Nowy numer 2/2021 Archiwum

1,5 metra bliskości

Zawirowali. Na placu przy kościele kilkadziesiąt młodych osób zaczęło tańczyć. Zachowując dystans. I w maseczkach. Tak robi się rekolekcje oazowe A.D. 2020!

Można załamać ręce i biadolić, że nic się nie da zrobić, albo przygotować rekolekcje na pół gwizdka. Można, ale po co?

Jeszcze dwa miesiące temu nic nie zapowiadało tego, że się odbędą. Na szczęście odpowiedzialni za formację Ruchu Światło–Życie w diecezji katowickiej nie dali za wygraną. Zakasali rękawy i przygotowali nową formę letniej oazy.

Autobusem na oazę

Ruszyłem do Rybnika-Chwałowic, by zerknąć na to, jak Ruch Światło–Życie radzi sobie z rekolekcjami w czasie pandemii. Pół setki młodych osób kończyło akurat spotkania w grupach i z Bibliami pod pachami maszerowało do kościoła na Namiot Spotkania. Ci, którzy przyjechali na II stopień, czytali o Izraelu wychodzącym w noc Paschy z Egiptu. Pierwszy stopień miał inne czytania. Taki formacyjny miks. A wszystko w formie półkolonii.

Młodzi śpią w swych rodzinnych domach. Na rekolekcje przyjeżdżają autobusami lub samochodami. To nie tylko chwałowicki patent: takie rekolekcje wystartowały w dwunastu śląskich parafiach i angażują około pół tysiąca osób. Brawo!

– Rozpoczynamy od Eucharystii i… dezynfekcji – śmieje się prowadzący rekolekcje ks. Adrian Chojnicki. – Przy wejściu bada nas termometr laserowy, mamy maseczki dla zapominalskich. Rekolekcje trwają dwa tygodnie. Nie poszliśmy na łatwiznę i nie zorganizowaliśmy kilkudniowej imprezy. Każdego dnia młodzi mają Eucharystię, spotkania w grupach, Namiot Spotkania i free time, czyli zabawę. Ks. Franciszek Blachnicki pisał, by nigdy nie rezygnować z małych grup, bo one najbardziej integrują. Młodzi, jak widać na załączonym obrazku, są bardzo złaknieni rozmowy, modlitwy.

Wada takiej formy? Wiadomo: nie jest to wyjazd w zielone Beskidy i formacja/zabawa od rana do wieczora. Patrzę na młodych. Trwa dopiero trzeci dzień rekolekcji i nie wiadomo jeszcze, jak ten duszpasterski eksperyment „oazy od–do” przełoży się na budowanie ich silnych relacji. Pamiętam, że standardowym obrazkiem kończących się letnich rekolekcji było wielkie przytulanie i (u piękniejszej z płci) jeden wielki ryk. Tym razem nie będzie przytulania. Obostrzenia. Maseczki. Dystans.

Zaleta takiej formy letniej oazy? – Każdego dnia ci ludzie, po napełnieniu się Duchem, po spotkaniu z przemieniającą mocą Słowa, wracają do domów, do swych problemów, środowisk – opowiada ks. Adrian. – Nie ma takiego twardego, bolesnego zderzenia z rzeczywistością jak przy dotychczasowych formach, gdy żyli przez 17 dni w cieplarnianych warunkach, jak w inkubatorze. Jest czas na codzienną ewangelizację. Widzę, że to naprawdę wypaliło. Sam Pan Bóg skompletował mi ekipę animatorską. Kończę rekolekcje każdego dnia ok. 15.30, po odprawie animatorów. Naprawdę warto było się zaangażować!

Trzęsienie ziemi

Wielokrotnie pisałem o tym, że o żywotności polskiego Kościoła świadczy oblężenie ośrodków rekolekcyjnych. W niektórych z nich przyjazd trzeba było załatwiać półtora roku wcześniej. Nawet takie giganty jak Góra Świętej Anny były zazwyczaj wypełnione do ostatniego miejsca i pękały w szwach. Na niektóre rekolekcje w tym największym domu rekolekcyjnym w Polsce zapisy trwały… 5 minut, bo potem nie było już miejsc. „Gdy przyjechaliśmy tu ze wspólnotą na weekend Alpha, było nas… 870 osób. Przejęliśmy ten ośrodek – śmiał się Franek Kucharczak, mój redakcyjny kolega. Grafik kolosa na Opolszczyźnie przez cały rok był szczelnie wypełniony. Wspólnota za wspólnotą. Ruch za ruchem. Pielgrzymka za pielgrzymką. Do czasu…

Bratu Dominikowi Grochli, wikariuszowi domu, który na „Annabergu” modli się od kilkunastu lat i zna tu dosłownie każdy kąt, nie jest od kilku miesięcy do śmiechu.

Nikt nie był w stanie przewidzieć takiej sytuacji. Potężne ośrodki, które tętniły życiem i latem rozbrzmiewały gwarem dzieci, pieśniami uwielbienia i cytatami księdza Franciszka Blachnickiego i Jana Pawła II, świecą często pustkami. Na stronie oaza.pl znajdziemy listę tych, które wciąż można wynająć.

– Sytuacja zbyt dynamicznie się zmieniała i mnóstwo ludzi bało się zaplanować urlop. To dla nas bardzo trudny czas. W ubiegłym roku w czerwcu zanotowaliśmy 4000 osobodób. Teraz było 400. To jedna dziesiąta tego co zawsze – opowiada brat Dominik. – Co roku w lipcu nasz ośrodek pełen był uczestników rekolekcji „Jezus żyje”. Potężne wydarzenie: na każdy z trzech turnusów przyjeżdżało ponad 400 osób. W tym roku organizatorom udało się zorganizować jeden turnus dla 260 osób. Stołówka jest cały czas czynna, pielgrzymi przyjeżdżają. Tyle że jest ich o wiele mniej niż zazwyczaj. W ostatnią niedzielę były u nas z pielgrzymką dzieci – 60 proc. tego co przed rokiem. Podobnie z pielgrzymką mężczyzn. Zaczęliśmy sami organizować rekolekcje, bo wielu organizatorów się wycofało. Na przełomie lipca i sierpnia będą rekolekcje dla małżeństw „Obdarowani”, które poprowadzi ks. Tomasz Jaklewicz. Są jeszcze wolne miejsca…

Wielka tęsknota

Co ciekawe, diametralnie inaczej wygląda sytuacja w mniejszych ośrodkach rekolekcyjnych, które proponują swą własną, sprawdzoną przez lata, zakonną formację na przykład rekolekcje ignacjańskie. Tu nie widać tąpnięcia.

– Gdy rozpoczęła się pandemia i musieliśmy odwołać rekolekcje, ludzie dzwonili do nas z pretensjami, że jesteśmy małej wiary – śmieje się o. Radosław Rafał, misjonarz Świętej Rodziny odpowiedzialny za dom rekolekcyjny w Bąblinie (Wielkopolska). – Musieliśmy przeczekać. Gdy pozwolono na organizację rekolekcji, otworzyliśmy dla wiernych ośrodek i do końca roku mamy komplet ludzi. Są spragnieni, stęsknieni spotkania z żywym Bogiem. Myślę, że bardziej niż przed pandemią. Czują się u nas bezpiecznie, bo to zamknięty dom, w „pięknych okolicznościach przyrody”. Siedzimy w kościele w maskach, jest codzienne mierzenie temperatury. Na turnusach jest cały czas lekarz. Właśnie przyjechało do nas kolejne 70 osób.

Maseczka w maseczkę

Wracamy do Chwałowic. Skończył się Namiot Spotkania. Czas na taniec! Coraz mocniej zgadzam się z intuicją śp. ks. dr. Petera Hockena, że ruch inspirowany wizją ks. Blachnickiego był największym przebudzeniem duchowym w powojennej Europie.

Kończy się dzień formacyjny. Za chwilę młodzi wrócą do domów. Wielu z nich zostaje jeszcze trochę, by ze sobą pobyć. Jest też czas na indywidualne rozmowy. Face to face (czytaj: maseczką w maseczkę).

– Dziś jak nigdy sprawdza się metoda duszpasterska samego Jezusa. Nieprzypadkowo papież Franciszek wzywa nas do nawrócenia pastoralnego. Co robił Jezus? Podchodził do ludzi indywidualnie, szukał kontaktu, relacji. „Daj mi pić” – zagadnął Samarytankę. Zostawiał 99 owieczek i szedł do jednej, zagubionej – opowiadał mi ks. Adrian Chojnicki. – Prowadziłem rekolekcje dla pewnej szkoły. Na 55 osób do spowiedzi poszły dwie, w tym jeden oazowicz. Trzeciego dnia wziąłem ich na wycieczkę do krakowskich Łagiewnik. W autokarze… wyspowiadałem kilkanaście osób. Dlaczego? Bo rozmawiałem z nimi indywidualnie, proponowałem: „Chcesz doświadczyć Bożego miłosierdzia? Pan Bóg chce ci wszystko przebaczyć”. Głoszenie Dobrej Nowiny młodym skutkuje w chwili, gdy zaczynam z nimi indywidualnie rozmawiać. Pierwotnie, gdy wiedzieliśmy już, że rekolekcje w tradycyjnej formie nie mogą się odbyć, zastanawialiśmy się nad ich wirtualną wersją. Na szczęście to nie wypaliło, Młodzi mają non stop styczność z wirtualnym światem, przyda im się trochę resetu – podsumowuje ks. Adrian. – Trzeba się spotkać. Zobacz, jaka tu panuje świetna atmosfera. Oni znakomicie wchodzą w to, co przygotowaliśmy. Genialnie śpiewają, modlą się, tańczą. A to dopiero trzeci dzień…•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także