Nowy numer 42/2020 Archiwum

„Później” może nigdy nie nadejść

Proponuję, by wypracować sobie własny, bezpieczny system powrotu do świątyń.

Zwrócił moją uwagę artykuł w „Catholic Herald”: oto proboszcz parafii w Bangor w Stanach Zjednoczonych został urzeczony postawą swoich parafian, którzy po raz pierwszy po otwarciu kościołów przyjmowali Komunię Świętą ze łzami w oczach. Lub ze łzami na policzkach. Podczas trzymiesięcznej kwarantanny nie mieli dostępu do Eucharystii i teraz docenili jej wartość.

Pojawiają się też sygnały o dosyć powszechnym odrodzeniu religijności. Bo przecież bardziej niż kiedykolwiek doświadczamy, jak kruche jest ludzkie istnienie. I że nie jesteśmy samowystarczalni. Ani wszechmocni. Stąd tak wielka w nas tęsknota za tym, co trwałe i wiekuiste. Dlatego też w czasie największego nasilenia pandemii koronawirusa aż 2,3 mln ludzi modliło się online przed wystawionym Całunem Turyńskim i – jak podaje Katolicka Agencja Informacyjna – w transmisji uczestniczyli nie tylko wierzący, ale nawet osoby dalekie od wiary. Cóż… Potrzebujemy sacrum. Widać to także w polskich kościołach, które na nowo zapełniają się wiernymi. Wciąż jednak zapełniają się powoli. Z jednej strony to zrozumiałe, mamy prawo obawiać się o zdrowie. Tym bardziej że wciąż pojawiają się nowe przypadki zakażeń.

Co będzie jednak, jeśli będziemy musieli z tym wirusem po prostu na stałe żyć? Tak jak z grypą czy innymi chorobami. Są przecież takie prognozy lekarskie. Dlatego proponuję, by wypracować sobie własny, bezpieczny system powrotu do świątyń. A przede wszystkim do sakramentów. Bo to o nie przecież w istocie chodzi. Udział we Mszy Świętej w dobrze założonej maseczce, przy zachowaniu odpowiedniej odległości od innych uczestników, nie stwarza zagrożenia. Podobnie jak spowiedź w warunkach reżimu sanitarnego. Księża w tym pomagają: niekiedy spowiadają w dużych salach lub kaplicach, wymagają maseczek, a zdarza się, że dezynfekują powleczone folią kratki konfesjonału po odejściu każdego penitenta. Jest bezpieczniej niż w sklepie czy autobusie.

Nie ma więc sensu odkładać sakramentów na później. Bo to „później” może nigdy nie nadejść. I w końcu może być już za późno. Tylko Eucharystia daje prawdziwe życie. Takie, które ma sens.

Książka Mileny Kindziuk w promocyjnej cenie

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama