Nowy numer 44/2020 Archiwum

105 lat temu pod Bolimowem niemieccy żołnierze zamiast atakować zaczęli ratować wrogów

12 czerwca 1915 r., w czasie drugiego ataku chlorem pod Bolimowem doszło do niezwykłego wydarzenia - niemieccy żołnierze, szturmujący rosyjskie okopy po przejściu fali trującego gazu, przerwali atak, aby udzielić humanitarnej pomocy konającym nieprzyjaciołom.

"W obliczu okrutnej masowej masakry powodowanej przez gazy trujące zwycięża ludzka solidarność: żołnierze niemieccy zaczynają ratować zagazowanych Rosjan" - czytamy na okładce powieści "Łazarz" Andre Malraux. Francuski pisarz opisał bitwę nad Wisłą podczas I wojny światowej - Niemcy usiłują przełamać front rosyjski przy pomocy ataku gazowego opodal miasteczka Bolgako.

We wstępie tłumacz Julian Rogoziński w 1977 r. napisał: "Mamy tu do czynienia z czystą fikcją powieściową: Niemcy nigdy w Polsce gazów nie użyli. Podobnie zmyślony został pejzaż, w jakim rozgrywa się tragedia, z miejscowością o dość osobliwej nazwie +Bolgako+. Cała ta nierzeczywista dekoracja wspomaga jedynie autora w ukazywaniu rzeczywistych prawd moralnych".

Obecnie wiadomo już, że w I wojnie na ziemiach polskich Niemcy użyli m. in. chloru i fosgenu - jesienią 1914 r. pod Przasnyszem, a w 1915 r. w okolicach Bolimowa - 31 stycznia, 31 maja, 12 czerwca, 17 czerwca i 6 lipca. Do ostatniego ataku bronią chemiczną doszło w Twierdzy Osowiec - nocą z 6 na 7 sierpnia 1915 r.

Wkrótce wejdzie do dystrybucji fabularyzowany dokument w reżyserii Ireneusza Skruczaja "Obłoki śmierci - Bolimów 1915". Jakub Smela z biura promocji filmu podkreślił, że "Obłoki" powstały bez żadnego dofinansowania.

Strona malraux.org podaje źródło literackiej inspiracji - wspomnienia oberleutnanta Maxa Wilda, agenta frontowego wywiadu 9. Niemieckiej Armii, który 12 czerwca 1915 r. opisał swą wyprawę w rosyjskie okopy, za chmurą trującego gazu, z prof. Fritzem Haberem ("W tajnej służbie na froncie wschodnim. Zapiski oficera niemieckiego wywiadu", 1931).

To Wild pytał o "prawdy moralne": "czyż nie jest rzeczą bestialską mordować w ten sposób ludzi? Dotąd prowadzimy wojnę z Rosjanami jak ludzie z ludźmi. Teraz zaś zatruje się tych prostaków, wychowanych do walki bagnetem, trucizną, o której nie mają najmniejszego pojęcia". W odpowiedzi usłyszał od urodzonego w rodzinie wrocławskich chasydów Habera: "W tej wojnie, kiedy cały świat z nami walczy, musimy odsunąć wszelkie wątpliwości moralne. Nie możemy postępować inaczej, jeżeli chcemy ocalić własnych ludzi".

Jesienią 1914 r. I wojna znalazła się w martwym punkcie. Wrogie armie okopały się na froncie zachodnim i wschodnim - ich siły okazały się wyrównane, przez wiele miesięcy niezdolne do militarnego rozstrzygnięcia. "Niemcy wdrożyli więc naukowe rozwiązanie, ładując do dział pociski chemiczne" - opowiadał historyk Stanisław Kaliński, bohater i opiekun merytoryczny "Obłoków śmierci", autor książek "Ataki gazowe w bitwie 9. Armii Niemieckiej nad Rawką i Bzurą 1914-1915" i "Bolimów 1915". "Gaz wydawał się bronią, która mogła () otworzyć najkrótszą drogę do Warszawy" - dodał.

Naukowcem, który stworzył niemiecką broń chemiczną, był prof. Fritz Haber - wybitny chemik i utalentowany organizator, związany z niemieckim przemysłem, odpowiadał w latach 1911-33 za badania i produkcję broni chemicznej, której użyto na frontach I wojny. Od 1910 r. był dyrektorem Instytutu im. Cesarza Wilhelma, zatrudniał m. in. Alberta Einsteina (Nobel 1921), Lise Meitner i Otto Hahna (Nobel 1944), Richarda Willstr"ttera (Nobel 1915). Wraz z Carlem Boschem (Nobel 1931), opracował tanią metodę syntezy amoniaku, uruchomił produkcję nawozów azotowych. Za ten wynalazek, który zwiększył plony i uratował Europę przed klęską głodu, Haber otrzymał w 1918 r. Nagrodę Nobla. Nastąpiło to w chwili, gdy naukowiec, spodziewając się kary za zbrodnie wojenne, ukrył się, a nawet zapuścił brodę, aby zmienić wygląd.

Bo choć Konwencja Haska z 1899 r. zabraniała "użycia pocisków, których zadaniem jest wydzielanie trujących lub duszących gazów", to Haber w końcu 1914 r. zaproponował niemieckiemu Sztabowi Generalnemu, wykorzystanie chemii na polu walki i przerzucił most pomiędzy armią i przemysłem chemicznym. Głównymi partnerami wojska - jak podał Dieter Martinetz, niemiecki chemik i toksykolog ("MGM 55", 1996) - były m.in. firmy Bayer, Hoechst, Badische Anilin-und Sodafabrik (BASF), Actien-Gesellschaft fr Anilin-fertigung (AGFA) i Leopold Cassella.

Swą filozofię Haber wyłożył w liście do szwedzkiego kolegi Svante Arrheniusa. "Postrzegamy teraz jako nasz etyczny obowiązek to, aby pokonać naszych wrogów przy użyciu całej siły - aby () dać solidne podstawy pokojowego rozwoju Europy Zachodniej".

Haber stworzył zespół 150 naukowców i 1300 osób personelu pomocniczego - wyprodukował fosgen; nadał impet badaniom, których efektem był iperyt. Jego pomysłem było zastosowanie chloru jako środka bojowego, to on opracował projekt ataku falowego i system wojsk chemicznych.

Do nowych jednostek - chemicznych saperów - wcielono studentów i robotników z przemysłu chemicznego. Dobrowolnie dołączyli wybitni fizycy i chemicy. Walther Nernst (Nobel 1920), Otto Hahn (Nobel 1944), James Franck (Nobel 1925), Gustav Hertz (Nobel 1925), Wilhelm Westphal (twórca podręczników fizyki), Hans Geiger (wynalazca licznika radioaktywności), Erwin Madelung (twórca numerycznej prognozy pogody).

Haber nie czekał w laboratorium na meldunki, lecz osobiście nadzorował ataki i dokumentował ich skutki bezpośrednio po przejściu trujących obłoków. 22 kwietnia 1915 r. pod jego nadzorem 35 Pułk Saperów przeprowadził atak pod Ypres. Utarło się, że to zdarzenie uchodzi za pierwszy w historii skuteczny atak gazem bojowym: chlor wypuszczony z ok. 6 tys. butli wkopanych w ziemię na pierwszej linii frontu w ciągu 10 minut zabił 5-6 tys. żołnierzy Ententy, a 15 tys. poparzył, z czego 10 tys. sparaliżował lub trwale okaleczył.

Spod Ypres Haber wrócił do Berlina, fetowany jako bohater narodowy. Minister wojny napisał: "pański wspaniały sukces nie zostanie nigdy zapomniany", a publicyści Georg Bernhard z "Vossische" i Teodor Wolff z "Berliner Tagesblatt", nazwali uczonego "geniuszem".

Ale żona profesora, Klara Immerwahr-Haber, wybitna chemiczka, pierwsza w Niemczech kobieta z doktoratem - która otwarcie nazywała działania męża "barbarzyństwem" i "perwersją nauki" - zażądała, aby zmienił pracę i zagroziła samobójstwem; on z kolei oskarżył ją o "zdradę ojczyzny". 1 maja 1915 r. w ich domu w Dahlem odbyło się przyjęcie, Haber wystąpił w nowym mundurze: cesarz awansował go z kaprala na kapitana z pominięciem procedur, za szczególne zasługi dla Vaterlandu. Kiedy goście się rozeszli, Klara wykradła mężowi służbową broń i w ogrodzie strzeliła sobie w serce.

"W dzień śmierci żony Fritz opuszcza Berlin, wyjeżdża na front wschodni, w okolice Bolimowa. Nadzoruje przygotowania do kolejnego ataku z użyciem śmiercionośnej broni gazowej, tym razem nad Bzurą i Rawką przeciwko armii rosyjskiej (31 maja i 12 czerwca 1915 r.)" - czytamy w "Przeglądzie Uniwersyteckim" (Uniwersytet Wrocławski, 3/2015). 13 maja 1915 r. wieczorem w Pałacu Radziwiłłów w Nieborowie (6 km od Bolimowa) Fritz Haber wyjaśniał zasady ataku chlorem Leopoldowi Maksymilianowi księciu Bawarii, dowódcy 9. Armii Niemieckiej. "Jak tylko wiatr będzie wiał z określoną siłą w kierunku wroga, butle powinny być otwarte możliwie równocześnie; kłęby trującego dymu powędrują wtedy w kierunku pozycji nieprzyjacielskiej, zniszczą, lub co najmniej uczynią niezdolnym do walki, wszystko co żywe" - zanotował po spotkaniu feldmarszałek, który marzył o zdobyciu Warszawy.

Dokładny opis bitwy pozostawił Wild. Uznał ją za "najstraszniejsze przeżycie". "Chętnie wytarłbym z pamięci ten dzień - 12 czerwca 1915 r.", spędzony "z wielkim uczonym, który był bardzo sławny i któremu nie zazdroszczę sławy" - napisał.

"Pobojowisko będące rezultatem morderczej teorii - to była sama zgroza, która urągała wszelkiej ludzkiej fantazji. Ludzie, zmagający się w śmiertelnej walce, wlekli się na czworakach i jak w obłąkaniu rwali na ciele odzież. Jeden leżał, wczepiwszy palce w ziemie, drugi obok z szeroko otwartymi źrenicami. W oczach jego tkwiło przerażenie przed niepojętym. Świszczące zatrute oddechy mówiły o niezmiernej męce konających. Niebieskie wargi, niebieskie to, co wcześniej w oku było białe, w kątach ust żółta piana. I nieopisana groza na twarzach! Czy to była jeszcze wojna? Czy też było to tylko prawdziwe oblicze wojny?" - pytał Wild.

Na Haberze widok setek trupów nie zrobił wrażenia. Zachował "nieprzenikniony obiektywizm nauki": "Tu patrz pan, ma zsiniałe białko oka! Typowy objaw ciężkiego, zatrucia. Niestety nie do uratowania! Musnął przy tym mechanicznie dłonią policzek nieszczęśliwego" - wspominał Wild, zaszokowany zachowaniem naukowca oraz zmianami krajobrazu. "Liście zwiędły, zieleń jest wyssana. Tak samo drzewa. Dokładnie można określić, jak wysoko doszedł gaz. Powyżej liście są zielone, poniżej szare, martwe" - opisywał.

Niemieccy żołnierze, za którymi podążali Haber i Wild, nagle porzucili myśl o natarciu, zaczęli ratować rannych wrogów. "Zdarzyło się coś, co z punktu widzenia wojskowego nie miało prawa się zdarzyć. Ci żołnierze, którzy wcześniej strzelali do Rosjan przez wiele miesięcy, zaczęli spontanicznie brać tych Rosjan na ramię, odnosić tych Rosjan na własne zaplecze" - opowiadał Kaliński w filmie "Obłoki śmierci".

"To nie było natarcie, ale współczucie i pomoc dla haniebnie potraktowanego przeciwnika, dla umęczonego człowieka. Niektórych Rosjan odratowano. Te akty litości były jedyną rzeczą, która w tym dniu nie pozwoliła mi zwątpić o ludzkości" - napisał Wild, który również włączył się do akcji humanitarnej. "Na drodze siedział feldfebel rosyjski. Nie mógł mówić. Jakiś ostry świst wydobywał mu się z płuc. Konwulsyjnie wyciągnął broń. Profesor obejrzał go. +Hm, można go jeszcze uratować. Ale nie ma tu nikogo, kto by go mógł zanieść+ () Jak dziecko wziąłem ciężkiego mężczyznę na ramiona, objął mnie prawą ręką za szyję. Wytężyłem wszystkie siły, aby uratować to życie ludzkie. Wkrótce charczałem podobnie jak Rosjanin, który bez przerwy wytrzeszczał na mnie przerażone oczy. Byłem u kresu swych sił, gdy go złożyłem na punkcie opatrunkowym. Tam poczęto go ratować, dano wdychać tlen i wkrótce oblicze Rosjanina nabrało innej barwy. Białka oczu znów stały się białe - był uratowany".

Kolejnego Rosjanina nie udało mu się ocalić, bo sam uległ zatruciu. "Dwóch ludzi wzięło mnie pod ręce, trzeci zarzucił mi maskę na twarz. +Wielki czas, mój kochany+ - rzekł lekarz. +Jak się pan czuje?+" - czytamy w notatkach, które potem Malraux wykorzystał w "Łazarzu".

Wild nie pisze, co uruchomiło w niemieckich żołnierzach pokłady empatii. Zdaniem Kalińskiego, odruch serca wyzwolił zapewne fakt, że wśród szturmujących byli Polacy z Pomorza, którzy w rosyjskich okopach, zamiast wroga, zastali rodaków wołających o pomoc i modlących się po polsku.

Podczas I wojny Polacy zostali zmuszeni do służby w szeregach armii Niemiec, Rosji i Austrii - walczyło ich wtedy ponad 3 mln, zginęło przeszło pół miliona, a ok. 800 tys. zostało rannych, w walce - nierzadko bratobójczej. Józef Bronikowski z Radziwiłłowa Mazowieckiego, w 1981 r. opowiedział swe doświadczenia z carskiej armii Wiesławowi Sokołowskiemu, poecie i regionaliście, który od lat 70-tych walczy o upamiętnienie ofiar bitwy pod Bolimowem: "Poszedłem na zwiad, i tam leżał raniony oficer niemiecki. Podszedłem do niego, a on ręce złożył i powiedział +Bracie kochany, nie kłuj mnie+ - po polsku. Był z Poznania. W niemieckiej armii, ale to był Polak!"

Dr Anna Zalewska z PAN, prowadząca badania archeologiczne wokół Bolimowa, twierdzi że łączna liczba ofiar: żołnierzy oraz cywilów, ofiar broni konwencjonalnej i chemicznej od sierpnia 1914 do sierpnia 1915 r. - może sięgać 100 tys. zabitych. Co dziesiąty zabity był Polakiem. Realizatorzy "Obłoków śmierci" przyjęli, że właśnie ten polski aspekt zaważył na wydarzeniach 12 czerwca pod Bolimowem. Zaprzestanie ataku sprawiło, że Niemcy nie przerwali frontu.

Kolejny atak falowy na froncie wschodnim przeprowadzono w nocy z 6 na 7 lipca 1915 r. "Tysiąc dwustu naszych żołnierzy padło ofiarą. Wiatr zmienił kierunek i gazy uderzyły na własne okopy. Jak widać, był to niepewny środek wojenny" - ocenił Max Wild.

Wysokie straty skłoniły jednak rosyjskie naczelne dowództwo do wydania rozkazu o ewakuacji. W końcu lipca 1915 r., Rosjanie wycofali się aż za Niemen i Bug, książę Leopold Bawarski spełnił swe marzenie: wszedł do Warszawy.

W 1916 r. Haber został szefem Wydziału Chemicznego Ministerstwa Wojny. W 1918 r. stanął na czele Niemieckiego Towarzystwa do Walki ze Szkodnikami, wyprodukował nowy pestycyd, potrzebny do odwszawiania mundurów. W 1919 r. nazwał go "Cyklon A". Gdy jego uczeń Bruno Tesch dopracował metodę, powstała receptura na "Cyklon B". Haber był pierwszym dyrektorem spółki, dostarczającej go armii niemieckiej.

Po przejęciu władzy przez nazistów, zaproponował im badania nad bronią chemiczną. Usłyszał jednak, że "Niemcy nie potrzebują niczego od Żydów". Zmuszono go do usunięcia z pracy żydowskich współpracowników, m.in. światowej sławy profesorów Herberta Freundlicha, Michaela Polanyi i Nikodema Caro - ich wkład w rozwój narzędzi ludobójstwa także został zapomniany. Sam Haber, ze względu na zasługi wojenne, pozostał na stanowisku - zrezygnował, gdy w początkach 1933 r. drzwi Instytutu Cesarza Wilhelma zastawił mu portier, mówiąc: "Żydowi Haberowi wstęp jest wzbroniony".

Wyjechał. "Znalazł się w Cambridge, jednak traktowano go tam z należną mu pogardą, a Noblista Ernest Rutherford nie podawał mu ręki. Pomoc zaoferował chemik Cheim Weizman, który po latach został pierwszym prezydentem Izraela. Zaproponował Haberowi posadę profesorską na tworzonym Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie. Haber przyjął propozycję, lecz nim trafił na bliski Wschód, zmarł na zawał serca w Szwajcarii" - napisał ppłk Andrzej Szutowicz (Kawaliera 2/2012).

W testamencie poprosił o wspólny grób z pierwszą żoną Klarą. Albert Einstein napisał o nim: "On był tragedią niemieckich Żydów, tragedią wzgardzonej miłości".

W 1946 r. Hermann Haber, syn Fritza i Klary, również chemik, popełnił samobójstwo, gdy po wojnie się okazało się, iż wszyscy krewni Haberów zostali zagazowani w Oświęcimiu.

Syn z drugiego małżeństwa, Ludwig Fritz Haber, historyk gospodarczy, w przedmowie do monografii "The Poisonous Cloud" (1986) napisał o ojcu: "był upiornie odpowiedzialny za broń gazową - i jego imię jest z nią nadal związane. Nie odniosła oczekiwanego sukcesu ani nie była chwalebna".

"Gazowy atak niemiecki należy do tych wstrząsających wydarzeń, które zaliczają się do szczytów szaleństwa historii. () Po tym ataku na froncie wschodnim nadeszło Verdun, iperyt we Flandrii, Hitler i obozy zagłady" - napisał w "Łazarzu" Andre Malraux.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama