GN 43/2020 Archiwum

Wyborcze grzechy

O kryteriach, którymi powinien się kierować katolik przy wyborach, mówi ks. dr Piotr Burgoński.

Bogumił Łoziński: Katolicka nauka społeczna wskazuje kryteria, którymi powinien kierować się katolik przy wyborach parlamentarnych czy prezydenckich. Czy istnieje hierarchia tych kryteriów?

Ks. dr Piotr Burgoński: Oczywiście. Na pierwszym miejscu są wartości fundamentalne, nie- podlegające negocjacji, mające związek z prawem naturalnym. Określają one istotę człowieka i stanowią podstawę życia społecznego. Od ich urzeczywistnienia zależy dobro człowieka.

Jakie to wartości?

Na przykład prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, a więc zakaz aborcji czy eutanazji, rodzina oparta na małżeństwie kobiety i mężczyzny, prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami czy prawo do pokoju. Osoba, na którą katolik oddaje głos, powinna te wartości wyznawać i ich przestrzegać.

Czy poza tymi wartościami fundamentalnymi katolicka nauka społeczna wskazuje też inne, którymi powinien się odznaczać kandydat na prezydenta?

W dalszej kolejności wskazuje kryteria życia społecznego. Naczelnym kryterium jest poszanowanie godności człowieka, a potem: zasada dobra wspólnego, solidarności, pomocniczości, wolności, w tym religijnej, prawdy, uczestnictwa, preferencyjnej opcji na rzecz ubogich, własności prywatnej, sprawiedliwości i miłości społecznej.

W obecnej kampanii prezydenckiej mamy do czynienia z kandydatami, którzy deklarują wierność wskazanym zasadom życia społecznego, ale odrzucają niektóre wartości fundamentalne. Można na nich głosować?

Katolik nie może popierać osoby, która kwestionuje wartości fundamentalne.

Wyobraźmy sobie, że jakiś kandydat kieruje się wskazanym przez Księdza katalogiem zasad społecznych, ale opowiada się za nieograniczoną aborcją i uważa, że osoby homoseksualne powinny mieć prawo do zawierania związków posiadających takie same prawa jak małżeństwo kobiety i mężczyzny. Czy katolik może na taką osobę zagłosować?

Nie, gdyż występuje on przeciwko wartościom fundamentalnym, podstawowym zasadom ładu moralnego. Trzeba też zwrócić uwagę na niespójność takiej postawy. Jeśli opowiada się za sprawiedliwością społeczną i jednocześnie za aborcją na żądanie, to niewłaściwie rozumie zasadę sprawiedliwości, która mówi, że trzeba oddać każdemu to, co mu się słusznie należy, m.in. zagwarantować prawo do życia.

Jakie kryterium zastosować, gdy dwóch lub więcej kandydatów deklaruje wierność wartościom fundamentalnym i zasadom życia społecznego?

Katolicka nauka społeczna mówi, że kandydat powinien umieć rozpoznawać dobro, ale też potrafić wcielać je w życie. Jeśli mielibyśmy dwóch kandydatów o jednakowych poglądach etycznych, to wówczas, oprócz jakości oferty programowej, rozstrzygająca jest ich sprawność jako polityków – który z nich daje większą gwarancję, że te wartości i swój program zrealizuje. Dlatego ważne są cechy indywidualne kandydata, jak kompetencja, przygotowanie merytoryczne, doświadczenie, wiarygodność czy umiejętność dialogu i współpracy. Jednym z kryteriów jest też ocena możliwości realizacji przez danego kandydata deklarowanych wartości oraz programu.

Część katolików deklaruje, że nie pójdzie na wybory, gdyż żaden z kandydatów nie spełnia kryteriów wskazanych przez Kościół. To właściwa postawa?

Nie żyjemy w świecie idealnym, nie ma też idealnych kandydatów, ale to nie zwalnia nas z obowiązku udziału w wyborach. Powinniśmy kierować się cnotą roztropności, czyli zagłosować na tego kandydata, który w największym stopniu spełnia wskazane wcześniej kryteria.

Na ile nauczanie Kościoła na temat kryteriów wyborów politycznych jest dla katolików obowiązujące?

W Kościele katolickim mamy nauczanie uroczyste, które nas automatycznie wiąże, oraz zwykłe. I w nim mieszczą się zasady katolickiej nauki społecznej. W przypadku nauczania zwykłego ważna jest intencja autora, w tym przypadku Kongregacji Nauki Wiary, która jest podmiotem Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Jeśli wypowiada się w sposób autorytatywny, kategoryczny, np. używa sformułowań: „nie wolno”, „należy”, czy – jak w przypadku cytowanego fragmentu – „nie pozwala”, to takie nauczanie obowiązuje katolików w sumieniu.

A jeśli katolik odda głos na osobę, która „podważa podstawowe zasady wiary i moralności”, np. popiera aborcję, choć wie, że jest to grzech ciężki, popełnia grzech?

Oczywiście, gdyż przyczynia się w ten sposób do procesu łamania wartości fundamentalnych. Ten proces dobrze obrazuje przykład partii chrześcijańsko-demokratycznych na zachodzie Europy, które stopniowo odchodziły od moralności chrześcijańskiej i dziś z ich chadeckości niewiele zostało. Ich członkowie głosują za aborcją, eutanazją itd. Byłem na konferencji, podczas której pani z holenderskiej chadecji mówiła, że wewnątrz ich partii trwa poważna debata, czy nie usunąć z nazwy przymiotnika „chrześcijańska”. Ten proces odchodzenia od etyki chrześcijańskiej zaczynał się od drobnych kroków. Ktoś zagłosował na kandydata, który popiera aborcję w jakimś zakresie, bo uznał, że to będzie mniejsze zło, niż gdyby wygrali kandydaci popierający aborcję na życzenie. W ten sposób pomału nastąpiła degeneracja. Dlatego katolik, głosując na kandydata występującego przeciwko podstawowym zasadom moralności, popełnia grzech, gdyż nawet jego wybory traktowane jako mniejsze zło mogą prowadzić do pogłębiania się większego zła. Jeśli na przykład wskazany przez niego kandydat wprowadzi – zgodnie ze znanym wcześniej wyborcom programem – aborcję na życzenie, to ten katolik ma udział w tym złu.

Księża przyznają, że ludzie nie spowiadają się z tego, że głosowali na zwolennika aborcji. Prawie 90 proc. Polaków deklaruje się jako katolicy, ale w wyborach politycznych nie znajduje to odzwierciedlenia. Dlaczego?

Ja też nie spotkałem się, żeby ktoś się z tego spowiadał, natomiast zdarza się, że spowiadają się z nienawiści do jakiegoś polityka. Jeśli chodzi o poparcie dla partii czy danego kandydata, myślę, że katolicy w Polsce nie dostrzegają związku między wyborami politycznymi a rzeczywistością. Nie mają świadomości, że ich błędne pojedyncze wybory powodują efekt kuli śnieżnej, która czyni zło.

Wielu katolików oczekuje od episkopatu wskazania konkretnego kandydata albo kandydatów, którzy spełniają kryteria wyznaczone przez katolicką naukę społeczną. Dlaczego episkopat tego nie robi?

Ponieważ stałby się stroną w polityce. Kościół nie jest podmiotem, który realizuje swoje interesy polityczne, nie występuje jako grupa interesu, tylko jako partner dla całego porządku publicznego, jako ktoś, kto ma głosić zasady z poziomu metapolitycznego. Wchodząc na poziom polityczny i popierając konkretnych kandydatów czy partie, Kościół traciłby wiarygodność jako partner dla wszystkich, jako ten, który głosi niezmienne zasady „w porę i nie w porę”, jako sumienie krytyczne. Istnieje też niebezpieczeństwo, że poparci przez Kościół kandydaci mogliby popełniać czyny, które rzucałyby na niego cień. Tak się zdarzyło po wojnie we Włoszech, kiedy Kościół poparł tamtejszą chadecję, a potem okazało się, że ta formacja polityczna ma związki z mafią, dopuszcza się korupcji itd. Kościół powinien mieć jak najmniej związków z bieżącą polityką, a ograniczyć się do głoszenia ogólnych zasad.

Ale jako kapelan kaplicy sejmowej ma Ksiądz bezpośrednie związki z bieżącą polityką.

Nie mam takich związków. Sprawuję posługę religijną wobec parlamentarzystów, którzy chcą z niej korzystać. W czasie posiedzeń parlamentu odprawiam Mszę św. w kaplicy sejmowej. Spowiadam, prowadzę rekolekcje i pielgrzymki parlamentarzystów na Jasną Górę, czasem organizuję okolicznościowe wydarzenia, np. dwa lata temu mieliśmy konferencję o Janie Pawle II.

Czy parlamentarzyści mają dodatkowe potrzeby religijne?

W czasie Wielkiego Postu poprosili o Drogę Krzyżową. Mszę św. odprawiam o 7.30, oni zadeklarowali, że będą przychodzić na nabożeństwo o 7.00. Bywa też adoracja Najświętszego Sakramentu, np. przy okazji rocznic czy uchwalania niektórych ustaw.

Spotkał się Ksiądz z kwestionowaniem obecności kaplicy w sejmie czy potrzeby pracy duszpasterskiej?

Od sześciu lat jestem kapelanem sejmowej kaplicy i taka sytuacja się nie zdarzyła. Czasem nawet zagadną mnie posłowie, którzy nie korzystają z mojej posługi, i rozmawiamy. Są bardzo kulturalni, grzeczni. •

Ks. Piotr Burgoński

jest specjalistą od katolickiej nauki społecznej. Wykłada na Wydziale Społeczno-Ekonomicznym UKSW i na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie. Jest kapelanem kaplicy sejmowej i krajowym duszpasterzem parlamentarzystów.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama