Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nowe, hojniejsze Niemcy?

Rząd w Berlinie rozpoczyna wielkie wydawanie pieniędzy. Czy uratuje to niemiecką i europejską gospodarkę?

To najgorszy kryzys od zakończenia II wojny światowej – mówi kanclerz Angela Merkel o sytuacji po uderzeniu epidemii. Nadzwyczajne okoliczności spowodowały fundamentalną zmianę polityki ekonomicznej naszego zachodniego sąsiada. Kanclerz Merkel, dotychczas znana z trzymania żelaznej dyscypliny budżetowej i gromadzenia rekordowych nadwyżek, zaczęła wdrażać największe w Europie programy pomocowe i socjalne. Pod koniec marca uchwalono pierwszy pakiet antykryzysowy o wartości 750 mld euro. 3 czerwca rząd zapowiedział kolejną serię ustaw stymulujących gospodarkę, wartych około 150 miliardów. Niemieckie władze stały się też orędownikiem wprowadzenia podobnych rozwiązań przez Unię Europejską. Merkel wespół z Emmanuelem Macronem proponują Brukseli stworzenie funduszu pomocowego dla gospodarek wspólnoty o wysokości 500 mld euro.

Czarne zero

Jedną z głównych przyczyn politycznej długowieczności Angeli Merkel jest elastyczność. Kanclerz udowodniła, że potrafi zawiązywać koalicje z różnymi partnerami na niemieckiej scenie politycznej, dogadywać się z europejskimi przywódcami każdej opcji i zręcznie korygować politykę międzynarodową.

Natomiast w sprawach gospodarczych Merkel cechowało bardzo konserwatywne podejście. Nadrzędną doktryną ekonomiczną było schwarze Null (czarne zero) – zakaz zaciągania długów i tworzenia deficytu budżetowego. W rezultacie na koniec 2019 r. Niemcy mogły się pochwalić rekordową w Europie nadwyżką budżetową w wysokości 13,5 mld euro. Jednakże osiągnięto ją kosztem sztywnej polityki fiskalnej. W ciągu 15 lat rządów Angela Merkel ani razu nie obniżyła podatków, średnia wysokość obciążeń wzrosła natomiast w latach 2005–2019 z 19,7 do 23,2 procent.

Niedoinwestowanie zaczęło być widoczne w wielu obszarach, a szczególnie w wojskowości i transporcie. Pod koniec 2019 r. tabloid „Bild” apelował na okładce do kanclerz: „Rozdaj te pieniądze”. Merkel zaczął krytykować nawet jeden ze współtwórców jej polityki gospodarczej – Wolfgang Schauble, minister finansów w latach 2009–2017, jak również ekonomiści Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Niemieckie 500+

Początek epidemii w Niemczech nie nastrajał optymistycznie. 10 marca kanclerz ostrzegła, że zachorować może nawet 60–70 proc. Niemców, zaś dzień wcześniej nastąpiło tąpnięcie na frankfurckiej giełdzie. Wkrótce potem nadeszły pierwsze alarmujące prognozy gospodarcze – PKB Niemiec skurczy się na koniec roku o co najmniej 6,5 procent. I to przy założeniu, że bardzo prawdopodobna druga fala COVID-19 nie spowoduje powrotu obostrzeń. Ostatecznie jednak niemiecki rząd nie tylko aktywnie przystąpił do walki z pandemią, ale też zdecydował się na przełomową zmianę strategii ekonomicznej – koniec z polityką zerowego deficytu.

25 marca niemiecki parlament uchwalił pakiet pomocowy warty 750 mld euro. Obejmował on pomoc dla dotkniętych kryzysem przedsiębiorstw, otwierał drogę do nacjonalizacji firm zagrożonych upadkiem oraz skierował strumień pieniędzy do służby zdrowia celem podwojenia miejsc na oddziałach intensywnej terapii.

3 czerwca rząd Angeli Merkel ogłosił kolejny program antykryzysowy, tym razem o wartości około 150 mld euro. Stanowi on wyraźne odejście od wieloletnich koncepcji gospodarczych chadecji. Od lipca 2020 r., na razie do końca roku, zostanie obniżona stawka podatku VAT – z 19 do 16 procent. Niemieckie rodziny otrzymają również jednorazową zapomogę w wysokości 300 euro na każde dziecko. Firmy dotknięte największym spadkiem obrotów podczas epidemicznych obostrzeń (bary, restauracje, hotele) mogą liczyć na specjalne pożyczki, wsparcie dostaną też jednostki administracyjne, które odczują spadek przychodów z podatków.

Nowy pakiet pomocy nie tylko obejmuje doraźną pomoc, lecz stanowi też próbę przestawienia niemieckiej gospodarki na nowe tory. Aż jedna trzecia programu (50 mld euro) przeznaczona jest na inwestycje przyjazne środowisku.

Wszystko wskazuje na to, że w nowej, postepidemicznej rzeczywistości Angela Merkel coraz odważniej będzie stawiać na ekonomiczny interwencjonizm. Zwiastunem tego jest akcja ratunkowa dla Lufthansy. Niemieckie linie lotnicze są w katastrofalnej sytuacji. Ich straty wynoszą milion euro na godzinę, zwolnionych zostanie około 20 tys. pracowników. Aby chronić firmę przed upadkiem, pod koniec maja rząd w Berlinie zapowiedział wsparcie finansowe w wysokości 9 mld euro. W zamian przejął 20 proc. akcji (z możliwością powiększenia o kolejne 5 proc.) i do niego będzie należeć teraz decydujące słowo np. w sprawie nowych inwestorów.

Dla ratowania Lufthansy Merkel jest gotowa stanąć do konfrontacji z wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej, odpowiadającą za regulacje konkurencji, Margrethe Vestager. Zgodnie z unijnym prawem każda pomoc publiczna powyżej 250 mln euro musi zostać zaaprobowana przez KE. Vestager, która wcześniej zablokowała np. fuzję francuskiego Alstomu z niemieckim Siemensem, stawia warunki. Domaga się m.in. udostępnienia więcej przestrzeni dla konkurencyjnych linii na dwóch lotniczych hubach Lufthansy – we Frankfurcie i w Monachium. Niemcy kategorycznie odmawiają.

Obligacje za integrację

Nowe podejście Angeli Merkel do kwestii gospodarczych widać także na gruncie Unii Europejskiej. Dotychczas niemiecka kanclerz znana była ze stawiania surowych warunków dla odbiorców unijnej pomocy, przyznawanej zresztą wyłącznie w formie pożyczek. Boleśnie odczuwali to Grecy czy Włosi. 18 maja Merkel oraz Macron zapowiedzieli stworzenie tzw. Funduszu Odbudowy. Pomoc dla poszkodowanych koronawirusem gospodarek wyniosłaby około 500 mld euro, przekazywanych w grantach pieniężnych. Podstawą finansowania mają być euroobligacje wypuszczone przez Komisję Europejską. Wkład w Fundusz będzie analogiczny do wkładu w unijny budżet, co oczywiście oznacza, że głównym sponsorem tego programu będzie Berlin. Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, ponieważ Funduszowi sprzeciwia się tzw. Oszczędna Czwórka – Austria, Holandia, Dania i Szwecja. Jednak wspólne zdanie Niemiec, Francji i krajów południa kontynentu (Polska też jest za) powinno doprowadzić do wcielenia w życie Funduszu Odbudowy.

Za francusko-niemiecką hojnością kryją się jednak spore oczekiwania. Zwolennicy głębszej integracji uważają, że wypuszczenie wspólnych obligacji na wielką skalę można porównać do „momentu hamiltonowskiego”. Chodzi o podjętą w 1790 r. przez amerykańskiego sekretarza skarbu Alexandra Hamiltona decyzję o uwspólnotowieniu długów poszczególnych stanów. Był to jeden z kluczowych momentów scalenia się Stanów Zjednoczonych.

Po raz piąty?

Do niedawna wydawało się, że Merkel w słabym stylu zakończy swoje rządy. W listopadzie 2018 r. ogłosiła, że po raz ostatni pełni funkcję kanclerza, miesiąc później zrezygnowała z funkcji przewodniczącej CDU. Jej partia notowała zresztą stały spadek poparcia.

Teraz Angela Merkel znów znalazła się na fali wznoszącej. Na początku czerwca zaufanie do kanclerz sięgało 80 proc., CDU od początku roku zyskała w sondażach kilkanaście procent, dziś popiera ją 39 proc. Niemców. 15 maja na sesji Bundestagu kanclerz z wielką pewnością siebie referowała sytuację w kraju po przejściu szczytu epidemii. Zbierała oklaski z każdej strony parlamentu. Coraz częściej pojawia się pytanie, czy Merkel będzie chciała rządzić piątą kadencję...•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama