym dziecku – niezależnie od stopnia niepełnosprawności. Jej po prostu zależy na drugim, pokrzywdzonym człowieku. Z uwagą słuchała o dzieciach, rozmawiała z nimi. Po chwili nikt nie czuł się przy niej skrępowany.

Siostra Elwira dodaje, że gdy role się odwróciły i to niepełnosprawne dzieci przyjechały w odwiedziny do Pałacu Prezydenckiego, pierwsza dama dbała o każde z osobna. – Czuły się w pałacu jak księżniczki i książęta. Pani Agata pilnowała, by wszyscy dostali to, co lubią, i wrócili najedzeni. Sama nam pomagała w karmieniu dzieci. Nie każdy człowiek potrafi zachować się swobodnie przy naszych „mocarzach”, dzieciach z różnego rodzaju dysfunkcjami. Do tego trzeba zrozumienia i ogromnej otwartości. Zresztą nasze dzieci potrafią poznać się na człowieku: do Agaty Dudy po prostu lgnęły. Do tej pory jest im bliska i często ją wspominają.

Dom Mocarzy to jeden z ośrodków, które Agata Duda odwiedziła w ciągu pięciu lat. Jeden z bardzo wielu. A dzieciaki niepełnosprawne należą do grupy kilkudziesięciu tysięcy (!) osób, z którymi rozmawiała. Okazuje się, że pierwsza dama spotkała się z ponad 50 tys. osób, objęła patronatem ponad 300 przedsięwzięć i wzięła udział w ponad stu wydarzeniach społeczno-charytatywnych.

Konkrety

Jest coś przedziwnego i niezrozumiałego w tym, że media – zwykle wrażliwe (a może tylko udające wrażliwość) na osoby wykluczone społecznie – deprecjonują to działanie Agaty Dudy. „Tak, owszem, spotyka się, ale…” – można streścić wiele wypowiedzi, według których lepiej byłoby „gadać” i zabierać głos niż działać. Aspirujące do roli pierwszych dam Małgorzata Trzaskowska czy Paulina Kamysz również wytykały prezydentowej „bierność”, same stawiając się w roli „obrończyń ludu” i aktywistek społecznych. Notabene – bez większych osiągnięć.

Tymczasem fakty są faktami. Prezydentowa w ciągu pięciu lat pracy (bo jak inaczej nazwać jej aktywności?) uczestniczyła w 514 oficjalnych wizytach w kraju i 66 za granicą. Niemal połowę wizyt oficjalnych w kraju odbyła sama. W zagranicznych zazwyczaj towarzyszyła mężowi. W Pałacu Prezydenckim uczestniczyła w prawie 500 wydarzeniach. Prezydentowa słynie też ze wspierania akcji charytatywnych i włączania się w nie. Od lat uczestniczy zarówno w akcji „Choinki Jedynki” – na którą przekazuje własnoręcznie wykonane przedmioty – jak i wspiera WOŚP. Odwiedza szpitale i hospicja (co wymaga ogromnej odwagi, a jeszcze większej wrażliwości). Patronuje akcjom społecznym – wspierającym czytelnictwo czy też właściwą, pełną opiekę nad wcześniakami. Obejmuje patronatem akcje wspomagające osoby niepełnosprawne. Często odwiedza ośrodki, które opiekują się dziećmi i dorosłymi z wszelakimi niepełnosprawnościami. Zdjęcia z tych spotkań, bynajmniej nie reżyserowane – chwytają za serce: przebywając z dziećmi niepełnosprawnymi, nie można udawać.

Opiekuje się też ośrodkami polonijnymi i działa na rzecz umacniania polskich tradycji. I, uwaga, nie porzuciła nauczania: uczyła języka niemieckiego m.in. w Kolegium św. Stanisława Kostki – Liceum Polonijnym. Chociaż... za to również została skrytykowana! – Pani prezydentowa przez długi czas uczyła nasze dzieci niemieckiego. Robiła to na zasadzie wolontariatu. Była wymagająca, zawsze świetnie przygotowana. Przyjeżdżała punktualnie, a gdy coś jej wypadało, bo przecież miała wiele zajęć, zawsze informowała o tym i przekładała zajęcia. Uczniowie czuli się ważni i chętnie się uczyli. W tym roku, w czasie lockdownu, spotkała się online z uczniami, którzy nie mogli wrócić do domów w Kazachstanie czy Uzbekistanie. Chodziło o wsparcie młodzieży, bo sytuacja była dla nich trudna. Dzieci, na co dzień mieszkające razem, pod jednym dachem, jak rodzina, podczas spotkania internetowego nie miały maseczek. Jednak prasa to podchwyciła i mocno krytykowała... prezydentową, że naraża dzieci. To był nonsens, który uderzył nie tylko w Agatę Dudę, ale również w naszych uczniów – opowiada Ewa Petrykiewicz, dyrektor placówki.

Agata Duda i kobiety

Środowiska feministyczne pierwszej damy nie cenią, zarzucając jej zamknięcie i brak wsparcia ich postulatów. Tymczasem Agata Duda z kobietami rozmawia bardzo często, po prostu jest jedną z nich. Regularnie spotyka się z kobietami mieszkającymi na wsi, wspiera koła gospodyń wiejskich – uczestnicząc m.in. w zjazdach i zapraszając panie do Pałacu Prezydenckiego. Podczas zjazdu w Górznie mówiła o kobietach z KGW, że są najlepszą wizytówką Polski, a działalność kół przyczynia się do zachowania dziedzictwa narodowego. – Panie były zachwycone prezydentową – mówi jedna z uczestniczek, pani Krystyna. – Ona jest normalna, ciepła, konkretna. Swojska, a jednocześnie z ogromną klasą. Najwyraźniej potrafi mówić, ale mówi do tych, którzy zwykle są źle traktowani i ośmieszani, a dla niej są ważnymi osobami, godnymi szacunku. Nas, kobiety wiejskie, po prostu ujęła.

Gośćmi w Pałacu Prezydenckim były też dzieci z Maniów – tańczące i śpiewające w zespole folklorystycznym „Mali Maniowianie”. Przyjechały z Podhala, trochę niepewne tego, jak zostaną przyjęte. – Dystans, który na początku panował, został przełamany bardzo szybko. Nasi najmłodsi tancerze mówili do pierwszej damy... „ciociu”, co pokazuje, że czuli się bezpiecznie. Wciąż pytali ją o coś, a ona cierpliwie odpowiadała. Panowała taka atmosfera, jakby dzieci znały ją od lat. Do tej pory wspominamy ten wyjazd jako jeden z najważniejszych w 25-letniej historii zespołu – mówi jego dyrektorka Katarzyna Dobrzyńska.

Kolejne lata

Jak będą wyglądać kolejne lata prezydentowej? Raczej nie należy się spodziewać większych zmian w trybie życia i pracy. Wiele miejsc, instytucji charytatywnych, szkół, inicjatyw czeka na jej obecność i poparcie. I wiele redakcji czeka na wywiad. Przypuszczalnie jednak będą musiały wstrzymać się z oficjalnym zadawaniem pytań przez (co najmniej) kolejnych pięć lat. Chociaż… wszystko może się przecież zmienić. Ale to Agata Kornhauser-Duda o tym zdecyduje.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama