Nowy numer 48/2020 Archiwum

Rozmowa bez żenady

Jak rozmawiać z dziećmi o płciowości, radzi Anna Koźlik, doradca życia rodzinnego.

Agata Puścikowska: Dlaczego trudno rozmawiać z dziećmi o płciowości i seksie?

Anna Koźlik: Tematy te zawsze owiewała mgiełka tajemnicy. I to jest piękne, ponieważ cała seksualność jest ze swojej natury piękna, dobra i zachwycająca. Jest częścią naszej natury. Człowiek potrzebuje bliskości, która ma różne wymiary: od uścisku dłoni czy przyjacielskich kuksańców, przez wypitą wspólnie kawę, po piękno intymnej relacji małżeńskiej. Ci, którzy żyją w małżeństwach, doświadczają jej szczególnego wymiaru. Problem z poruszaniem tych kwestii w znacznej mierze odziedziczyliśmy po czasach mocno odległych. Manicheizm, wczesnochrześcijańska herezja, w materii widział sam grzech i zło. A skoro w materii, to także w ciele. A skoro w ciele, to także w seksualności i ogólnie płciowości. Więc przez wieki wokół piękna płodności narastało tabu. Razem z nim opowieści o bocianach, kapuście, przesądy, lęki, wstyd itd.

Mimo to jedni potrafią o tym mówić, a inni nie. Od czego to zależy?

Wiele zależy od atmosfery, w jakiej sami wzrastaliśmy. Jeśli tematy dojrzewania, szeroko rozumianej płciowości w kontekście miłości małżeńskiej były przez naszych rodziców otwarcie podejmowane, to jest spore prawdopodobieństwo, że w rozmowach z własnymi dziećmi przyjdzie nam to naturalnie. Ale są i tacy, którzy o seksualności nie usłyszeli nic pozytywnego, a jedynie same zakazy, bez przekazu o pięknie i radości, jaką bycie kobietą czy mężczyzną niesie. Czasami dorośli ludzie nie poruszają tych tematów między sobą, a co dopiero z dziećmi!

Dlaczego tak się dzieje?

Myślę, że wynika to z niewiedzy i lęku. Z niewiedzy, bo sami może czasami nie wiemy, jak to dokładnie z tą naszą biologią jest. A ponieważ (jakoś) działa, to uważamy, że nie ma potrzeby w to wnikać. Z lęku, bo nie wiemy, jak zagaić temat z dzieckiem, żeby uniknąć patetycznego: „Musimy cię w końcu, drogi potomku, uświadomić”. Rodzice też czasem czują, że bardzo by chcieli wprowadzić swoje dziecko w ten temat, ale nie wiedzą jak. Szukają publikacji, pytają wśród znajomych – czasem dopiero wtedy, kiedy dziecko jest już nastolatkiem w liceum.

W XXI wieku jest podobnie jak w połowie XX?

Myślę, że jednak jest lepiej i bardziej świadomie. Widać też rodzicielskie przebudzenie w szerszym zakresie – również uczenia się pewnych zdrowych nawyków i modeli wychowawczych. Przecież jeśli jest się rodzicem, zawsze jest nad czym pracować! Albo sami się do nowych wyzwań wcześniej przygotujemy, albo życie i dzieci nas nagle zaskoczą. Wtedy łatwo o uproszczony i moralizujący przekaz. Rodzice są ludźmi i mają określone predyspozycje: ktoś lepiej gotuje, komuś łatwiej idzie wytłumaczenie dziecku matematyki, któreś z rodziców jest bardziej biegłe w angielskim czy majsterkowaniu. Podobnie w temacie płciowości – jednemu łatwiej o tym mówić, innemu przychodzi to z większym trudem.

Jakie mogą być konsekwencje nierozmawiania z dziećmi o płciowości?

Długofalowe i katastrofalne. Bo jeśli nasze dojrzewające dzieci w domu nie usłyszą o miłości, która jest związana z płciowością, to poszukają wiedzy gdzie indziej, a ta, którą otrzymają, nie ma wiele wspólnego z dojrzałą, wierną i rozwijającą się w czasie miłością i relacją. Fizjologię płodności możemy nadrobić przy okazji kursu przedmałżeńskiego, rzecz w tym, czy będziemy na te tematy otwarci. Często doświadczam tego, że dorośli ludzie niewiele o tych kwestiach wiedzą.

Kiedy z dzieckiem rozmawiać?

Na rozmowę zawsze jest czas. Metod rozpoznawania płodności, a co za tym idzie tematów związanych z płciowością, uczyłam się, gdy miałam już własne dziecko. Czyli w dorosłości! Więc nic straconego. Oczywiście, że inaczej, nieco łatwiej rozmawia się z kilkulatkiem, inaczej z kilkunastolatkiem, a jeszcze inaczej z pełnoletnim dzieckiem. Łatwiej jest to zrobić, współpracując z dzieckiem od wczesnego etapu. Z kolei ze starszym przy okazji takiej rozmowy, przyjacielskiej, na luzie, więcej tematów jest do poruszenia. Ważne, żeby było to z nami i naszym codziennym życiem spójne: dzieci – i młodsze, i starsze – mają wbudowany czujnik... żenady i moralizowania. Gdy wyczuwają jedno i drugie, po prostu się zamykają.

Jak zacząć rozmowę z dziewczynką o płciowości?

Dobrze wykorzystać życiowe sytuacje, jak ciąża w rodzinie, mijana kobieta z wózkiem dziecięcym etc. W przypadku moich dzieci sprawdzały się zakupy środków higienicznych takich jak podpaski. Stąd już krok do rozmowy, kontynuowania opowieści. To będzie prostsze przy kilkulatkach, a potem zaprocentuje w tematach bardziej intymnych. Ważne, żeby wiedzę dostosowywać do indywidualnego rozwoju dziecka i być krok przed światem, który będzie chciał „uświadomić dziecko” szybciej i oddzielić seksualność od miłości. Czasem może być za późno na rozmowy o dojrzewaniu, które już się rozpoczęło, ale o płodności zawsze jest dobrze usłyszeć od kompetentnej mamy, która jest świadoma swojej fizjologii. Jeśli matka nie porozmawia z córką, nie pokaże jej pewnej wizji świata, w której każdy człowiek jest zaproszony do życia do miłości. Miłość w sposób szczególny objawia się w seksie i płciowości, tu ukazuje swoje bogactwo. Jeśli tego nie wiemy, nie przekażemy, nasze dziecko może trafić na zupełnie inną wizję człowieka: hedonistyczną, zorientowaną wybiórczo, degradującą teologię ciała. Trudne to zadanie dla rodziców, ale trzeba zacząć od siebie, wtedy jest szansa, że dzieci zbudują coś na tej naszej pracy. Jeśli rozmawiam z dziećmi o higienie, zasadach bezpieczeństwa i różnych normach społecznych, to dlaczego miałabym pominąć temat, który jest jednym z istotniejszych? Nauczenie miłości ważniejsze jest od nauczenia sprzątania w pokoju.

Jesteś promotorem projektu „Mama córce, kobieta kobietce”. Co to takiego?

To kapitalny pomysł, by z dzieckiem rozmawiać i nie wstydzić się. Projekt ma na celu stworzenie przestrzeni do rozmów mamy i córki na tematy związane z płciowością i dojrzewaniem. Mama jest najbardziej odpowiednią osobą, aby odpowiedzieć na pytania dziewczynki, która za chwilę będzie dojrzewać. Jak pokazały badania Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny według metody prof. Józefa Roetzera przeprowadzone w 2016 r., dziewczynki do 14 lat chcą rozmawiać o dojrzewaniu, cyklu miesiączkowym, zmianach związanych z wyglądem właśnie z mamą! Bezpieczna atmosfera, klimat zaufania i bliska relacja z mamą to najlepszy punkt wyjścia. W projekcie chcemy wesprzeć mamę, ale również ciocię, mamę chrzestną czy inną kobietę bliską 10-,12-letniej dziewczynce. Chodzi o to, by porozmawiała ze swoją córką (krewną) wchodzącą w okres dorastania o tym, jak będzie zmieniało się jej ciało, o pojawieniu się pierwszej miesiączki, higienie, funkcjonowaniu kobiecego cyklu, dojrzewaniu i płodności.

Projekt powstał z realnej potrzeby?

Tak. Wiele kobiet pytało o kursy i materiały skierowane właśnie do nastolatek. Przychodziły prośby o materiały rzetelne, ale i atrakcyjnie opracowane. W projekcie „Mama córce, kobieta kobietce” wzmacniamy więc kompetencje mamy, która otrzymuje rzetelne materiały edukacyjne. Pierwszy etap projektu skierowany jest do mam – nauczycielek naturalnych metod rozpoznawania płodności. Panie przejdą szkolenie, które obejmować będzie m.in. zapoznanie z materiałami edukacyjnymi, aplikacją mobilną INERcycle. Następnie przekażą wiedzę o płodności własnym córkom. W każdym województwie będą co najmniej trzy mamy nauczycielki i zostanie wybrana koordynatorka regionalna, która będzie wspierać mamy nauczycielki w prowadzeniu warsztatów.

A jeśli mamę rozmowa z córką o płciowości przerasta, bo wstydzi się i nie potrafi?

Niech najpierw spróbuje! Chociażby z pomocą projektu „Mama córce, kobieta kobietce”. To jest pomysł dla takiej mamy. Pakiet materiałów zawiera m.in. scenariusz rozmów, podpowiedzi, w jaki sposób „pogaduszki” z córką inicjować, jakiego języka używać, jak opowiadać i jak odpowiadać na wątpliwości. Świadomość tego, że inne mamy również doświadczają takich dylematów, może być uwalniająca i wzmacniająca. Mamy, które zechcą w projekcie uczestniczyć, otrzymają możliwość konsultacji z psychologiem czy pedagogiem. Zapewniam, że to działa. Po warsztatach pilotażowych okazało się, że jeśli nawet wrażliwa i wstydliwa mama dostanie odpowiednie wsparcie, potrafi rozmawiać z córką. Skutecznie, merytorycznie, z sercem, i bez czerwonych policzków.•

Anna Koźlik

doradca rodzinny, nauczycielka rozpoznawania płodności według metody Roetzera, promotorka projektu „Mama córce, kobieta kobietce”. Więcej o projekcie na: www.mamacorce.iner.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama