Nowy numer 43/2020 Archiwum

Potrafimy szybko się uczyć

O nowym dla uczniów i nauczycieli doświadczeniu nauczania zdalnego oraz szkole po pandemii mówi Dariusz Piontkowski.

Agata Puścikowska: Czy polska szkoła zdała egzamin z nauczania zdalnego?

Dariusz Piontkowski: Ostatnie dwa miesiące pokazały, że wszystkie szkoły w Polsce potrafiły realizować kształcenie na odległość. Jest to dla nas wszystkich sytuacja nowa i ciągle się jej uczymy. Zdajemy sobie sprawę, że to zastępcza forma nauki, nie było też czasu, aby się do niej odpowiednio przygotować. Mogliśmy oczywiście zamknąć szkoły i placówki oświatowe i nie robić nic, a uczniowie mieliby po prostu czas wolny. Zależało nam jednak na tym, aby uczniowie nie stracili kontaktu ze swoimi nauczycielami i wykorzystali ten czas na naukę. Mogę więc powiedzieć, że polska szkoła zdała egzamin z tej formy nauczania.

Czy wszystkim szkołom udało się podołać zadaniu?

Wszystkie szkoły wprowadziły naukę na odległość. Okazało się, że współczesna technologia umożliwia inną formę kształcenia niż tylko stacjonarne zajęcia. Jestem bardzo wdzięczny wszystkim nauczycielom, którzy stanęli na wysokości zadania i w bardzo szybkim tempie przyswoili sobie nowe metody nauczania i nowe metody komunikacji. Z sygnałów, które otrzymuję, wynika, że większość nauczycieli bardzo dobrze wypełnia swoje obowiązki. Nie mam też wątpliwości, że w wielu sytuacjach przygotowanie się do zdalnej lekcji wymagało więcej pracy i kreatywności niż w przypadku standardowych metod nauczania. Używano różnych narzędzi i sposobów komunikacji, zależnych m.in. od możliwości sprzętowych nauczycieli i uczniów. Jeśli chodzi o ostateczny efekt – bardzo dużo zależy od zaangażowania nauczycieli, ale także dyscypliny uczniów, a w przypadku młodszych dzieci, również rodziców. Ale tak jest również w przypadku tradycyjnych form nauczania.

A czego dowiedział się Pan o szkole i nauczaniu w czasie pandemii i nauczania zdalnego?

Wdrożenie edukacji na odległość pokazało, że duża część uczniów zmieniła swoje nastawienie do szkoły. Coraz częściej słyszę, że mówią o tęsknocie za tradycyjną szkołą. Kilka miesięcy temu takich głosów słyszelibyśmy zapewne mniej. Doświadczenia pracy zdalnej powodują, że otworzyliśmy się na nowe możliwości, technologie – zarówno nauczyciele, jak i uczniowie. Mimo że przez sytuację epidemiczną zostaliśmy niejako zmuszeni do zmiany trybu nauki na kształcenie na odległość, warto wykorzystać te doświadczenia również po powrocie do tradycyjnej formy nauczania. No i przekonaliśmy się, że w sytuacji szczególnej, przymusowej, potrafimy się w szybkim tempie wiele nauczyć.

Czy dostrzega Pan jakieś zalety zdalnego nauczania z punktu widzenia szkoły, nauczycieli?

Nowoczesna technologia, która jest tak przydatna w codziennym życiu, nie zastąpi bezpośredniego kontaktu nauczyciela z uczniem. Nie metoda decyduje o powodzeniu w nauczaniu, tylko osobowość nauczyciela, jego umiejętności oraz to, czy przykłada się do pracy. W nauczaniu na odległość bardzo ważne jest to, czy uczeń potrafi zachować samodyscyplinę i motywację do nauki własnej. W szkole nauczyciel ma narzędzia, aby zachęcić mniej zdyscyplinowanych uczniów do pracy. W przypadku zdalnej nauki te możliwości są mocno ograniczone. Ale wiem, że nauczyciele i dyrektorzy znajdują sposoby, aby zainteresować uczniów nauką na odległość i aby kontynuować pracę z dziećmi. Te umiejętności, narzędzia będą także w jakiejś części wykorzystywane również po powrocie do tradycyjnej formy nauki.

Jakie problemy zgłaszają nauczyciele prowadzący zdalne nauczanie? Oczywiście poza technicznymi, jak np. brak sprzętu.

Faktycznie, kwestia dostępu do komputera czy laptopa oraz internetu była pewnym wyzwaniem dla wielu rodzin. Wzięliśmy pod uwagę ewentualne trudności w tym zakresie, szczególnie jeśli chodzi o sytuację rodzin wielodzietnych. Dlatego określiliśmy wprost, że taka nauka nie musi być realizowana jedynie on-line. Uczeń nie musi mieć zajęć tylko przed komputerem. Dajemy możliwość zorganizowania nauki w różny sposób. O tym, jak będzie ona wyglądała, decyduje dyrektor szkoły, w porozumieniu z nauczycielem i przy uwzględnieniu sytuacji rodzinnej ucznia. Mieliśmy różne przykłady kształcenia na odległość. Niektórzy preferują pracę on-line, inni kontakt mailowy lub poprzez dziennik elektroniczny, a gdy nie było innej możliwości, przygotowywano dla dzieci pakiety wydrukowanych partii materiałów do samodzielnej nauki w domu. Chodzi o to, aby uczeń nie stracił kontaktu ze szkołą, ze swoim nauczycielem, i dobrze wykorzystał przymusową przerwę od tradycyjnej nauki.

Czy w tej sytuacji rząd jakoś pomaga nauczycielom?

Ministerstwo Edukacji zaoferowało dostęp do bezpłatnej platformy edukacyjnej www.epodręczniki.pl. Była ona przygotowana już przed wybuchem epidemii, a ten okres pokazał, jak bardzo jest przydatna. Korzysta z niej kilka milionów nauczycieli i uczniów. Znajduje się tam wiele tysięcy materiałów dydaktycznych, a także narzędzia do kontaktu w grupie, jest też możliwość tworzenia własnych materiałów. Będziemy ją dalej rozbudowywali. Warto też wspomnieć o pomocy, na jaką mogły liczyć samorządy i szkoły w kwestii dodatkowych środków finansowych na zakup sprzętu dla uczniów i nauczycieli. To w sumie blisko 370 mln zł. Dodatkowo Ministerstwo Cyfryzacji przekazało placówkom szkolnym kilkanaście tysięcy laptopów. Do tego należy uwzględnić te środki finansowe, ponad 160 mln zł, które Ministerstwo Edukacji Narodowej przeznaczyło na rządowy program „Aktywna Tablica”. Od 2015 r. realizujemy także program podłączania szkół do szerokopasmowego internetu – Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej. Do końca 2020 r. wszystkie chętne szkoły będą miały dostęp do internetu bezpłatnego. Myślimy o wspieraniu uczniów i nauczycieli, a rozwój szkół i innowacje w edukacji to kwestie, które są dla nas niezwykle ważne.

Niebawem uczniowie klas ósmych przystąpią do egzaminów. Czy sądzi Pan, że obecny rocznik jest przygotowany do tego na tym samym poziomie co poprzednie roczniki kończące szkołę?

Na egzaminie sprawdzana jest wiedza z całego okresu nauki – w tym wypadku w szkole podstawowej, nie tylko z ostatnich 2–3 miesięcy. Trudno jest porównywać wyniki z poszczególnych lat, bo zadania egzaminacyjne są inne niż w poprzednich latach. Myślę jednak, że poziom wiedzy i umiejętności większości uczniów nie powinien znacząco odbiegać od poziomu wcześniejszych roczników.

Czy nie obawia się Pan bałaganu związanego z opóźnioną rekrutacją do szkół średnich? Czy jest plan, jak do tego nie dopuścić?

Wszystko zostało dostosowane do obecnej sytuacji. 19 maja ogłosiliśmy harmonogram rekrutacji do szkół ponadpodstawowych na rok szkolny 2020/2021, w tym terminy postępowania rekrutacyjnego, składania dokumentów do klas I szkół ponadpodstawowych i klas wstępnych szkół ponadpodstawowych. Przed ogłoszeniem konsultowaliśmy ten harmonogram, aby uwzględnić wszystkie uwagi środowiska oświatowego. Chcieliśmy, aby dyrektorzy szkół, ale przede wszystkim uczniowie i ich rodzice, jak najszybciej otrzymali informację, jak będzie wyglądała tegoroczna rekrutacja do szkół średnich. Pragnę zapewnić młodzież i rodziców, że miejsc w szkołach nie zabraknie i każdy uczeń po wakacjach będzie mógł kontynuować naukę.

A co z uczniami, którzy nie dostaną się do szkół pierwszego wyboru?

Po pierwszym etapie rekrutacji uczniowie będą mogli składać dokumenty do tych szkół, w których będą wolne miejsca, i dyrektorzy, podobnie jak w poprzednich latach, będą decydowali o ich przyjęciu. Terminy rekrutacji musiały ulec przesunięciu ze względu na pandemię i zmianę terminu egzaminów. Zdajemy sobie sprawę z tego, że pojawią się emocje, ale one zawsze towarzyszyły rekrutacji.

Zdalne nauczanie, pokazało wielu rodzicom ogrom materiału, który muszą przyswajać ich pociechy. Szczególnie dzieci młodsze mają z tym problem. Rodzice się skarżą, że programy są przeładowane (nauczanie zdalne to w dużym stopniu zaangażowanie rodziców). Czy nie warto zastanowić się nad „odchudzeniem” programu?

Przyglądamy się treściom zawartym w podstawach programowych. Głosy o przeładowaniu podstawy programowej pojawiają się w przestrzeni medialnej od dawna. Jako nauczyciel historii uważam, że w nowej podstawie znalazły się te elementy, które powinny się w niej znaleźć. Nie widzę tam specjalnie przeładowania materiału. Bardzo dużo zależy od tego, jak nauczyciel pracuje w praktyce. Podstawa programowa jest jedynie busolą, wyznacznikiem kierunku pracy z uczniem. To, jak będzie realizowana, zależy od nauczyciela. Może on wykorzystywać podręcznik, ale może również pracować z materiałami dodatkowymi. Nie traktujemy podręcznika jako książki, którą każdy uczeń musi znać na pamięć. Przede wszystkim starajmy się kształtować u młodych ludzi umiejętność analizowania, krytycznego podejścia do tematu i myślenia. Taka szkoła daje szansę na sukces w dorosłym życiu i motywuje do samodzielnej pracy.

Czy myśli Pan o czarnym scenariuszu i ewentualnej drugiej fali epidemii jesienią?

Nie jesteśmy dziś w stanie stwierdzić, co będzie działo się we wrześniu czy w październiku. Jedno jest pewne, podobnie jak teraz, również i potem będziemy ściśle współpracować z Ministerstwem Zdrowia i GIS, tak aby podjąć decyzje dotyczące pracy przedszkoli, szkół i placówek oświatowych. W tej chwili stopniowo przywracamy ich funkcjonowanie w formie stacjonarnej. Mamy nadzieję, że od września będzie można wrócić do tradycyjnej formy nauki.

Czy ministerstwo zastanawia się, jak będzie wyglądała szkoła po pandemii? Czy nie trzeba będzie powtarzać tego materiału, który był zdalnie nauczany, bo nie wszystkie dzieci dały sobie radę z przyswojeniem go w tych warunkach?

Zawieszenie zajęć w szkołach nie oznacza, że program nauczania nie jest realizowany. Oczywiście jeśli po powrocie do szkoły we wrześniu pojawią się ze strony uczniów propozycje, aby nauczyciel jeszcze raz wyjaśnił jakiś temat czy powrócił do tego, co sprawiało uczniom najwięcej trudności, lub jeśli nauczyciel stwierdzi konieczność uzupełnienia wiedzy, trzeba będzie to zrobić. Nie mogę wykluczyć, że w niektórych wypadkach warto będzie wprowadzić dodatkowe zajęcia uzupełniające lub konsultacje.

Czy ministerstwo zamierza sprawdzać, jak szkoły poradziły sobie w czasie pandemii? Czy przygotowywany jest jakiś plan naprawczy dla placówek, które nie dały sobie rady, a to okaże się na przykład podczas egzaminów klas ósmych?

Obecna sytuacja panująca w kraju, a także w edukacji jest wyjątkowa. Wymaga zrozumienia i odpowiedzialności od wszystkich – od rodziców, uczniów i całego środowiska oświatowego. Kuratorzy oświaty, którzy sprawują nadzór pedagogiczny nad szkołami, wspierali dyrektorów szkół w sprawnym wdrażaniu nauczania na odległość, biorąc pod uwagę lokalne warunki. Nauczyciele i dyrektorzy szkół będą widzieli we wrześniu, jakie są efekty kształcenia na odległość i gdzie potrzebny jest dodatkowy wysiłek. Sam wynik egzaminu nie świadczy o wszystkim.•

Dariusz Piontkowski

jest ministrem edukacji narodowej od 2019 r. Z wykształcenia jest historykiem, pracował jako nauczyciel. Był radnym, pełnił również urząd marszałka województwa podlaskiego. Pochodzi z Białegostoku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama