Nowy numer 49/2020 Archiwum

Wybory od nowa

Rozwiązanie, jakie zaproponowali Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin, nie likwiduje problemu wyborów prezydenckich, ale daje czas, aby je przygotować w sposób bezpieczny i w zgodzie z zasadami demokratycznymi.

Gdy dziesięciu kandydatów na urząd prezydenta 6 maja wieczorem uczestniczyło w TVP w debacie, prezes PiS Jarosław Kaczyński oraz przewodniczący Porozumienia Jarosław Gowin uzgadniali ostatnie szczegóły wspólnego oświadczenia. Wskazało ono drogę wyjścia z kryzysu wokół wyborów prezydenckich. Kryzysu, który mógł doprowadzić do zachwiania ładu konstytucyjnego w Polsce. Można powiedzieć, że był to ostatni moment, gdyż wybory miały się odbyć cztery dni później. Oświadczenie liderów Zjednoczonej Prawicy jest „kupieniem” około dwóch miesięcy na rzetelne przygotowanie regulacji, które pozwolą przeprowadzić głosowanie w sposób bezpieczny pod względem sanitarnym i zgodnie z zasadami demokratycznymi, których nie można będzie zakwestionować. Prawo, według którego wybory miały się odbyć 10 maja, nie dawało takich gwarancji, a obóz rządzący i opozycja nie porozumiały się, choć kompromisowe rozwiązania się pojawiały.

Plan dwóch Jarosławów

Gdy wydawało się, że doszło do takiego zapętlenia prawnego i politycznego, że katastrofa wyborcza jest nieunikniona, liderzy PiS i Porozumienia wydali wspólne oświadczenie zawierające, jak podkreślają, „rozwiązanie, które zagwarantuje Polakom możliwość wzięcia udziału w demokratycznych wyborach”.

Pierwszy punkt planu odwołanie głosowania 10 maja z uwagi na to, że organizacja wyborów w tym terminie okazała się niemożliwa. Jak wiemy, tak też się stało. Jeszcze 7 maja Państwowa Komisja Wyborcza wydała komunikat, że głosowanie 10 maja nie może się odbyć. Wyjaśniła też, z jakiego powodu. Otóż w kwietniowej ustawie dotyczącej drugiej tarczy antykryzysowej zostały zawieszone kompetencje Państwowej Komisji Wyborczej, m.in. w zakresie ustalenia wzoru karty do głosowania i zarządzenia druku kart, a to sprawiło, że „głosowanie w wyborach Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 10 maja 2020 r. jest niemożliwe. Karty wyborcze są bowiem warunkiem koniecznym do przeprowadzenia głosowania” – wyjaśniła PKW.

Drugi element planu Kaczyński–Gowin wskazywał na rolę Sądu Najwyższego. Do tej instytucji należy obowiązek stwierdzenia ważności wyborów. Autorzy porozumienia wskazali, że jeśli głosowanie się odbędzie, to jest oczywiste, że SN ogłosi ich nieważność (PKW 10 maja zdecydowało, że SN nie musi się w tej sprawie wypowiadać, ale o tym później). Po przewidywanej decyzji SN marszałek Sejmu ogłosiłby nowe wybory prezydenckie w pierwszym możliwym terminie. Porozumienie określa, że mają być one korespondencyjne i przeprowadzone przez Państwową Komisję Wyborczą.

Droga do nowych wyborów

Plan Kaczyński–Gowin daje mniej więcej dwa miesiące na przeprowadzenie nowych wyborów. Wynika to z konstytucji, która mówi, że nowy prezydent powinien zostać wybrany przed zakończeniem kadencji urzędującej głowy państwa (w obecnej sytuacji to 6 sierpnia). Dlatego ostatni możliwy termin pierwszej tury głosowania to 19 lipca, a drugiej – 2 sierpnia. Przyjrzyjmy się chronologii procesów, jakie muszą w tym czasie zajść.

Po odwołaniu głosowania PKW miała przekazać Sądowi Najwyższemu sprawozdanie, na podstawie którego Izba Dyscyplinarna tego sądu miała w ciągu 30 dni wydać decyzję dotyczącą nieważności wyborów. W tym czasie miała też m.in. rozpatrzyć ewentualne protesty wyborcze. Tak się nie stało. Przewodniczący PKW Sylwester Marciniak 10 maja, tuż po godzinie 21 (wtedy miały być zamknięte lokale wyborcze), nieoczekiwanie ogłosił, że PKW nie wyśle sprawozdania z wyborów do Sądu Najwyższego, gdyż te się nie odbyły. Jako powód PKW wskazała, że „brak było możliwości głosowania na kandydatów”. Uchwałę przekazano marszałkowi Sejmu.

Teraz marszałek Sejmu ma 14 dni na wyznaczenie daty całkowicie nowych wyborów. Oznacza to, że poznamy ich termin do 24 maja, ale na pewno nastąpi to wcześniej, gdyż PiS-owi zależy, aby wybory odbyły się jak najszybciej. Musi to nastąpić w ciągu 60 dni od ich zarządzenia i w dzień wolny od pracy.

Po decyzji PKW, wykluczającej Sąd Najwyższy z procesu wyborczego, wśród prawników rozgorzał spór, czy jest to zgodne z prawem. Stanowisko PKW poparł były sędzia Trybunału Konstytucyjnego i były szef PKW Wojciech Hermeliński, który stwierdził, że marszałek Sejmu ma prawo zarządzić nowe wybory bez wyroku SN, gdyż głosowanie zaplanowane na 10 maja się nie odbyło. Podobnego zdania jest konstytucjonalista prof. Marek Chmaj.

Wskazując kalendarium nowych wyborów, trzeba też brać pod uwagę czas, jakiego potrzebuje obóz rządzący na nowelizację kodeksu wyborczego. Nawet jeśli projekt zmian zostanie złożony i przyjęty przez Sejm do połowy maja, należy się liczyć z tym, że marszałek Senatu Tomasz Grodzki z opozycyjnej Koalicji Obywatelskiej przetrzyma go 30 dni, a wówczas zmiany mogłyby wejść w życie dopiero ok. 20 czerwca. Taką strategię zastosował marszałek Grodzki wobec ostatniej nowelizacji kodeksu wyborczego – w efekcie trafiła ona do Sejmu 7 maja, co było jednym z powodów, dla których wybory się nie odbyły (nie było czasu na ich zorganizowanie).

Problem tkwi w szczegółach

Oprócz przesunięcia daty głosowania porozumienie liderów Zjednoczonej Prawicy przewiduje, że partia Jarosława Gowina przygotuje nowelizację ustawy określającej zasady nowych wyborów prezydenckich w 2020 r. i po uzgodnieniu z PiS złoży ją w Sejmie. W chwili zamykania tego numeru „Gościa” nie była znana jej treść.

Ramy nowych przepisów wyznaczają dwa założenia. Po pierwsze, ze względu na konieczność zapewnienia bezpieczeństwa w sytuacji epidemii koronawirusa głosowanie powinno odbyć się drogą korespondencyjną. Po drugie, przeprowadzi je Państwowa Komisja Wyborcza, a nie, jak obecnie przewiduje ustawa, minister ds. aktywów państwowych. Przywrócenie zasady mówiącej o tym, że głosowanie zorganizuje PKW, ma zapewnić przestrzeganie demokratycznych zasad wskazanych w konstytucji – powszechności, równości, bezpośredniości i tajności. Obecnie obowiązujące prawo takich gwarancji nie dawało, a brak rozporządzeń określających szczegóły głosowania tylko zwiększał wątpliwości. W obecnej sytuacji nie ma np. gwarancji, że pakiety wyborcze wrzucane do skrzynek pocztowych na pewno trafią do adresatów. Nowelizacja ma te wątpliwości usunąć.

Po decyzji PKW nowe przepisy muszą też określić inne szczegóły. Na przykład rozstrzygnąć, czy obecni kandydaci startujący w wyborach muszą przejść cały proces wyborczy od początku, czyli np. zebrać 100 tys. podpisów poparcia, albo czy mogą zgłosić się nowi kandydaci.

Na moment przed katastrofą

Po ogłoszeniu planu Kaczyński–Gowin rozgorzała dyskusja na temat jego konstytucyjności i praktycznych konsekwencji. Opozycja, która walczyła o przełożenie wyborów na późniejszy termin, szybko zmieniła front i zaczęła protestować przeciwko propozycji liderów Zjednoczonej Prawicy, zarzucając jej, że nie jest zgodna z konstytucją. Trzeba mieć jednak świadomość tego, że wątpliwości prawne były wobec wszystkich propozycji rozwiązania problemu wyborów prezydenckich. Na przykład proponowane przez opozycję wprowadzenie stanu nadzwyczajnego, co pozwoliłoby na przesunięcie wyborów o co najmniej trzy miesiące, zostało odrzucone przez rządzących jako niezgodne z duchem konstytucji. Wątpliwości prawnych nie wzbudzał tylko pomysł J. Gowina, aby zmienić konstytucję i przeprowadzić wybory za dwa lata, ale i on nie uzyskał aprobaty opozycji.

Sytuacja, w której rząd nie potrafił zaproponować rozwiązań niebudzących wątpliwości, dotyczących przestrzegania zasad demokracji, a opozycja stosowała obstrukcję, odbierając szansę na naprawę wątpliwych przepisów, doprowadziła do tego, że na kilka dni przed głosowaniem stanęliśmy w obliczu kryzysu konstytucyjnego, a w konsekwencji nawet całego państwa. Widmo katastrofy było bardzo realne. Wyjście z sytuacji wskazane przez Kaczyńskiego i Gowina zapobiegło katastrofie. Teraz przed obozem rządzącym czas intensywnej pracy.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także