Nowy numer 32/2020 Archiwum

Nie mam nic

Jestem zły, ale mam dobrego Boga. Nie mam absolutnie żadnych argumentów, którymi mógłbym Mu zaimponować. Poza jednym: jestem Jego synem, stworzonym na obraz i podobieństwo Ojca.


− Nie wątpię, że będę miał udział w przyszłym świecie – powiedział swym chasydom rabbi Elimelech − Kiedy stanę przed Najwyższym Sądem i zapytają mnie: „Czy uczyłeś się jak należy?”, odpowiem: „Nie”. Wtedy mnie zapytają: „Czy modliłeś się jak należy?”. A ja znów odpowiem: „Nie”. I zapytają mnie po raz trzeci: „Czy, jak należy, czyniłeś dobro?”, a ja po raz trzeci będę musiał zaprzeczyć. A wtedy wydadzą wyrok: „Mówisz prawdę. Ze względu na prawdę należy ci się udział w przyszłym świecie”.

O jakże odnajduję się w tej opowieści leżajskiego cadyka! Nie wiem, czy stać mnie na pełną prawdę o samym sobie. Wychodzi na jaw, gdy jestem przyciśnięty do muru. Wówczas widzę, że nie mam absolutnie żadnych argumentów, którymi mógłbym zaimponować Najwyższemu. Poza jednym: jestem Jego synem, stworzonym na obraz i podobieństwo Ojca.

Jako nastolatek zapytany, kto prowadzi wspólnotę z łobuzerskim uśmieszkiem odpowiadałem: „Ja z Panem Jezusem”. Ten żarcik skrywał ogromne pokłady pychy. „Cóż masz, czego byś nie otrzymał?” - ten refren wyśpiewanego przez Tosię Krzysztoń biblijnego wersetu powraca do mnie nieustannie. Nawet moje dobre uczynki „są z góry przygotowane po to, bym je pełnił” (Ef 2, 10). 

Moje złe uczynki przewyższają dobre. Nie potrafię odpowiedzieć na Jego bezgraniczną miłość. Zawstydzają mnie notatki Karola de Foucauld: „Nie chcę przejechać przez życie w pierwszej klasie, podczas gdy Ten, którego kocham przebył je w ostatniej”, czy „Boże mój, nie wiem, jak to możliwe dla niektórych dusz widzieć Cię ubogim i dobrowolnie pozostać bogatymi”. Te słowa burzą mój święty spokój i bezlitośnie obnażają mą letniość. Nie mam nic. Ale to… znakomity punkt wyjścia!

Na dwa miesiące przed śmiercią, spoglądając retrospektywnie na życie Teresa z Lisieux pisała: „Odkąd pojęłam, że sama z siebie nic zdziałać nie mogę, przestałam uważać, że powierzone mi zadanie jest trudne, poczułam, że muszę tylko jednoczyć się coraz mocniej z Jezusem, a reszta mi będzie przydana”. Niemal identyczne doświadczenie miała siostra Faustyna. Gdy przewertujemy jej „Dzienniczek” za-uważymy, że słowem, które występuje w nim równie często jak „miłosierdzie” jest… „nędza”. Usłyszała od samego Jezusa: „Oddaj Mi nędzę twoją, bo ona jest wyłączną twoją własnością”. 

Moją wyłączną własnością jest nędza. Przyjdź! Im bardziej jestem pusty, tym mocniej możesz mnie wypełnić.
 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także