Nowy numer 3/2021 Archiwum

Muzyka Morricone nie umrze nigdy

Kilka dni temu trafił do do rzymskiej kliniki po tym, jak upadł i złamał kość udową. Jego przyjaciel, prawnik - Giorgio Assuma poinformował, że Morricone do ostatniej chwili zachował „pełną świadomość i wielką godność".

Rodzinny

Morricone był autorem ścieżek dźwiękowych do ponad 500 filmów, sześć razy został nominowany do Oscara. W 2007 r. otrzymał honorową nagrodę Akademii Filmowej, a w 2015 r. zdobył statuetkę za muzykę do „Nienawistnej ósemki". Obie nagrody dedykował swojej żonie Marii. Uroczystości wręczenia Oskara towarzyszyła edycja monumentalnego albumu „We All Love Ennio Morricone”. Znalazły się na nim jego utwory w wykonaniu takich artystów jak Bruce Springsteen, Metallica, Roger Waters, Pink Floyd, Céline Dion, Dulce Pontes, Andrea Bocelli, Yo-Yo Ma, Renée Fleming, Quincy Jones i Herbie Hancock.

Mimo światowych sukcesów nie stracił głowy dla wielkiego świata. Przede wszystkim cenił rodzinę, ale też swoją małą rzymską ojczyznę, klub piłkarski „Roma” i tradycyjne wartości. Od 1964 r. był żonaty z Marią Travią, którą poznał w 1950 r. - Przez długie lata widywaliśmy się mało, bo albo pracowałem z orkiestrą, albo byłem zamknięty w studiu i tworzyłem muzykę. Ale ona jedna miała przywilej, że mogła wejść do mojego studia.  

Wychowali trzech synów - Marco, Andreę, także kompozytora, i Giovanniego, reżysera i producenta, oraz córkę Alessandrę. – Żona mnie inspiruje i nieprzerwanie dodaje mi odwagi - powiedział w jednym z wywiadów. - Rodzina daje mi poczucie szczęścia.

Odwiedzający go w domu dziennikarze opowiadali, że na stoliku w gabinecie stały zdjęcia jego bliskich. 

Nigdy nie przeniósł się do Hollywood, choć proponowano mu mieszkanie w Los Angeles. Ze względu na rodzinę i przyjaciół pozostał w Rzymie. Mieszkał w apartamencie blisko placu Vittorio Emanuele. - Zawsze uważałem, że to właśnie Rzym jest moim miejscem na ziemi - mówił w jednym z wywiadów. - I tu też mogę pracować z prawdziwymi profesjonalistami.

Wywiadów udzielał dziennikarzom wyłącznie w swoim mieszkaniu. Nigdy nie nauczył się mówić w języku w angielskim. Nawet odbierając statuetkę Oscara, wygłosił podziękowanie po włosku.

- Jestem szczęśliwym człowiekiem - zwierzał się. - Co prawda dość często miewam zmienne nastroje. To dotyczy również moich utworów. Raz mi się podobają, a za chwilę jestem z nich niezadowolony. I zaczynam wszystko zmieniać. Moje życie to starcie dwóch stanów - od wielkiej szczęśliwości po leciutką depresję.

Ci, którzy słuchają jego muzyki, doświadczają stanu uniesienia. Niewątpliwie przenosi w „drugą przestrzeń i niedostępne na co dzień rejony ducha”. 

« 1 2 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama