Nowy numer 3/2021 Archiwum

Boże kwiatki

Myśl wyrachowana: Natura potrzebuje ludzi, którzy tulą się do Boga, a nie do drzew.

Przed Bożym Ciałem autor bloga na jednym z katolickich portali napisał: „Kościół jednego dnia zniszczy kilogramy kwiatów tylko po to, żeby tradycja została zachowana. Ile pyłku, którym mogłyby posilić się pszczoły czy trzmiele, zostanie przy tej okazji zmarnowane? Ile piękna zostanie rozdeptane na chodniku? Zastanawiam się też, jakie skutki ma to masowe zbieranie kwiatów na środowisko?”.

No, ładne kwiatki, ale nie są to ani kwiatki św. Franciszka, ani papieża Franciszka. Owszem, sądzą niektórzy, że papież, wyrażając troskę o środowisko naturalne, kieruje Kościół na ekologię w wydaniu rozmaitych „zielonych”, czyli niedojrzałych czerwonych. Takie założenie powoduje u wierzących dezorientację. Jedni uważają, że należy się w tej sytuacji papieżowi sprzeciwiać, a inni, że w imię posłuszeństwa papieżowi należy zzielenieć. Czyli trząść się nad każdą trawką i wstrzymywać oddech, aby emitować mniej dwutlenku węgla. W rzeczywistości i jedni, i drudzy się mylą. Bo papież podobnie jak zieloni zabiera głos na temat środowiska naturalnego, ale na tym podobieństwa się kończą. Można powiedzieć, że Franciszek idzie tą samą drogą, co wyznawcy kultu przyrody, ale w przeciwną stronę. Nie wszyscy to wychwytują i stąd nieporozumienia.

Tymczasem wystarczy zajrzeć do encykliki Laudato si’, żeby się przekonać, że jej treść koncentruje się na Stworzycielu, a nie na stworzeniu. Już w pierwszych zdaniach papież zwraca się do Boga słowami św. Franciszka „Laudato si’, mi’ Signore – Pochwalony bądź, Panie mój”. Nieco dalej czytamy: „Pochwalony bądź, mój Panie, przez siostrę naszą, matkę ziemię, która nas żywi i chowa, wydaje różne owoce z barwnymi kwiatami i trawami”. To Bóg, Pan wszystkiego, jest pochwalony w stworzeniu. Daremnie szukalibyśmy podobnych odniesień w manifestach lewicowych ekologów.

Tych, którzy zdążyli się oburzyć, że papież używa określenia „matka ziemia”, informuję, że także to zdanie jest cytatem ze świętego z Asyżu. Nie oznacza to więc w żadnej mierze ubóstwienia natury, tylko dostrzeżenie w niej dzieła Boga. I to Bogu należy się nasza wdzięczność za to wszystko. Nie żałuje się Mu kwiatków i w ogóle niczego, a wszystko, co się Mu ofiaruje, owocuje jeszcze większą obfitością.

Jeśli św. Franciszek „dogadywał się z przyrodą”, to dlatego, że mówił językiem Boga, którego kochał całym sercem. I stworzenie, które „z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych”, to wyczuwało. Bo to Bóg jest źródłem harmonii całego stworzenia, a nie ono samo.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także