Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nie ma prostych recept

O zakonnym posłuszeństwie, najlepszych dla współczesnych kobiet patronkach i ewangelizowaniu młodzieży opowiada s. Wirginia Mielcarek OP.

Barbara Gruszka-Zych: W klasztorze musi Siostra poskromić potrzebę dominacji bardziej niż w świeckim życiu, bo przecież decyzje matki przełożonej są na pierwszym miejscu. A co z niezależnością, o której tyle się mówi?

S. Wirginia Mielcarek: W zakonie jak w rodzinie – trzeba mieć na względzie dobro nie tylko własne, ale i drugiego. Dlatego należy się nawzajem słuchać. Posłuszeństwo powinno być dialogiczne: otwarte na argumenty i racje człowieka oraz wsłuchane w Boże pragnienia i zaproszenia. Przyznam, że nie zawsze wszystkie odgórne decyzje są po mojej myśli. Czasami jednak okazuje się, że na szczęście nie są po mojej myśli...

Kiedy tak się zdarzyło?

Przed kilku laty bardzo nie chciałam się zająć przygotowaniem dzieci do I Komunii św. w jednej z kłodzkich parafii. Od kilkunastu lat katechizowałam młodzież szkoły średniej i prowadziłam rekolekcje oraz wspólnoty dla dorosłych. Przedstawiłam szereg argumentów matce przełożonej, spowiednikowi, przede wszystkim Panu Bogu. Że nie mam już kontaktu z dziećmi, że trudno pogodzić tyle obowiązków… Przełożona zdecydowała jednak, że mam się podjąć tego zadania. Pomyślałam wtedy, że to zaproszenie, żeby wykorzystać ten czas na ewangelizację nie tylko dzieci, ale także ich rodziców. Bo oni wtedy przychodzą do kościoła czasem po kilku latach przerwy i trzeba skorzystać z okazji, żeby na nowo przyprowadzić ich do Boga. Właśnie w ten sposób powstała nowa wspólnota dorosłych, których zaczęłam formować – Przyjaciele Oblubieńca. Stworzyliśmy Seminarium Odnowy Wiary: spotkania dla rodziców na ten sam temat, tylko inaczej podany niż ich dzieciom, oraz propozycje dla ich młodszego rodzeństwa. Z tego programu korzystamy do dziś.

A więc posłuszeństwo ma sens…

Mówi się, że ten bezpiecznie przewodzi innym, kto sam potrafi przyjąć prowadzenie. I to jest konkretny sposób na rozwijanie właściwie rozumianej samodzielności i niezależności, bo przecież w wielu sprawach sama muszę podejmować decyzje. Skłonność do dominacji zawsze warto poskromić – niezależnie od tego, czy dochodzi do głosu w zakonie, w rodzinie czy w innej wspólnocie. Po to, by zrobić miejsce drugiemu.

Matka Boża to wzór posłuszeństwa. W Ewangelii głównie milczy. Dzisiaj to bardzo trudne, kiedy cały świat gada.

Żyjemy w świecie, który nie tylko jest wypełniony hałasem, ale też sugeruje, że na każdy temat powinniśmy mieć opinię, wypowiedzieć się. Milczenie, o które chodzi, kiedy patrzymy na Maryję, to nie tylko rezygnacja z zabierania głosu. To postawa, która pozwala słuchać, aby lepiej usłyszeć. Z tego może się zrodzić posłuszeństwo. Nie należę do osób gadatliwych, ale długie milczenie nie jest dla mnie łatwe. A Matka Boża jest moją szczególną patronką. To wzór piękna, kobiecości, odwagi, wiary, empatii, orędownictwa w sprawach innych. Jest nie tylko matką, ale również pierwszą uczennicą Jezusa. Słuchała, rozeznawała i wprowadzała w czyn. Przerobiła na sobie to, do czego zaprasza innych.

Jakie inne biblijne kobiety są dla Siostry wzorem?

Na pewno Marta i Maria. Ich zachowanie pokazuje napięcie pomiędzy działaniem dla Jezusa a byciem z Nim.

Czasy się zmieniły – powie niejeden. Czego nas mogą nauczyć kobiety sprzed dwóch tysięcy lat?

Ludzie głęboko wierzący niezależnie od zmieniających się czasów wciąż szukają harmonii i właściwych proporcji pomiędzy modlitwą a pracą. A przede wszystkim wciąż muszą odkrywać, że od jakości czasu spędzonego z Jezusem zależy jakość działań podejmowanych dla Niego. Jakość życia w ogóle.

Kobiety przebywające w Biblii blisko Chrystusa często były grzesznicami.

I na ich przykładzie widać, jak niesamowita jest Boża perspektywa. Kobiety, które odegrały ważną rolę w historii zbawienia, nie były pozbawione słabości. Mają wady, nieraz w naszym mniemaniu daleko im do ideału, a jednak Bóg patrzy na nie zupełnie inaczej. Jest z nich dumny, rozkochany w nich, zabiega o nie. Posługuje się nie tylko tym, co w nich mocne, ale i tym, co słabe.

Na patronkę prowadzonych przez siebie rekolekcji dla kobiet w ramach Szkoły Nowej Ewangelizacji wybrała Siostra Marię Magdalenę.

Bo to szczególna kobieta, pierwsza w dziejach ewangelizatorka. Przecież Jezus posłał ją z dobrą nowiną do apostołów. Towarzyszyła Mu, gdy nauczał, była przy Jego śmierci, trwała przy grobie. Jest znana jako ta, z której Jezus wyrzucił siedem złych duchów. Siedem w Biblii oznacza pełnię – Maria Magdalena musiała być kobietą totalnie zniewoloną.

Dotknęła dna?

Można tak powiedzieć. Dla prowadzonych przeze mnie rekolekcji Maria Magdalena jest szczególną orędowniczką. Jej życie pokazuje, że nie ma takich sytuacji, które mogłyby zniszczyć w nas piękno i wyjątkowość stworzone przez Boga. On zawsze ma moc, by je odbudować. Maria Magdalena jest na tej drodze wzorem nawrócenia, trwania przy Jezusie, nawiązywania wyjątkowej relacji.

Na czym polega jej wyjątkowość?

Na tym, że jest bardzo osobista. Kobieta zaczyna rozumieć, że miłość Boga jest darmowa. Że ona sama nie ma nic, żeby się wkupić, zasłużyć na tę Jego miłość. A zarazem tworzy relację, w której centrum jest Jezus, i dzięki temu ona sama może się przejrzeć w Jego spojrzeniu.

Lubi się Siostra przewietrzać? Tak nazywa Siostra swoje wykłady rekolekcyjne. W czasie przewietrzania może z człowieka za dużo wywiać.

„Przewietrz się” to tytuł rekolekcji przygotowujących do Pięćdziesiątnicy. Duch Święty jest jak wiatr. To jeden z obrazów, przez które Biblia przybliża nam Jego naturę i działanie. Pokazuje Jego wolność, niemożność zamknięcia Go w schematach, odkrycie, że Jego prowadzenie poznajemy po owocach. Jeśli wieje, to rzeczywiście ma moc oddzielić ziarno od plew. Poczucie bezpieczeństwa daje mi fakt, że podejmuję się głoszenia rekolekcji i poddaję się Jego działaniu we wspólnocie Kościoła. To Kościół rozeznaje i posyła.

Prowadziła Siostra rekolekcje dla kobiet. Czego potrzebuje kobieta?

Kobiety, choć nie tylko one, potrzebują odkrycia swojej godności i piękna. To piękno niekoniecznie pokrywa się ze standardami, które wyznaczają mass media. Potrzebujemy dostrzeżenia wartości, którą złożył w nas Bóg.

Czy kobiety dzisiaj mają lepiej niż w innych epokach, bo niby mamy równouprawnienie? Z drugiej strony panie zabiły w sobie kobiecość w pędzie za chęcią wyprzedzenia mężczyzn.

Kobiety wszystkich epok zmagają się z tymi samymi skutkami grzechu pierworodnego. Sytuacja społeczna, kulturowa może to oczywiście wzmagać. Ale najważniejsze uwolnienie dokonuje się na poziomie serca. Tutaj trzeba przekonania, że mężczyzna i kobieta są równi w godności i naturze, a jednocześnie różni, komplementarni, powołani, by się wspierać i uzupełniać. Dobra, harmonijna relacja między ludźmi z pięknego ogrodu, który był jej symbolem, stała się ugorem, który rodzi kamienie. Powrót do pierwotnego planu jest możliwy tylko dzięki ciężkiej pracy. Lepiej powiedzieć: dzięki współpracy z Bożym darem zbawienia.

Nawracanie, któremu służą rekolekcje, to długi proces. Na jakim jego etapie jest Siostra?

Nawrócenie, z greckiego metanoia, to przede wszystkim zmiana myślenia w postrzeganiu Boga, siebie i rzeczywistości. „Myśli moje nie są myślami waszymi” – czytamy w Księdze Izajasza. Stale jestem u samego początku tego procesu. Bóg wciąż ma mi dużo do powiedzenia.

A co ostatnio Siostrze powiedział?

Pokazuje mi moją bezradność. Czuję, że zaprasza mnie do większej empatii, zrozumienia ograniczeń drugiego.

Głosiła też Siostra rekolekcje dla młodzieży i katechizowała ją. Co robić, żeby młodych ludzi zatrzymać w Kościele? By bierzmowanie nie było sakramentem pożegnania ze wspólnotą?

Nie ma prostych recept. Trzeba z nimi być. Stworzyć środowisko, bo często go nie mają. Żeby Słowo zrodziło w nich wiarę i żeby ta wiara mogła w nich wzrastać.

Była Siostra świadkiem, kiedy ktoś młody zaczął wierzyć?

Widziałam młodych, którzy brali udział w rekolekcjach przed bierzmowaniem, dlatego że były obowiązkowe. Później przychodzili na spotkanie wspólnoty przy parafii, a dzisiaj pomagają w zorganizowaniu takich wydarzeń i dzielą się świadectwem wiary z młodszymi kolegami. Mówią o przebaczeniu rodzicom, uwolnieniu z nałogów i innych cudownych przemianach.

Nie ma ludzi złych? Grzech zawsze jest do naprawienia?

Bóg stworzył człowieka dobrym. Słowo Boże mówi, że Bóg naprawił popełnione przez niego zło, posyłając na świat swojego Syna. Jezus jest Bożą odpowiedzią na grzech.

Głosi Siostra, że Bóg nas kocha. A co odpowie Siostra żonie alkoholika, która chce ułożyć sobie z innym mężczyzną życie wbrew temu, co Jezus mówił o nierozerwalności małżeństwa? Ona twierdzi, że Bóg się od niej odwrócił.

Nie głoszę, że „Bóg nas kocha”. Bóg nie kocha mas, tłumów. Jego miłość jest osobista. Bóg kocha mnie. Dzisiaj. Jutro też będzie kochał, bo Jego miłość jest niezmienna i stała. I dzielę się dobrą nowiną: Bóg kocha Ciebie. I Bóg kocha kobietę, która ma męża alkoholika i z tego powodu cierpi. I nie przestanie jej kochać, niezależnie od decyzji, jaką podejmie. Ale wierzę też, że przyjęcie takiej bezwarunkowej, osobistej, stałej miłości uzdalnia do wyborów i rozwiązań, które pozwolą w niej trwać. I wiem, że nie są to proste sytuacje czy wybory. Zwłaszcza kiedy np. separacja nie wydaje się rozwiązaniem po ludzku satysfakcjonującym.

Czy udaje się Siostrze przekonać słuchających, że miłość ofiarna Chrystusa ma sens?

Nie wiem, czy udaje mi się kogoś do czegoś przekonać. Nie to jest moim celem. Mówię o Jezusie, który z miłości do człowieka oddaje swoje życie i nadaje mu nowy sens. Radość, która jest owocem działania Ducha Świętego, to dar Boży oparty na pojednaniu z Panem. W tym sensie doświadczam tej radości. Dlaczego? Bo Jezus zostawił nam sakrament pojednania, a ja z niego korzystam.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Barbara Gruszka-Zych

Dziennikarka działu „Kultura”.

W „Gościu Niedzielnym” od 1988 r. Reportażystka, poetka, krytyk literacki. Należy do: Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego oraz do Międzynarodowej Wspólnoty Ekumenicznej (IEF). Za cykl reportaży o tematyce społecznej otrzymała tytuł „Przyjaciel Ubogich Dzieci Miasta Katowice”, przyznany przez katowicki Dom Aniołów Stróżów. Za cykl reportaży o Polakach żyjących na Wschodzie w 2005 r. uhonorowana została nagrodą Polskie Pióro, przyznawaną przez Pomoc Polakom na Wschodzie. W 2005 r. otrzymała Nagrodę Kultury Miasta Czeladź (miasta rodzinnego). W 2009 r. – II nagrodę w konkursie Silesia Press za reportaż o pracowniku sonderkomando w Oświęcimiu. Była stypendystką wiedeńskiej fundacji „Janineum” (2002) i Fundacji Jana Pawła II w Rzymie (2003). Jest autorką kilkunastu książek poetyckich oraz dwóch zbiorów reportaży: „Mało obstawiony Święty. Cztery reportaże z Bratem Albertem w tle” i „Zapisz jako…”,  osobistego wspomnienia o Czesławie Miłoszu „Mój Poeta”, a także biografii Wojciecha Kilara „Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara” i wywiadu rzeki z Krzysztofem i Elżbietą Zanussi „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem”. Jej utwory zostały przetłumaczone na języki: rosyjski, litewski, białoruski, ukraiński, włoski, węgierski, francuski, niemiecki, angielski, arabski. Jej obszar specjalizacji to reportaże, obszerne wywiady z ludźmi kultury i sztuki (m.in. Josifem Brodskim, Czesławem Miłoszem, Wojciechem Kilarem, Adamem Zagajewskim, Ewą Lipską, Agnieszką Holland).

Kontakt:
barbara.gruszka@gosc.pl
Więcej artykułów Barbary Gruszki-Zych

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także