Nowy numer 48/2020 Archiwum

Klimatyczny Don Kichot

Komisja Europejska i kraje zachodniej Europy dążą do tego, by jesienią tego roku podnieść cele klimatyczne UE do 2030 r. Zrealizowanie tego planu bardzo utrudni dużej części Europy podźwignięcie się z kryzysu. Najboleśniej uderzy w Polskę.

W grudniu zeszłego roku świeżo upieczona szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ogłosiła nowy sztandarowy unijny program pod nazwą „Europejski Zielony Ład”. Zakłada on, że do 2050 r. UE, jako pierwszy blok państw na świecie, ma stać się „neutralny klimatycznie”, to znaczy, że nie będzie przyczyniał się do ocieplenia klimatu. Polski rząd wyliczył, że osiągnięcie tego celu kosztowałoby tylko nasz kraj kilkaset miliardów euro (same inwestycje z tym związane pochłonęłyby u nas 240 mld euro). Dlatego od początku nie popierał tej propozycji, uznając, że byłaby ona zbyt kosztowna dla Polski. Jednak Komisja Europejska i kraje zachodniej Europy nie chciały z niej rezygnować. Nie zmieniło się to nawet po wybuchu kryzysu gospodarczego spowodowanego pandemią koronawirusa. W marcu br. Komisja Europejska ogłosiła projekt nowego unijnego prawa klimatycznego. Pojawił się w nim nie tylko zapis o obligatoryjnym osiągnięciu przez UE „neutralności klimatycznej” do 2050 r., ale także o zaostrzeniu unijnej polityki klimatycznej do 2030 r. To zaostrzenie miałoby polegać na zwiększeniu redukcji emisji dwutlenku węgla w UE z 40 do 50–55 proc. (w porównaniu z poziomem z 1990 r.). Do września tego roku KE ma opracować plan wprowadzenia tej propozycji w życie i ocenę jej skutków.

Na początku lipca półroczną prezydencję w UE objęły Niemcy. Niemiecka minister środowiska Svenja Schulze zapowiedziała wtedy, że dla jej kraju jedną z najważniejszych spraw podczas tej prezydencji będzie przyjęcie zaostrzonej unijnej polityki klimatycznej. Nasz zachodni sąsiad chce, by związane z tym prace rozpoczęły się tuż po wakacjach i toczyły się jak najszybciej. Tak żeby kraje UE jeszcze w tym roku podjęły decyzję o przyjęciu propozycji obowiązkowego zwiększenia redukcji emisji CO2 w UE do 2030 r. Jest bardzo prawdopodobne, że większość unijnych krajów poprze ten pomysł.

Dlaczego to niebezpieczne?

Na świecie tylko Unia Europejska każe płacić swym elektrowniom i przemysłowi za emisję dwutlenku węgla, dlatego unijna polityka klimatyczna szkodzi gospodarkom krajów UE. Zaostrzenie tej polityki zaszkodzi im jeszcze bardziej. A to w obliczu spowodowanego pandemią kryzysu gospodarczego wydaje się bardzo nierozsądne. Trzonem polityki klimatycznej UE jest tzw. system EU ETS, którym objęto ponad 10 tys. elektrowni i zakładów produkcyjnych w Unii – największych emitentów dwutlenku węgla. Objęte tym systemem firmy muszą płacić za coraz większą część swej emisji CO2 , a docelowo będą musiały płacić za każdą wyemitowaną tonę. Jednocześnie władze UE starają się, by cena uprawnień do emisji dwutlenku węgla w ramach tego systemu była jak najwyższa – w latach 2018–2019 wzrosła z 4–5 euro za tonę do ponad 20 euro. I to był jeden z głównych powodów, dla których w zeszłym roku w Polsce gwałtownie zaczęły rosnąć ceny prądu i znacząco zwiększył się jego import. W naszym kraju elektrownie węglowe – emitujące najwięcej CO2 spośród wszystkich rodzajów elektrowni (np. dwa razy więcej niż gazowe i wielokrotnie więcej niż atomowe) – mają największy udział w produkcji prądu, ok. 80 proc.

Systemem EU ETS objęte są też elektrociepłownie i ciepłownie, rafinerie, cementownie, huty metali i szkła, zakłady papiernicze i chemiczne, a także wytwórnie glazury, terakoty czy ceramicznej armatury łazienkowej. Jeśli ich właściciele muszą płacić dużo więcej niż dotąd za emisję dwutlenku węgla, to albo podnoszą ceny swych produktów, albo przenoszą produkcję poza UE, gdzie przemysł ma dużo łagodniejsze i dużo mniej kosztowne wymogi związane z ochroną środowiska i gdzie energia jest dużo tańsza (w UE jest ona najdroższa na świecie głównie z powodu unijnej polityki klimatycznej).

Planowane jeszcze w tym roku zaostrzenie unijnej polityki klimatycznej spotęguje to zjawisko. Centrum Analiz Klimatyczno-Energetycznych oszacowało, że zwiększenie redukcji emisji CO2 do 2030 r. do 50–55 proc. podniesie ceny uprawnień emisji dwutlenku węgla z obecnych 26 euro za tonę do 34–41 euro w 2025 r. i do 52–76 euro w 2030 r. Dla zakładów produkcyjnych objętych systemem EU ETS będzie to oznaczać szokujący wzrost kosztów. W Polskę uderzyłoby to szczególnie boleśnie, bo w naszym kraju przemysł objęty systemem EU ETS stanowi większą część gospodarki niż w krajach zachodniej Europy.

Bezsensowna i niesprawiedliwa

W obliczu kryzysu gospodarczego zaostrzanie unijnej polityki klimatycznej wydaje się samobójcze i absurdalne. Zamiast radykalizować tę politykę, należałoby ją skorygować, bo jest ona błędna. Dlaczego?

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama