Nowy numer 31/2020 Archiwum

Najmniejszy, a największy

Wspomnienia świętych przypadają najczęściej w dniu ich śmierci. Jest tylko jeden święty, obok Maryi Panny, którego Kościół szczególnie czci na pamiątkę jego narodzin.

Dziecko jest zawsze błogosławieństwem, niezależnie od okoliczności, w jakich się pojawiło na tym świecie. Szczególnie mocno błogosławieństwo to odczuwają osoby, które Bóg obdarzył potomstwem po długim czasie oczekiwania albo w sytuacji, gdy według ludzkich kryteriów nie było to możliwe. Biblia opisuje kilka takich przypadków. Każdy z nich wiązał się z nadzwyczajnym posłannictwem ludzi urodzonych w takich okolicznościach. Tak było z narodzeniem Izaaka, poczętym przez Sarę w późnej starości, tak było z Samsonem, urodzonym przez niepłodną wcześniej żonę Manoacha, tak było z Samuelem, którego wymodliła niepłodna Anna. Tak wreszcie było z Janem Chrzcicielem – największym między narodzonymi z niewiast.

Poprzednik

Piękna jest okolica Ain Karim. Skaliste wzniesienia porasta stosunkowo obfita zieleń. Strome zbocza porośnięte drzewami dają nieco cienia w upale, który trwa tam przez większość roku. Dziś to miejsce jest dzielnicą Jerozolimy, ale dwa tysiące lat temu też zapewne miało związek ze stolicą, choćby ze względu na bliskość świątyni. Mogło to mieć znaczenie dla służących w niej kapłanów, takich jak Zachariasz, który według tradycji mieszkał w tej miejscowości wraz z żoną Elżbietą. Tam też, mimo ich zaawansowanego wieku, miał urodzić się ich syn Jan Chrzciciel.

Pojawienie się Jana jest ściśle związane z przyjściem Zbawiciela. „Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie” – prorokował o nim pięć wieków wcześniej Malachiasz.

Jan wyprzedził Jezusa o pół roku. Jego urodzenie zostało poprzedzone serią nadzwyczajnych znaków, poczynając od zapowiedzi z ust anioła, jaką usłyszał przyszły ojciec proroka w czasie służby w świątyni.

„A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną” – usłyszała Maryja od archanioła Gabriela w chwili zwiastowania. Pod wpływem tej wiadomości wybrała się do swej krewnej, a spotkanie dwóch matek oczekujących potomstwa stało się też przedziwnym prenatalnym spotkaniem ich synów. „Oto skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie” – zawołała Elżbieta. Jan spotkał się więc ze swoim boskim kuzynem, jeszcze zanim obaj opuścili łona matek, i już wtedy został uświęcony mocą Ducha Świętego.

Kimże będzie?

Niezwykłe znaki poprzedzające narodzenie Jana Chrzciciela musiały być tak liczne i wyraźne, że zauważyli to ludzie z otoczenia. U Łukasza czytamy, że gdy Elżbieta urodziła syna, „jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem”.

Ale nie tylko rodzina i sąsiedzi byli podekscytowani. To była rzecz z gatunku „o tym się mówi”. Kulminacją sensacji był ósmy dzień, gdy ludzie przyszli, „aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza”. Usłyszeli wtedy od Elżbiety, że ma mieć na imię Jan (znaczenie: Jahwe jest łaskawy), co samo w sobie było zdumiewające, bo nie było zwyczaju nadawania dzieciom imion, których nie było w rodzie. Gdy decyzję żony potwierdził Zachariasz i gdy w tej chwili odzyskał mowę, wszyscy uświadomili sobie, że są świadkami spełniania się niezwykłych tajemnic. Ze zdumieniem patrzeli na kapłana, który po dziewięciu miesiącach milczenia śpiewa w uniesieniu hymn uwielbienia. „A i ty, dziecię, prorokiem Najwyższego zwać się będziesz, bo pójdziesz przed Panem, torując Mu drogi; Jego ludowi dasz poznać zbawienie [co się dokona] przez odpuszczenie mu grzechów, dzięki litości serdecznej Boga naszego” – niosły się słowa proroczej pieśni.

„W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: »Kimże będzie to dziecię?«. Bo istotnie ręka Pańska była z nim” – czytamy.

Tak istotnie było – Jan poszedł przed Panem, torując Mu drogi. Zanim jednak świat usłyszał z jego ust potężne wezwanie do nawrócenia, on „rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem”.

Prowadził surowy tryb życia. „Nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a jego pokarmem była szarańcza i miód leśny” – dowiadujemy się z Ewangelii.

Gdy nadszedł czas, pojawił się nad Jordanem. Wołał, że czas się nawrócić, „bo bliskie jest królestwo niebieskie”. Te słowa musiały brzmieć potężnie i w niezwykły sposób rezonować w duszach, skoro „ciągnęły do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nad Jordanem”. Skruszeni ludzie ze wszystkich warstw społecznych wyznawali swoje grzechy i przyjmowali chrzest, pytając pokornie, jak mają dalej żyć. Oznacza to, że pochodzący od Boga autorytet Jana był olbrzymi i niekwestionowany. Nic dziwnego, że gromadzili się wokół niego uczniowie, których on nauczył zwracania się do Boga. Ślad tego znajdujemy u Łukasza: „Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów”.

Chwila ciemności

Z kart Ewangelii przebija pokora Jana Chrzciciela. Mimo olbrzymiego wpływu, jaki wywierał na społeczeństwo, w żaden sposób nie wykorzystywał tego dla siebie. O Jezusie mówił, że nie jest godzien rozwiązać rzemyka u Jego sandałów.

„Ja nie jestem Mesjaszem, ale zostałem przed Nim posłany” – tłumaczył ludziom. Dlatego też, gdy pewnego dnia Jezus poprosił go o chrzest, Jan powstrzymywał Go, mówiąc: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?”.

Nie był zależny od żadnych ludzkich opinii i wpływów. Gdy uznał, że trzeba komuś wytknąć grzech, nie powstrzymywały go żadne względy. Gdy Herod Antypas uwikłał się w grzeszny związek z Herodiadą, swoją szwagierką, Jan otwarcie mu powiedział: „Nie wolno ci mieć żony twego brata”.

Znamienna była reakcja tetrarchy. Wprawdzie podpuszczony przez Herodiadę kazał pojmać Jana i uwięził go, jednak nie odważył się go zabić. „Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał” – zapisał ewangelista Marek.

To jednak był już ostatni etap Janowej drogi. Siedząc w więzieniu, musiał doznawać wewnętrznych ciemności, skoro odwiedzających go uczniów posłał do Jezusa z pytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?”. Jezus w odpowiedzi powołał się na swoje czyny. „Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię” – powiedział. I dodał: „A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi”.

Tuż po tym padło niezwykłe świadectwo o Janie, które Jezus wypowiedział do tłumów: „Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on”.

Nadchodził kres życia Jana. Kres właściwy prorokom, bo męczeński. Herodiada wykorzystała nadarzającą się okazję i doprowadziła do ścięcia proroka w więzieniu.

„Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie” – czytamy w Ewangelii.

Niech On wzrasta

Przypadająca 24 czerwca uroczystość Narodzenia św. Jana to jedno z najstarszych świąt ku czci świętych. Święty Augustyn zwrócił uwagę na jego pewną zależność od Bożego Narodzenia. To pierwsze wypada tuż po letnim przesileniu, gdy dni zaczynają się skracać. Natomiast pamiątka narodzin Zbawiciela wypada w przesilenie zimowe, gdy słońce „pokonuje ciemności” i dni zaczynają się wydłużać. Augustyn dostrzegł w tym symboliczne spełnienie się bodaj najbardziej wzruszającego zdania, jakie wypowiedział Jan o swojej relacji do Jezusa: „Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także