Nowy numer 47/2020 Archiwum

Wizja mówi więcej

Aby sztuka mogła dopowiedzieć coś do teologii, musi oderwać się od jej języka. Dlatego w poezji Karola Wojtyły najbardziej cenię rozmach jego wizji.

Pamiętam moje pierwsze zaciekawienie poezją Karola Wojtyły. To był rok 1997, Ustronie Morskie. Byłem już wtedy studentem polonistyki, do tego oazowiczem, więc oczywiście wiedziałem, że papież pisał wiersze. Kilka razy nawet do nich zaglądałem. Ale jakoś do tego momentu nie znajdowałem tam niczego, co by przykuło moją uwagę. Tego wieczoru jednak, wracając z plaży, natknąłem się na grupę ludzi otaczających śpiewającą dziewczynę. Była niewidoma, a w jej głosie i słowach, które płynęły z jej ust, było coś tak przeszywającego, że nie sposób było się nie zatrzymać:

Gdy z bezmiaru wyłaniałeś czas i opierałeś się na przeciwnym brzegu, usłyszałeś daleki mój płacz, i od wieków wiedziałeś, dlaczego. Wiedziałeś, że takiej tęsknoty, która raz się napiła z Twych ócz nie nasycą słoneczne zachwyty, lecz rozkrwawią jak brzegi róż.

Nie wiedziałem wtedy, kto jest autorem tych słów – dowiedziałem się chwilę później. Cytowane tu strofy pochodzą z „Pieśni o Bogu ukrytym” – poematu, którego obszerne fragmenty młody seminarzysta z Wadowic opublikował w 1946 r. w „Głosie Karmelu”. Było to, dodajmy, jedyne dzieło literackie Karola Wojtyły sprzed przyjęcia święceń kapłańskich, które autor sam podał do druku – anonimowo zresztą. Dla mnie to najlepszy dowód tego, że z dystansem podchodził do własnej twórczości. Ale też dowód jego świadomości tego, co w tej poezji jest najbardziej wartościowe. Spośród juweniliów, które wspólnych publikacji doczekały się dopiero po kilku dziesięcioleciach, to właśnie „Pieśń o Bogu ukrytym” porusza mnie najbardziej. Może dlatego, że widać tu ślady rodzącego się właśnie powołania (badacze twierdzą obecnie, że utwór mógł powstać jeszcze przed wstąpieniem Wojtyły do seminarium). Słońce, góry, zieleń drzew, nawet pojedyncze liście – wszystko w tym poemacie odsyła do Stwórcy i Go przywołuje. Ale i sam Stwórca przywołuje tu człowieka, bo przecież z obserwacji przyrody rodzi się tęsknota za Nim – bliska tej, której musiał doświadczać św. Augustyn, kiedy pisał, że „Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”.

To Ty, Piotrze

Drugie poruszenie związane z poezją Karola Wojtyły miało miejsce niedługo później, kiedy wpadła mi w ręce książka „Dar i tajemnica”, w której papież opisuje historię swojego powołania. Jan Paweł II cytuje tam m.in. fragment poematu „Kościół”:

To Ty, Piotrze. Chcesz być tutaj Posadzką, by po Tobie przechodzili (idąc przed siebie nie wiadomo dokąd), by szli tam, gdzie prowadzisz ich stopy, by łączyły się w jedno przestrzenie poprzez wzrok, który pomaga urodzić myśl. Chcesz być Tym, który służy stopom – jak skała raciczkom owiec: Skała jest także posadzką gigantycznej świątyni. Pastwiskiem jest krzyż.

Dziś, kiedy patrzę na ten fragment chłodnym polonistycznym okiem, nie wydaje mi się on szczególnie udany. Chętnie wykreśliłbym z niego niewiele wnoszący nawias i brzmiące tu dość niezgrabnie słowo „gigantycznej”. Ale przy tamtej lekturze nie miało to znaczenia. Zobaczyłem wówczas w tym wierszu zapis kolejnego etapu powołania. Nie wiem, czy tak go odczytywał sam papież. W „Darze i tajemnicy” zanotował jedynie, że napisał go pod wpływem obrazu święceń kapłańskich w bazylice św. Piotra, na początku obrad Soboru Watykańskiego II: „Pisząc te słowa, myślałem zarówno o Piotrze, jak i o całej rzeczywistości kapłaństwa służebnego, starając się uwydatnić głębie znaczenia owej liturgicznej prostracji. W tej postawie leżenia krzyżem przed otrzymaniem święceń wyraża się najgłębszy sens duchowości kapłańskiej: tak jak Piotr przyjąć we własnym życiu krzyż Chrystusa i uczynić się »posadzką« dla braci”. Być może papieżowi nie wypadało tego dodawać, ale dla mnie to wiersz proroczy. Bo przecież szesnaście lat po jego napisaniu sam autor stał się Piotrem prowadzącym swoje owce na pastwisko krzyża.

Kościół potrzebuje sztuki

Moje bardziej świadome i pełniejsze czytanie papieskiej poezji zaczęło się jednak znacznie później – od lektury „Tryptyku rzymskiego”. Można więc powiedzieć, że czytałem ją niejako od końca. Wydaniem tego utworu w 2003 r. Jan Paweł II zaskoczył wszystkich, bo odkąd został papieżem, nie publikował już przecież żadnych nowych wierszy. Tym większe było więc teraz oczekiwanie na jego poetyckie słowo.

Znaczącym gestem wydawał się już podpis pod dziełem literackim: „Jan Paweł II”, a nie, jak dotąd, „Karol Wojtyła”. Tym tekstem papież bowiem sam odpowiedział na zadanie, które cztery lata wcześniej postawił przed ludźmi sztuki w „Liście do artystów”. Ojciec Święty mówi tam wprost, że sztuka to powołanie, dlatego Kościół potrzebuje sztuki. Ta relacja działa zresztą także w drugą stronę: sztuka potrzebuje Kościoła, bo bez Bożego tchnienia staje się tylko zabawką, pustą formą.

Z relacji Marka Skwarnickiego, któremu Jan Paweł II powierzył pracę nad redakcją dzieła, wynika, że papież miał początkowo wątpliwości co do tego tekstu. Być może nawet nie był przekonany, czy nadaje się on do druku. „Nie wiem, czy ma to coś wspólnego z poezją, od której właściwie odszedłem, ale która od czasu do czasu wciąż mnie kusi” – napisał w liście do Skwarnickiego. To „kuszenie” miało poważne podstawy: papież uważał, że poezja może wyrazić prawdy, dla których język nauk ścisłych, czy nawet teologii, okazuje się niewystarczający. Dlatego pozytywna opinia redaktora, a potem także noblisty Czesława Miłosza była dla niego zachętą do publikacji.

Natchnione freski

Czy Miłosz miał rację, wpisując „Tryptyk rzymski” w poczet „wielkiej” twórczości religijnej? Osobiście tylko po części zgadzam się z tą diagnozą. Od strony formalnej „Tryptyk” na pewno nie jest dziełem doskonałym. Obok ładnych poetyckich fraz są w nim fragmenty nieco „przegadane” – niewiele wnoszące powtórzenia, nadmiar nawiasów rozbijających tok wiersza, teologiczne wtręty, które, zamiast rozjaśniać, zaciemniają znaczenia. Natomiast wielkość tego poematu tkwi, moim zdaniem, gdzie indziej – w rozmachu wizji:

Zatoka lasu zstępuje w rytmie górskich potoków ten rytm objawia mi Ciebie, Przedwieczne Słowo.

To właśnie obrazom podobnym do tego, który otwiera „Tryptyk rzymski”, a nie pojęciom takim jak „prasakrament” czy „Komunia Osób”, zawdzięcza ów poemat swoją teologiczną głębię. Bowiem aby sztuka mogła dopowiedzieć coś do teologii, musi oderwać się od jej języka. Tylko wtedy możliwe jest oświetlenie tej samej prawdy z innej strony. Jan Paweł II zresztą doskonale to rozumie, skoro w drugiej części swojego poematu prowadzi nas do kaplicy Sykstyńskiej. W tym właśnie miejscu natchnione freski Michała Anioła ukazują nam człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boga. Wraz z genialnym malarzem przechodzimy drogę od Początku do Kresu, czyli Sądu. W „Posłowiu” do części drugiej Jan Paweł II daje zaś wskazówkę kardynałom, którzy zgromadzą się po jego śmierci na konklawe w kaplicy Sykstyńskiej: „Trzeba by przemawiała do nich wizja Michała Anioła”. Warto dodać, że kard. Joseph Ratzinger, pisząc wstęp do „Tryptyku”, właśnie część dotyczącą konklawe uznał za najbardziej wzruszającą. Nic dziwnego, bo poeta znów staje się tu prorokiem, czyli tym, który mówi w imieniu Boga, oznajmia Jego wolę:

Ty, który wszystko przenikasz – wskaż! On wskaże...

Czytając poezję Karola Wojtyły – Jana Pawła II, szukam właśnie takich natchnień. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także