Nowy numer 27/2020 Archiwum

Pierwszy wspólny egzamin

Nie przełożyli ślubu, mimo że ryzykowali. Teraz… cieszą się i mówią: warto było.

Ślub przygotowywali długo. Wszystko było dobrane, dograne i zapięte na ostatni guzik. Aż nagle wybuchła epidemia. I co dalej? Zmienić datę, odwołać? Wziąć cichy ślub, choć przecież rodzina ogromna? Jak poradziły sobie i radzą pary, którym przyszło ślubować miłość, wierność i uczciwość małżeńską w czasie epidemii koronawirusa? Dla wielu czas pandemii był czasem prawdziwej wiary, nadziei i miłości. Czasem pozytywnej próby.

Na miłość zawsze jest czas

Adrianna i Łukasz Bardzińscy. Małżeństwo od prawie dwóch miesięcy. Brali ślub wtedy, gdy w kościele mogła być tylko garstka osób, a oni wchodzili do świątyni w maseczkach.

– Długo łudziliśmy się, że coś się zmieni. Chcieliśmy zwyczajnego wesela z udziałem rodziny, przyjaciół i znajomych. Wszystko mieliśmy przygotowane: salę, DJ-a, fotografa – opowiada Adrianna. – Jednakże to ślub, sakrament był dla nas priorytetem, a zabawa sprawą wtórną.

– Nawet przez chwilę nie pomyśleliśmy o przełożeniu ślubu – dodaje Łukasz. – Pod znakiem zapytania stała jedynie liczba gości. Z oczywistych względów trzeba było ją mocno zmniejszyć. Musieliśmy też zmienić świadka, który na stałe mieszka w Szwecji i nie mógł dojechać.

Co na to wszystko rodzina? Rodzice? – Przyznam, że często pojawiały się pytania, pełne obaw i troski. Jednocześnie bardzo nas wspierali. Dla mnie trudnym doświadczeniem był fakt, że zabrakło przy mnie mojej siostry i dwójki siostrzeńców, którzy mieszkają na drugim końcu Polski. Ale przecież łączyliśmy się duchowo – opowiada Adrianna.

Ślub odbył się tydzień po Wielkanocy. W kościele, prócz młodych, byli obecni ich rodzice. Wszystko działo się z zachowaniem środków ostrożności, zgodnie z prawem.

– Z planów wielkiego wesela oczywiście nic nie wyszło. Zrobiliśmy obiad weselny dla rodziców. Przygotowaliśmy playlistę „do kotleta”, a zatańczyliśmy pierwszy taniec, którego uczyliśmy się od dawna. Owszem, brakowało nam osób bliskich, z którymi by się pobawiło i potańczyło. Ale… to wszystko przed nami – śmieje się Łukasz.

Młoda para planuje już rocznicę i wspólne świętowanie. Za niecały rok chcą zrobić imprezę dla gości. Powoli też zaczynają myśleć o podróży poślubnej. Może pojadą już we wrześniu w rejon Morza Śródziemnego? Wszystko zależy od rozwoju sytuacji.

Adrianna z Łukaszem cieszą się, że epidemia nie zatrzymała ich planów. – Najważniejsze, że jesteśmy już razem jako mąż i żona. To jest dowód na to, że jak czegoś się pragnie, to można to osiągnąć. A miłość jest większa niż koronawirus. Cała ta sytuacja była dla nas sprawdzianem: należy z pokorą przyjmować różne sytuacje. To taki przedsmak życia małżeńskiego. Zdaliśmy pierwszy sprawdzian ze wspólnego życia – cieszą się.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także