Nowy numer 49/2020 Archiwum

Zarażanie (nie)pokojem

Prędzej korona z wirusa spadnie, nim ja uwierzę, że za tą całą pandemią nie stoi…

Skąd się wziął COVID-19? Zaczynamy szperać w sieci. Pojawia się informacja o miliarderze, który kilka lat temu w trakcie konferencji analizował funkcjonowanie świata w stanie pandemii. Hm, zadziwiająco podobne do dzisiejszych czasów, czyż nie?! Trafiamy następnie na dziennikarza, który z miną detektywa stwierdza: „Nie jestem co prawda ekspertem, ale zrobiłem śledztwo i…” Czy on mówi prawdę? – pytamy. Oczywiście, przecież jego film widział już w sieci milion osób. Chcemy jednak wiedzieć jeszcze więcej i szukamy, widząc amatorskie i dramatyczne nagrania z Chin, luźno rzucone dane statystyczne oraz wypowiedzi ekspertów znanych z tego, że są znani. To wszystko zaczyna nam się układać. Nie wiadomo w co, ale się układa.

Nasze detektywistyczne poszukiwanie sprawia, że zaczynamy zachowywać się jak nałogowcy. Internet jest bowiem kopalnią informacji bez dna. Chcemy ich coraz więcej, następnie oczekujemy, by były jeszcze mocniejsze. Sensacyjne treści stają się coraz bardziej pożądanym smaczkiem, dla którego prawdziwość jest elementem nieszczególnie koniecznym. My przecież uwielbiamy szokujące newsy. Lepiej posłuchać kazania księdza profesora, który krytykuje biskupów rzekomo zdradzających wiernych w czasie pandemii, niż zatrzymać się na wywiadzie księdza rektora, który opowiada, jak przewija pacjentów z koronawirusem. Łatwiej nam wyśmiewać ministra zdrowia i jego wypowiedź na temat masek ochronnych, niż zastanowić się, ile już powstało plastikowych przyłbic w warunkach domowych nie z potrzeby sławy, lecz z potrzeby serca. Bardziej kuszące jest szukanie informacji o międzynarodowych agendach chcących nas zaszczepić na siłę, niż posłuchanie zmęczonego naukowca, który opowiada, że po dwóch tygodniach pracy w laboratorium zbliżył się o krok do uciekającego przed nim lekarstwa na wirusa noszącego koronę.

Słysząc o przerażających danych, zachowujemy się jak małe dziecko, które zasłania oczy przed strasznym obrazem, a jednocześnie robi małą szparkę między palcami, by choć trochę podglądać. Włącza się w nas prawo znużenia. Bodźce informacyjne z czasem bowiem osłabną i będą musiały zostać wzmocnione. Internet jest dla wielu z nas dilerem, dostarczającym nam tsunami treści: z dala zachwycają, a z bliska pochłaniają. Oczywiście, nie ma co kolorować smutnej rzeczywistości. Czy jednak musimy ją sobie jeszcze bardziej sycić czernią?

Obejrzałem ostatnio „Epidemię strachu” w reżyserii Stevena Soderbergha. Przeraziłem się! W hollywoodzkiej produkcji z 2011 r. zobaczyłem bowiem rzeczywistość ostatnich dni i tygodni. Był wirus z Chin rodem „z nietoperza”. Była epidemia, miliony ludzi w maskach zakrywających ich twarze. Były puste lotniska i stadiony zamienione na szpitale. Były nawet zakonnice - wolontariuszki, przepełnione kostnice, zakazy rodzinnych pogrzebów oraz lęk przed podaniem ręki drugiej osobie. Skąd twórcy filmu o tym wiedzieli? Czyżby mieli już prawie dekadę temu informacje na temat piekła, jakiego doświadczyło w ostatnich miesiącach na przykład tak wielu mieszkańców włoskiej Lombardii? Nie wiem. Może tak, a może nie. Mogę ściągnąć gigabajty danych dotyczących tego pytania i nawet na milimetr nie zbliżę się do prawdy. Gdy skończyłem jednak oglądać film Soderbergha, uświadomiłem sobie, że ludzie są dużo lepsi niż tragiczne wizje ich przedstawiające. W tamtym filmie po dwudziestu dniach wybuchły bunty uliczne, panoszyło się plądrowanie sklepów i zamieszki z policją oraz wojskiem. My żyjemy natomiast w czasach, w których, jak nigdy dotąd, właśnie w czasie pandemii rozumiemy, czym jest solidarność międzyludzka.

Wiem, że łatwo, a chwilami nawet zabawnie jest krytykować na przykład telewizyjnych nauczycieli uczących dzieci bez aktorskiego talentu. Ja jednak wolę skupić się na postawie wychowawczyni mojej córki, która zaczyna codzienne e-maile od słów: „Moi kochani uczniowie”. Kuszące jest udostępnianie informacji o relacji między pandemią a promotorami sieci 5G. Chyba jednak słuszniej będzie pozostać przy wielbieniu Boga za komunikatory, które bez trudu łączą mnie z moimi przyjaciółmi. Zamiast sprawdzać, czy ta pandemia to nie jest jeden wielki społeczny fejk, lepiej sprawdzać, czym zarażam: pokojem czy strachem?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Błażej Kmieciak

Autor jest doktorem habilitowanym nauk prawnych, socjologiem, pedagogiem specjalnym i bioetykiem oraz wykładowcą akademickim, prowadzi blog na stronie: gosc.pl

Zobacz także

  • karpik
    04.05.2020 11:32
    Prawda. Nawet jeśli ktoś jest przekonany że żyjemy w szczególnym czasie i że wkrótce wiele się zmieni nie wolno dać się niepokojowi który może destrukcyjnie wpływać na pełnienie naszych obowiązków chrześcijan, rodziców, czy pracowników.
    doceń 6
  • CSOG
    04.05.2020 13:24
    Etykieta „Wielki Społeczny Fejk”.
    Sprawdzać, czym zarażam: pokojem czy strachem? Zapamiętuję sobie to zdanie jako motto na kilka nadchodzących miesięcy. Albo na zawsze.
    A po za tym pozostaje rozdźwięk i dysonans, pomiędzy czystym pragmatyzmem i nauką a wszelkiej maści teoriami zagadkowymi i spiskowymi.
    „Epidemia strachu w reżyserii Stevena Soderbergha, wirus z Chin rodem „z nietoperza”.. epidemia, miliony ludzi w maskach .. puste lotniska i stadiony zamienione na szpitale .. przepełnione kostnice, zakazy rodzinnych pogrzebów, lęk przed podaniem ręki drugiej osobie. Skąd twórcy filmu o tym wiedzieli? Czyżby mieli już prawie dekadę temu informacje na temat piekła, jakiego doświadczyło tak wielu?”. Być może odpowiedź na to pytanie nie należy do gatunku teorii spiskowych i nie jest tak bardzo enigmatyczna? Może nie trzeba zbyt wielkiej wyobraźni aby wydedukować, że scenariusz tak dokładnie opisujący przebieg pandemii w czasach globalizacji nie ostał wydłubany z nosa czy wyobraźni kiepskiego pisarza. Bardziej prawdopodobne, że historię napisano w oparciu o przewidywania obrazu takiej pandemii widzianej oczyma wirusologów, epidemiologów, specjalistów lekarzy i naukowców zajmujących się wirusami. Ktoś zebrał te być może całkowicie naukowe rokowania i ozdobił filmową fabułą. Dlaczego to może być ważne? Ponieważ zwiedzeni tak chętnie przyklejaną do każdej rzeczywistości łatką „teorii spiskowych” przestajemy ufać naukowcom. Przestajemy być czujni i bagatelizujemy ostrzeżenia wynikające nie z żądzy sensacji lecz z najzwyklejszego przewidywania najbardziej normalnych, oczywistych i naturalnych konsekwencji pewnych zjawisk. Jest całkiem możliwe, że Steven Soderbergh nie potrzebował szklanej kuli, fusów od kawy, skrzydła starej wrony i włosa czarnego kota. Możliwe że wystarczyły mu przewidywania a w zasadzie rokowania naukowców określonej dziedziny i odrobina odwagi, do określenia filmowym obrazem sytuacji nieuchronnej i nieuniknionej, wobec poprzedzających ją czynników. Kiedy zbliżam dłoń do ognia wiem, że będzie gorąco, wiem że mogę się oparzyć. Kiedy naukowcy mówią, że w zatrważającym tempie topnieją lodowce wiem, że moim prawnukom zabraknie wody pitnej. To nie mająca budzić trwogę „teoria spiskowa”. To zagłuszany etykietką „spiskowej teorii” głos zdrowego rozsądku. I tak jak warto zarażać pokojem, a nie niepokojem, tak również warto słuchać zdrowego rozsądku. Żeby się nie sparzyć topniejącym lodem.
  • Isabellissima
    04.05.2020 14:18
    Intencje autor mógł mieć dobre, bo problem niepokoju warto byłoby w obecnych czasach częściej poruszać publicznie. Mam jednak problem z tym tekstem - w tych niepewnych czasach ludzie chcieliby poznać prawdę, a na eskalacji emocji i sensacji zależy zapewne niewspółmiernie bardziej mediom, które na tych newsach zarabiają i dlatego je generują. Jest bezsporne, że pewne umiejętności do prawdy przybliżają: krytyczna analiza treści (zamiast ich biernej konsumpcji), korzystanie z różnych źródeł informacji (zamiast z jednej stacji telewizyjnej), szukanie drugiego i trzeciego dna (zamiast bezzasadngo odrzucania możliwości istnienia konfliktów interesów, złych ludzi, złych intencji, i zła/szatana w ogólności, który krąży w poszukiwaniu dusz na pożarcie). Zbliżenie do prawdy jest więc możliwe, a wręcz konieczne, a odczuwany lęk/niepokój nie usprawiedliwia bierności (Jezus przychodzi do uczniów po swoim zmartwychwstaniu i woła, by porzucili swój lęk przed Żydami, i wyruszyli, by głosić prawdę o Zmartwychwstałym Jezusie).
    Wreszcie, ocena autora, że słuszniej jest chwalić Boga za komunikatory, które oprócz funkcji łączenia ze znajomymi posiadają również funkcje cenzurowania informacji i osób niewygodnych dla korporacji, a mniej słuszne jest udostępnianie informacji o technologii, która jest zagrożeniem dla zdrowia i życia ludzi i ich potomstwa jest manipulacją czytelnikiem. Każdy we własnym sumieniu niech oceni, co jest bardziej słuszne, a powodów do wielbienia Boga znajdzie całe mnóstwo, może nie koniecznie w korporacyjnych produktach. Zarażajmy pokojem, szukajmy prawdy, wyjdźmy z zamknięcia w lęku i podejmujmy działania adekwatne do czasów, w których żyjemy. Pochylmy się nad odczuwanym niepokojem, czy nie mówi nam o naszej ucieczce od wzięcia odpowiedzialności za coś więcej, niż dbanie o nasz własny "święty spokój"?
    doceń 5
Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji