Nowy numer 43/2020 Archiwum

Tak św. Jadwiga nokautowała Pana Boga

Zawiłości sytuacyjne i ludzkie są bardzo duże i nieraz trudno jest odpowiedzieć, co jest naprawdę dobre. Co wtedy? Odpowiada przełożona generalna jadwiżanek wawelskich s. Marzena Władowska.

Jarosław Dudała: Według pobożnej legendy, patronka Waszej Wspólnoty i dnia dzisiejszego, św. Jadwiga Królowa, modliła się przed tzw. Czarnym Krzyżem na Wawelu. Pan Jezus miał jej wtedy powiedzieć: "Czyń, co widzisz". Co to właściwie znaczy?

S. Marzena Władowska: Nie nazwałabym tego pobożną legendą. Raczej: przekazem. Czyli czymś o znacznie większym ciężarze gatunkowym. Zresztą, na płycie pod Czarnym Krucyfiksem widnieje opis tego zdarzenia.

Historia potwierdza, że Jadwiga często modliła się, także w nocy, u stóp tego krzyża. Rozmawiała z Chrystusem, szukając u Niego światła dla rozwiązywania wszystkich trudnych spraw. I to właśnie z tego wizerunku miała kiedyś usłyszeć: “Czyń co widzisz”. W tamtej chwili nie otrzymała jednak od Chrystusa jakiegoś gotowego rozwiązania sytuacyjnego. Jej wzrok został natomiast zwrócony ku Panu Jezusowi, ku Jego Pasji, czyli miłości, która daje siebie całkowicie i do końca. I ta wewnętrzna zgoda Jadwigi na poddanie się Bogu, na Jego działanie i na konsekwencje przyjętych rozwiązań (także te bolesne), które była gotowa ponieść z miłości do Niego, przynosiły jej światło potrzebne do znalezienia rozwiązań sytuacyjnych.

Tak św. Jadwiga nokautowała Pana Boga   Św. Jadwiga pod Czarnym Krzyżem

Wpatrując się w Krzyż, odkrywała najgłębszą motywację dla swoich czynów. Patrząc na Tego, który wydaje siebie do końca, ona – chcąc również wydawać siebie do końca -  uzyskiwała potrzebne światło dla rozeznawania bieżących sytuacji. Nie robiła tego na poziomie samej tylko ludzkiej mądrości - przez zestawianie faktów, ważenie argumentów. Była trochę jak Maryja w Kanie - swoim totalnym oddaniem się Bogu „nokautowała” Go i wtedy On, „pokonany” jej miłością, udzielał jej Swojej mądrości; mądrości, która widzi dalej i rozumie więcej.

To jest interakcja: Bóg oddaje się cały człowiekowi - człowiek całkowicie powierza się Bogu, chcąc kochać tak, jak On, i wtedy Bóg przychodzi do niego ze swoim światłem.

Dewizą Waszego zakonu jest właśnie „miłuj i czyń, co widzisz”. A skąd to „miłuj”?

Nasza dewiza jest połączeniem „miłuj” św. Augustyna z jadwigowym „czyń co widzisz”. Dla mnie augustynowe "kochaj i czyń, co chcesz"  i jadwigowe „czyń, co widzisz” to dwie odsłony tej samej rzeczywistości.

To pierwsze zdanie pochodzi z homilii św. Augustyna, będącej komentarzem do Pierwszego Listu św. Jana. Augustyn mówi w nim, że ludzkie czyny różnią się pod względem wartości tylko miłością i że niejeden czyn zewnętrznie wygląda na dobry, ale nie wyrasta z korzenia miłości. Jest jak kwiat, który ma ciernie. Inne natomiast czyny mogą czasem wyglądać na surowe, twarde, mogą się wydawać trudnymi rozwiązaniami, a jednocześnie dokonywać się z pobudek miłości. Dlatego właśnie Augustyn mówi: "Kochaj i czyń, co chcesz". I dodaje: "Gdy milczysz - milcz z miłością; gdy mówisz - mów z miłością; gdy karcisz - karć z miłością; jeśli przebaczasz - przebaczaj z miłości". Chodzi o to, żeby we wszystkim był korzeń miłości, a wtedy można robić, co się chce. Bo wtedy tak naprawdę nie robi się tego, co się chce, tylko robi się to, „co się widzi" u Chrystusa - jak Jadwiga. Widzi się miłość Boga i to ona podpowiada rozwiązania.

Dla mnie to jest matryca duchowego rozeznawania i postępowania. Oczywiście, nie dorastam do tego...  Mówimy tu o świętych. O tych, którzy odbili w sobie podobieństwo do Chrystusa. Ale dla mnie jest to wielka podpowiedź: kiedy szukam odpowiedzi na pytanie, co mam konkretnie robić, jaką podjąć decyzję, to mogę pewne sytuacje rozwiązywać na poziomie tylko naturalnym, na poziomie czystego rozumu i rozsądku. Mogę rozważać argumenty, zastanawiać się, co jest mi bliższe. Mogę też prosić Ducha Świętego o światło, o wsparcie i patrzeć, przy którym rozwiązaniu odczuwam większy duchowy pokój. I te wszystkie działania są potrzebne, ale jednocześnie to jest wciąż za mało. Po latach dostrzegam pewną  duchową prawidłowość: w szeregu sytuacji wyraziste światło przychodzi do mnie dopiero wtedy, gdy decyduję się na ponowne całkowite oddanie się Bogu i ludziom do dyspozycji - w tej konkretnej sytuacji życiowej. I wtedy już nie koncentruję się na uzyskaniu „optymalnego” rozwiązania, ani nie zajmuję się mierzeniem kosztów własnych. Po prostu oddaję się Bogu. Wtedy pojawia się inne światło poznania. Zaczyna do mnie docierać jakaś „inna” mądrość, która nie płynie z samego tylko zestawiania ludzkich spraw i życiowego doświadczenia, ale ma w sobie coś z rozumienia płynącego „z góry”.

Jadwiga jest dla mnie człowiekiem zakochanym w Bogu. Ona chciała pełnić wolę Boga. Jak Jezus, który mówił, że robi tylko to, co wpierw widział u Ojca, a nas zaprasza do tego, żebyśmy byli Jego uczniami, czyli naśladowali Go w tym. On czynił to, co widział u Ojca, my mamy czynić to, co widzimy u Niego – i to jest właśnie to "czyń, co widzisz".

A co On właściwie robi? Oddaje swoje życie Ojcu za ludzi, bez względu na trud okoliczności zewnętrznych i wewnętrznych. Przebacza ludziom. Przebacza totalnie. Pomimo opuszczenia, wzywa Boga i ufa Mu. W męce troszczy się o innych. Nie liczy kosztów własnych. Nie patrzy na siebie. Bierze na siebie to, co Mu zostało przez okoliczności życia podane i bezwarunkowo w nich kocha. Swoim zawierzeniem Ojcu i swoją miłością przyprowadza nas do Niego.

Dla mnie to są rzeczy niezwykłe.

Człowiek, który wpatruje się w Pasję Chrystusa wyobrażoną choćby w Czarnym Krucyfiksie wawelskim i który wpatruje się w Mękę Chrystusa uobecnianą dla nas codziennie w Eucharystii, uzyskuje najgłębsze światło i najgłębszą motywację dla swojego działania.
Moje doświadczenie jest takie: jeśli otrzymuję jakieś wewnętrzne światło, jeśli kiedykolwiek towarzyszy mi pokój duchowy, że moje rozeznanie jest bliskie Bogu, to płynie to stąd, że po raz kolejny dokonuję jakiegoś sytuacyjnego zawierzenia Bogu i pragnę oddać Mu w tej sytuacji wszystko. Chcę tak, jak On. I wtedy przychodzi do mnie światło. To jest jakaś wielka tajemnica.

Słowa Augustyna i doświadczenie Jadwigi to jest to samo, tylko z innej strony. Jeżeli miłość jest korzeniem w sercu człowieka, to wszystko co on robi, pachnie miłością. Jeśli to jest miłość prawdziwa, to patrzy i chce w darze życia naśladować Chrystusa, czyli "czynić to, co widzi".

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama