Nowy numer 28/2020 Archiwum

Skaranie Boskie

Gdy mówimy, że Stwórca się gniewa, zawsze myślimy, że na innych. A my to co, niewiniątka?

Jan Długosz w kronice pod rokiem 1419 opisał zdarzenie, które miało miejsce opodal wsi Tulce. Gdy orszak z Władysławem Jagiełłą wyjeżdżał z lasu, rozszalała się burza. Tuż obok królewskiego powozu uderzył piorun. Zginęli dwaj dworzanie. Król, ogłuszony, „długo leżał bez zmysłów”. Kiedy monarcha przyszedł do siebie, jego sekretarz Zbigniew Oleśnicki, późniejszy kardynał, ośmielił się wygłosić zuchwałą tyradę: „Masz dowód i świadectwo, królu, w tych żywiołach, które się na ciebie oburzyły, jakie popełniłeś przestępstwo, łącząc się z siostrą swoją chrzestną, jej bowiem matka trzymała cię do chrztu. Widzisz, że i mur najsilniejszy pod tobą się łamie, i niebo grzmotem a błyskawicą ci przegraża. Jeżeli zatem pokutować nie będziesz, lękaj się, aby cię te przygody nie starły i ziemia nie pochłonęła”. Chodziło o Elżbietę Granowską, którą król poślubił, a która była córką jego matki chrzestnej. W tamtych czasach była to przeszkoda do zawarcia małżeństwa, ale król uzyskał od niej papieską dyspensę. I mimo tego Oleśnicki, nieprzychylny temu mariażowi (i w ogóle królowi) „wiedział”, że to kara Boża.

Choć od tamtego zdarzenia minęło sześć wieków, ten sposób myślenia ma się całkiem dobrze. Ujawniła je w pełnej okazałości pandemia. W wirtualnej przestrzeni pojawiły się tysiące diagnoz dotyczących przyczyn obecnej sytuacji, wśród których kara Boża jako przejaw gniewu Bożego zajmuje znaczącą pozycję. Retoryka zwolenników tej koncepcji pełna jest wskazań, co konkretnie Boga tak wyprowadziło z równowagi.

Biorę to na siebie

– Jeśli ktoś mówi wprost, że to, co się dzieje, to jest kara Boża za to czy tamto, to ten ktoś stawia się w roli samego Pana Boga – stwierdza ks. dr Witold Kania z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego. – Gdy go zapytamy, skąd on to wie, usłyszymy, że tak mu się wydaje. A przecież nie miał prywatnego objawienia. Zresztą gdyby nawet miał, to musiałby poddać je ocenie Kościoła. Trzeba uważać, co się orzeka na temat Pana Boga – przestrzega kapłan. Wskazuje na błąd, jakim często jest przypisywanie Bogu cech ludzkich.

– Człowiek się gniewa i myśli, że Bóg gniewa się w podobny sposób. A u Boga sprawiedliwość jest spleciona z miłosierdziem – zauważa. Dla ilustracji przytacza przykład opowiedziany przez kaznodzieję w ostatnią niedzielę Miłosierdzia Bożego. Otóż król miał piękny ogród. Rosły tam cudowne kwiaty. Tak się ludziom podobały, że je zrywali. Król wpadł w gniew i zapowiedział, że kto zerwie kwiat z tego ogrodu, będzie ukarany chłostą. Tak się jednak stało, że do ogrodu weszła matka króla i zerwała kwiat. Doniesiono o tym królowi. Władca powiedział: „Sprawiedliwość jest sprawiedliwością. Ona musi się dokonać, ale ponieważ to jest moja matka, to karę biorę na siebie”.

– Tak jest z Jezusem Chrystusem, który wziął na siebie nasze grzechy – mówi ks. Witold Kania.

Bóg chroni

Czy to jednak znaczy, że w praktyce nie istnieje coś takiego jak kara Boża? Przecież Stary Testament w wielu miejscach pokazuje Boga jako sędziego, który nie cofa się przed zsyłaniem na lud nieszczęść. To ludzkie znieprawienie sprowadziło na ludzi potop, powszechna demoralizacja przyniosła zagładę Sodomie i Gomorze. Sam Bóg, przekazując Mojżeszowi Dekalog, mówi: „Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą”. Zaraz jednak zapewnia: „Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań” (Wj 20,5-6).

Nawet w Starym Przymierzu Bóg ukazuje się więc jako dalece bardziej łaskawy niż surowy. Jego zazdrość nie jest egoistyczna jak u ludzi. Zdrada Boga z bożkami wszelkiego rodzaju jest dla człowieka największym nieszczęściem – a Bóg chce człowieka przed tym uchronić.

Sposób, w jaki Bóg się o nas troszczy, może odbiegać od naszych wyobrażeń i nie przypadać nam do gustu. Istotny jest jednak cel, dla którego Bóg dopuszcza na nas doświadczenia. Kara nigdy nie jest zemstą Boga, jest zawsze dla naszego dobra.

Katechizm Kościoła Katolickiego uczy, że „kary będące następstwem grzechu, »bóle rodzenia dzieci« (Rdz 3,16), praca »w pocie oblicza« (Rdz 3,19) stanowią także lekarstwo, które ogranicza szkody spowodowane przez grzech”.

Gniew dobry

„Gniew Boga” traktowany jako coś podobnego do gniewu, którym czasem grzeszą ludzie, jest nieporozumieniem. Nie można mówić o gniewie Boga w sensie gwałtownego uczucia, bo Bóg nie podlega żadnej zmienności. Nie ma w Nim uczuciowych wzlotów i upadków i nie można Go zdenerwować. Jednak także ludzki gniew nie musi być grzechem. Może być nawet, jak stwierdził św. Tomasz z Akwinu, cnotą. Jest tak wtedy, gdy gniew jest właściwą reakcją na zło. Tak właśnie zareagował Jezus, gdy faryzeusze zarzucili Mu, że uzdrawia w szabat. „Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: Wyciągnij rękę! Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa” – zapisał ewangelista Marek (Mk 3,5). To jeden z przykładów, w których widzimy, jak Syn Boży w swojej ludzkiej naturze przeżywał różne stany uczuciowe. Ich powodem zawsze była miłość. Tak jest z Bogiem. Jeśli się „gniewa”, to znaczy, że walczy o człowieka.

Kara jest, ale…

Ksiądz Witold Kania przestrzega przed skrajnościami, które prowadzą bądź do neurotycznego przeżywania wiary, w której Bóg jest postrzegany jako surowy sędzia, którego niełatwo przebłagać, bądź do beztroskiego rozleniwienia duchowego, bo Bóg rzekomo jest pobłażliwy i nie stawia żadnych wymagań. – A przecież śpiewamy suplikacje, w których prosimy Boga „zmiłuj się nad nami”. Prosimy Go o miłosierdzie. Tak samo w akcie przebłagania Serca Jezusowego mówimy: „Nie bądź na nas zagniewany na wieki” – zauważa. Doradza rozwagę w formułowaniu sądów o rzeczywistości, która jest dla nas tajemnicą. – Trzeba być bardzo ostrożnym i nie przypisywać sobie mądrości, która przynależy tylko Bogu. Nie uzurpować sobie w odniesieniu do wydarzeń naszego życia wszechwiedzy Boga – apeluje teolog.

Dotyczy to także kwestii kary. – Gdybyśmy powiedzieli, że Bóg w ogóle nie karze, to czym jest piekło? Ludzie sami siebie karzą? Sami na siebie wyrok wydają? – pyta retorycznie. Zwraca uwagę na potrzebę właściwego odczytania adresu, pod który Bóg wysyła swoje znaki. Najwłaściwszym adresem jest… mój adres. – Nie można mówić: „Pan Bóg nas ukarał, bo pan Iksiński zrobił to, a tamta pani nie zrobiła tego”. Należałoby raczej powiedzieć: „Pan Bóg skarał, bo ja jestem grzesznikiem i ja zasługuję na karę” – przekonuje. Przytacza modlitwę św. Efrema Syryjczyka: „O Panie i Władco życia mego, nie daj mi ducha lenistwa, zniechęcenia, pożądania władzy i próżnych słów. Daruj zaś słudze Twemu ducha czystości, pokory, cierpliwości i miłości. O Panie, Królu, pozwól mi widzieć moje grzechy i nie osądzać brata mego, albowiem błogosławiony jesteś na wieki wieków. Amen”.

Ja zawiniłem

Najwłaściwszą postawą jest więc poszukiwanie przyczyn „kary” Bożej w sobie. – W takiej sytuacji mało kto mówi: „Pan Bóg skarał, bo ja jestem grzesznikiem i ja zasługuję na karę”. Jedynie święci mają takie podejście do sprawy – przekonuje kapłan. Przywołuje postać Matki Teresy, którą zapytano kiedyś, co trzeba zrobić, żeby zmienić Kościół. Odpowiedziała dziennikarzowi: „To znaczy, że ty i ja musimy się nawrócić”.

– To jest też postawa króla Dawida, gdy modlił się za lud cierpiący z powodu zarazy: „To ja zgrzeszyłem, to ja zawiniłem, a te owce cóż uczyniły? Niech Twoja ręka obróci się raczej na mnie i na dom mego ojca!” (Sm 24,17). Gdy widzę zło, którego sam doświadczam, to przepraszam za nie Boga i staram się je wynagrodzić przez akty miłości. Bo zła nie zwycięża się złem, ale dobrem. Ja się mam nawracać. Moje grzechy obraziły Boga. To ja się zapłakuję i mówię, że ja jestem winny. Bo czy nie jestem winny, skoro Pan musiał za mnie swoją Krew przelać? – zamyśla się duchowny.

Gromadzi się nam na ziemi cała litania pytań, dlaczego w moim życiu było to czy tamto. Gdy mówię w Modlitwie Pańskiej: „bądź wola Twoja”, to znaczy, że chcę wypełnić do końca i jak najlepiej to, co mi Bóg w życiu przeznaczył. Niczego Mu nie odmówić, nawet jeśli pewnych rzeczy nie rozumiem – podsumowuje.

„Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę wpierw jako Król miłosierdzia” – mówi Jezus św. Faustynie. Teraz jest czas łaski, który może się nie powtórzyć. Nie wolno go przespać.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także