Nowy numer 48/2020 Archiwum

Dzieci z hotelu "Wenecja"

Dla człowieka, który ma w sobie choć trochę empatii, film z hotelu "Wenecja" powinien być dowodem na to, że dziecięcego biznesu należałoby zakazać. Czy tak się stanie?

Ukraińska Rzecznik Praw Obywatelskich pomaga zagranicznym parom odebrać dzieci zamówione w przychodni reprodukcyjnej. Ludmyła Denisowa podała, że ponad 90 małżeństw z innych państw poprosiło ją o pomoc w załatwieniu formalności związanych z wywiezieniem z Ukrainy niemowląt urodzonych przez surogatki. To kolejna odsłona historii, która stawia włosy dęba i która wcale nie musi doczekać się szczęśliwego końca.

W połowie maja do mediów trafiło nagranie z kijowskiego hotelu „Wenecja”. Filmik był dziełem agencji zajmującej się surogacją, czyli znajdowaniem kobiet, które za pieniądze rodzą dzieci, a później oddają je klientowi. Firma pokazała noworodki, które z powodu zamknięcia granic nie zostały odebrane. W ten sposób właściciele zamierzali wpłynąć na władze kraju, by te umożliwiły przyjazd na Ukrainę klientom pochodzącym m.in. z zachodniej Europy i Argentyny.

Sprawa wywołała skandal, bo na jaw wyszło wiele patologii związanych z surogacją. Media podały, że kobiety pracujące jako matki zastępcze są trzymane w warunkach urągających ludzkiej godności. Opisano też historię dziewczynki zamówionej przez amerykańską parę. Dziecko przyszło na świat chore, więc klienci zażądali od szpitala wstrzymania pomocy medycznej, by zmarła. Przeżyła, ale para z niej zrezygnowała. 4-letnia dziś dziewczynka o angielskim imieniu mieszka w domu opieki.

Nie mam wątpliwości, że to wszystko to tylko wierzchołek góry lodowej. Doniesienia z krajów, w których macierzyństwo zastępcze jest równie częstym zjawiskiem, nie pozostawiają złudzeń co do tego, że podobne sytuacje są nieuniknionym skutkiem ubocznym dziecięcego biznesu. Prawda jest jednak taka, że nawet nagranie autorstwa agencji pokazało, jak ciężką patologią jest sama surogacja. Dzieci, które sfilmowano, są wprawdzie czyste i zadbane, ale widać wyraźnie, że sprowadzono je do roli produktu czekającego w magazynie na wysyłkę. Dla człowieka, który ma w sobie choć trochę empatii, film powinien być dowodem na to, że dziecięcego biznesu należałoby zakazać (w tej chwili ukraińskie prawo w ogóle nie reguluje tej kwestii, więc wolno wszystko, a przepisy zachodnich państw najwyraźniej nie przeszkadzają obywatelom korzystać za granicą z tej usługi, nawet jeśli w kraju byłaby zabroniona). Takie głosy się pojawiają, ale czy przeważą? Jak pokazuje zachowanie RPO, handlarze dziećmi mogą liczyć na poparcie przynajmniej niektórych publicznych instytucji. To nie napawa optymizmem.  

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jakub Jałowiczor

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w radiu „Kampus”. Współpracował m.in. z dziennikiem „Polska”, „Tygodnikiem Solidarność”, „Gazetą Polską”, „Gazetą Polską Codziennie”, „Niedzielą”, portalem Fronda.pl. Publikował też w „Rzeczpospolitej” i „Magazynie Fantastycznym” oraz przeprowadzał wywiady dla portalu wideo „Gazety Polskiej”. Autor książki „Rzecznicy”. Jego obszar specjalizacji to sprawy społeczno-polityczne, bezpieczeństwo, nie stroni od tematyki zagranicznej.
Kontakt:
jakub.jalowiczor@gosc.pl
Więcej artykułów Jakuba Jałowiczora

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także