Nowy numer 2/2021 Archiwum

Liverpool oszukał przeznaczenie

Żaden równie mocny i utytułowany europejski zespół nie czekał na mistrzostwo tak długo jak FC Liverpool. Trzy dekady posuchy zostały przerwane w imponującym stylu.

Jest 36. kolejka Premier League, końcówka sezonu 2013/2014. Liverpool po jedenastu zwycięstwach z rzędu prowadzi w tabeli, pewnym krokiem zmierza po mistrzostwo. W drugiej połowie meczu z Chelsea Steven Gerrard – kapitan i legenda klubu – wpada w poślizg i traci piłkę. Kontratak Chelsea kończy się golem, a mecz porażką 2:0. Tydzień później Liverpool remisuje z Crystal Palace – ligowym średniakiem. Na kolejkę przed końcem na prowadzenie wychodzi Manchester City i zdobywa tytuł. Od tego momentu kibice ze stadionu Anfield zaczęli wierzyć w fatum ciążące nad drużyną. Od 1990 r. ich zespół nie mógł wygrać ligi. Przekonanie o wyjątkowym pechu wzmocniło się w minionym sezonie. Liver- pool zdobył wtedy rekordową w historii liczbę punktów, która nie wystarczyła do mistrzostwa. 24 czerwca 2020 r. zakończyło się jednak 30 lat czekania. Liverpool na 7 kolejek przed końcem zapewnił sobie mistrzostwo, rozbijając Crystal Palace, które 7 lat wcześniej rozwiało marzenia o triumfie. Po latach obecny skład Liverpoolu będzie wspominany jako jeden z najlepszych zespołów w historii angielskiej piłki. Ale i tak długi okres wyczekiwania na tytuł, naznaczony bolesnymi potknięciami, nadaje tegorocznemu triumfowi nieco futbolowego romantyzmu.

Nieprzychylny los

Liverpool to ważna część historii angielskiej piłki, zespół zajmujący drugie miejsce w tabeli wszech czasów Premier League. Zdobył 19 tytułów mistrzowskich, tylko Manchester United ma ich więcej (20). Tym bardziej zawstydzająca była więc 30-letnia nieobecność na pierwszym miejscu. Po mistrzowskim sezonie 1989/1990 nie zanosiło się na to, że zespół popadnie w przeciętność. Lata 80. przyniosły pięć zwycięstw w lidze angielskiej i dwa Puchary Europy (obecna Liga Mistrzów). Jednakże największe gwiazdy zespołu – Ian Rush i John Barnes – w latach 90. były już za szczytem swoich karier. Liverpoolowi brakowało też charyzmatycznego menedżera, takiego jak Alex Ferguson z Manchesteru United czy Arsene Wenger z Arsenalu Londyn. W zespole grało wtedy wielu zdolnych zawodników (jak Robbie Fowler czy Steve McManaman), ale brak silnej ręki powodował problemy z dyscypliną i niestabilną formę.

Wiara w zdobycie mistrzostwa powróciła u fanów The Reds na początku XXI wieku. W klubie doszło do głosu zdolne pokolenie Anglików ze Stevenem Gerrardem, Michaelem Owenem i Jamiem Carragherem, dowodzonych przez francuskiego szkoleniowca Gerarda Houlliera. W sezonie 2000/2001 zdobyli „małą potrójną koronę” – Puchar UEFA, Puchar Anglii i Puchar Ligi Angielskiej. Sezon później, gdy do zespołu dołączył bramkarz Jerzy Dudek, Liverpool po 10 latach znów walczył o mistrzostwo. Tytuł uciekł w przykrych okolicznościach. W październiku 2001 r. w przerwie meczu z Leeds United trener Houllier dostał zawału serca i musiał iść na urlop. Pod wodzą asystenta Phila Thompsona zespół pogubił sporo punktów. Choć po powrocie Francuza na ławkę trenerską klub zanotował serię zwycięstw, nie udało się odrobić strat.

Poczucie niesprawiedliwości narastało wśród kibiców po kolejnych sezonach zakończonych na drugim miejscu. Za kadencji Hiszpana Rafaela Beniteza, zespół z Anfield przegrał mistrzostwo z Manchesterem United, mimo że dwukrotnie go pokonał. Znów ważne okazały się czynniki losowe. W decydującym momencie sezonu kontuzję złapał znajdujący się wówczas w życiowej formie napastnik Fernando Torres.

Zespół kompletny

Niezależnie od losowych nieszczęść równie istotne dla braku mistrzowskiego tytułu były niedostatki kadrowe. Tegoroczna kadra nie miała już żadnych słabych punktów. Od odejścia Rafaela Beniteza piętą achillesową klubu była defensywa. Obecnie trzech zawodników tej formacji uważanych jest za najlepszych na świecie na swojej pozycji: bramkarz Alisson Becker, środkowy obrońca Virgil van Dijk i prawy obrońca Trent Alexander-Arnold. Dwaj pierwsi przychodzili za ogromne pieniądze (odpowiednio: 62 i 84 mln euro), uważano, że Klopp przepłacił. Dziś nikt nie kwestionuje sensowności tych transakcji. Van Dijk został drugim najlepszym piłkarzem świata za rok 2019 w plebiscycie France Football. Z kolei Alexander-Arnold to klubowy wychowanek. Ma dopiero 21 lat, a już uchodzi za ideał nowocześnie grającego obrońcy. Przed nim zapewne co najmniej dekada gry na światowym topie.

Drugą formacją stworzoną przez Jurgena Kloppa jest atak. Trio Mohammed Salah – Sadio Mané – Roberto Firmino to autorska koncepcja niemieckiego szkoleniowca. Przyjście każdego z tych zawodników budziło na początku kontrowersje. Salah przybył z AS Roma z łatką piłkarza błyskotliwego, acz nieskutecznego. Transfer Mané opisywano jako typowe dla angielskich klubów szastanie pieniędzmi – 41 mln euro wydano na piłkarza, który zagrał dwa dobre sezony w przeciętnym Southampton. Z kolei Firmino uchodził za gracza nieprzystającego klasą do Liverpoolu – przyszedł latem 2015 r. po sezonie zakończonym siedmioma bramkami w niemieckim Hoffenheim. Z tych trzech graczy Klopp stworzył formację, która przejdzie do historii klubu. W zeszłym sezonie strzelili łącznie 56 goli, w tym, po 31 kolejkach, mieli razem 44 bramki. Trener i władze Liverpoolu, wyciągając wnioski z poprzednich lat, zadbały również o szeroką kadrę i wartościowych zmienników.

Wszyscy kochają Jürgena

Nie byłoby mistrzowskiego Liverpoolu bez trenera Jürgena Kloppa. Jeszcze dwa lata temu mówiło się o nim jako świetnym trenerze, ale niezdolnym do wkroczenia do ścisłej czołówki. Dziś jego przynależność do tego grona nie budzi żadnych wątpliwości. Niemiec pokazał, że świetnie sprawdza się w długofalowych projektach. FSV Mainz prowadził przez 7 lat i doprowadził do pierwszego w historii awansu do Bundesligi. Tyle samo lat spędził w Borussii Dortmund. Z klubu podupadłego po finansowym tąpnięciu na powrót uczynił zespół europejskiej czołówki. W Liverpoolu spędził już 5 lat. Również zaczynał z niełatwej pozycji. W październiku 2015 r. przejmował klub na 10. miejscu w tabeli, wypalony po przegranym rok wcześniej mistrzostwie, z którego uciekły największe gwiazdy.

Podobnie jak w innych zespołach z czołówki ligi angielskiej, właściciel Liverpoolu (od października 2010 r. jest nim Amerykanin John W. Henry i jego spółka Fenway Sports Group) przygotował dla Kloppa pokaźny budżet na transfery. Niemiecki trener stanowi w Premier League wzór, jak właściwie obchodzić się z dużymi pieniędzmi. Wszystkie jego ruchy okazały się strzałem w dziesiątkę. Ale klasa Jürgena Kloppa polega też na zachowaniu równowagi w zespole. Obok piłkarzy ściągniętych za kilkadziesiąt milionów euro równorzędnymi gwiazdami są np. wychowanek Trent Alexander-Arnold i lewy obrońca Andrew Robertson, którego kupiono latem 2017 r. ze spadającego z ligi Hull City za 9 mln euro.

O trenerskiej klasie Kloppa stanowią udane transfery i umiejętności taktyczne, ale na pierwszy plan wybijają się zdolności psychologiczne – zdolność zbudowania więzi z piłkarzami i wyciągnięcia maksimum z ich umiejętności. W tej kwestii najlepszym dowodem jest kapitan Liverpoolu – środkowy pomocnik Jordan Henderson. W 2011 r. przychodził za sporą jak na tamte czasy kwotę 18 mln euro, zapowiadany jako wschodząca gwiazda angielskiej piłki. Przez lata nie spełniał jednak oczekiwań, stając się kozłem ofiarnym niepowodzeń klubu. Klopp nie tylko mu zaufał, ale i przygotował odpowiedzialną funkcję – zastąpienie w roli kapitana kończącego karierę Stevena Gerrarda. Ten sezon udowodnił, że dzięki trenerowi Henderson mentalnie dojrzał do kapitańskiej opaski. Choć nie dorównuje Gerrardowi w bramkach i asystach, to nadrabia zaangażowaniem i zdolnościami przywódczymi. Osobowość Kloppa pasuje zresztą nie tylko do szatni Liverpoolu, ale i do jego kibiców – żywiołowych, ceniących poświęcenie klubowym barwom.

Wypada tylko żałować, że pandemia koronawirusa wymusiła dogranie sezonu Premier League przy pustych trybunach. Po zdobyciu upragnionego mistrzostwa słynny hymn Liverpoolu „You will never walk alone” („Nigdy nie będziesz szedł sam”) zabrzmiałby zapewne z siłą, wobec której nawet kibice innych klubów nie pozostaliby obojętni.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama