Nowy numer 28/2020 Archiwum

Tłum i hałas

Myśl wyrachowana: Kościół spowoduje zbiegowisko, gdy zapłonie - Duchem Świętym.

Coś słychać, że katedra Notre Dame po odbudowaniu ma zostać przekształcona w muzeum. Takie sugestie coraz częściej pojawiają się w mediach francuskich. Mimo jasnego stanowiska arcybiskupa Paryża Michela Aupetita, który przypomina, że jest to przede wszystkim miejsce kultu religijnego i że kamieniem węgielnym tej katedry jest sam Chrystus, te głosy przybierają na sile. Nawet w katolickim dzienniku „La Croix” ukazał się artykuł, którego autor uznał, że opcja muzeum byłaby „mniejszym złem”, bo obecne tam cały dzień hordy turystów nie pozwalają wiernym się skupić i utrudniają udział w nabożeństwie.

Ciekawe podejście. Coś w klimacie powiedzonka: „Jeśli wódka w pracy szkodzi, porzuć pracę – o cóż chodzi”.

To dość odległe od ducha Ewangelii usuwać się z chwałą Bożą, bo jest dużo ludzi i hałas. W dniu zesłania Ducha Świętego przed Wieczernikiem było bardzo dużo ludzi. A zbiegli się tam właśnie dlatego, że był hałas. I, jak wiemy z Dziejów Apostolskich, trzy tysiące spośród nich nawróciło się i przyjęło chrzest.

To żaden problem, że gdzieś są ludzie. Właśnie dobrze, że są. Problemem jest to, że oni nie dostają duchowego pożywienia nawet w domu zbudowanym po to, żeby się ludzie karmili Bogiem. Zrobić muzeum z katedry to jak w eleganckiej restauracji oferować oglądanie sprzętów do przyrządzania posiłków i wysłuchiwanie pogadanek o menu przodków, którzy się tam stołowali.

Różnica między tłumem zebranym pamiętnego dnia w Jerozolimie a turystami w kościołach jest taka, że ci pierwsi byli zaskoczeni i zaciekawieni, zaaferowani i zdumieni. Natomiast ci drudzy są z reguły znudzeni. Nie spodziewają się niczego poza kolejną porcją informacji o witrażach, maswerkach, rozetach i przyporach. Ale są – jak wtedy w Świętym Mieście byli „pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem”. Tyle tylko, że nic ich jeszcze nie zaskoczyło. Nie usłyszeli szumu „jak uderzenie gwałtownego wiatru”, nie zobaczyli ludzi głoszących z mocą i zrozumiale dla każdego wielkie dzieła Boże. A powinni zobaczyć.

Nie ma żadnego powodu, żeby ci wszyscy turyści nie mogli wrócić do swoich domów jako nowi ludzie. Problem nie w przeszkodach leżących na drodze Dobrej Nowiny, tylko w małej liczbie chętnych do poddania się Duchowi Świętemu. Bo to nie jest tak, że dziś Duch wieje słabiej. Wieje równie mocno – ale tam, gdzie są Wieczerniki, w których ktoś na Niego czeka i o Niego prosi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także