Nowy numer 47/2020 Archiwum

Tajemnice Beethovena

– Są i będą tysiące książąt. Jest tylko jeden Beethoven – zbeształ arystokratę kompozytor.

Był mistrzem dwóch epok, klasycznej i romantycznej. Nawet dzisiaj, w początkach naszego wieku, Ludwig van Beethoven jest supergwiazdą wśród największych kompozytorów, a jego utwory grane są codziennie w salach koncertowych, odtwarzane są z płyt, w internecie czy w radiu. IX Symfonia, ostatnia w jego dorobku, należy do najczęściej wykonywanych symfonii na świecie.

Nie mogę myśleć o twoich skrzypcach

Chociaż 250. rocznica urodzin mistrza przypada dopiero w grudniu, rok jubileuszowy obchodzony jest nie tylko w Bonn i Wiedniu, czyli w najważniejszych miastach w jego życiu, ale właściwie w każdym zakątku świata. Również w Polsce, gdzie jeszcze przed inwazją koronawirusa przygotowywano wiele wykonań dzieł kompozytora. Nie wiemy, czy epidemia pozwoli na organizację koncertów na żywo, ale już teraz na wielu portalach można posłuchać muzyki Beethovena w wykonaniu najlepszych zespołów, solistów i orkiestr symfonicznych. Nie spełniła się więc, przynajmniej nie do końca, zawarta w piosence „Roll Over Beethoven” Chucka Berry’ego żartobliwa przepowiednia, że muzyka klasyczna będzie musiała ustąpić przed inwazją rock and rolla.

Ludwig van Beethoven pochodził z umuzykalnionej rodziny, jego ojciec był tenorem w kapeli księcia elektora arcybiskupa Kolonii. W wieku 5 lat uczył się grać na skrzypcach, później na fortepianie i organach, uczył się też kompozycji. Jako pianista robił tak błyskawiczne postępy, że w ciągu kilku lat potrafił po mistrzowsku interpretować „Das Wohltemperierte Klavier”, czyli zbiór dwóch cykli preludiów i fugę Bacha na instrument klawiszowy. Po śmierci matki, kiedy ojciec całkowicie pogrążył się w alkoholizmie, Beethoven utrzymywał swoje rodzeństwo. Udało mu się spełnić marzenie o wyjeździe do Wiednia, gdzie zamieszkał na stałe w 1792 roku. Tu powstały jego największe utwory. Obracał się w kręgach arystokracji, znalazł wśród niej wielu sponsorów swojej twórczości. Znał swoją wartość i nie wahał się zbesztać księcia ­Lichnowsky’ego, jednego ze swoich chlebodawców, kiedy ten podkreślał swoje arystokratyczne pochodzenie. – Są i będą tysiące książąt. Jest tylko jeden Beethoven – wypalił. Nie przejmował się konwenansami. – Nie mogę myśleć o twoich nędznych skrzypcach, kiedy rozmawiam z moim Bogiem – odpowiedział Ignazowi Schuppanzighowi, znakomitemu skrzypkowi, kiedy ten skarżył się na szczególnie trudne miejsce w jednym z kwartetów skrzypcowych Beethovena. Nie pisał pod publiczkę, tworzył z wewnętrznej potrzeby, ignorując przyzwyczajenia odbiorców, co zyskało mu opinię twórcy niezależnego.

Tajemnicza adresatka

Największą tragedią kompozytora była postępująca utrata słuchu. Problemy zaczęły się w trzydziestym roku życia, z czasem głuchota się pogłębiała, z upływem lat coraz mocniej uderzał w klawisze, zrywając struny. Po śmierci brata Karla w 1815 roku zaopiekował się bratankiem, czuwał nad jego wykształceniem i procesował się o prawo do opieki nad nim. W tym też roku spotęgowały się jego problemy ze słuchem, co zmusiło go do przerwania cieszących się ogromnym powodzeniem publicznych koncertów. Po raz ostatni grał publicznie w styczniu 1815 roku na dworskim koncercie z okazji urodzin cesarzowej Rosji. Potem musiał porozumiewać się z otoczeniem pisemnie. Z ponad 400 tzw. zeszytów konwersacyjnych, gdzie notował pytania i odpowiedzi, ponad 100 zachowało się do chwili obecnej.

Komponował do końca życia, mimo głuchoty oraz kłopotów materialnych i rodzinnych. W tym okresie powstały ostatnie sonaty fortepianowe, kwartety smyczkowe, a także monumentalna IX Symfonia i Missa solemnis. Trzy części mszy i IX Symfonia wykonane 7 maja 1824 roku w Hoftheater obok Kartnnertor zostały entuzjastycznie przyjęte przez słuchaczy.

Życie kompozytora kryje wiele zagadek, z których część do dzisiaj nie została do końca rozwiązana. Nie znamy nawet dokładnej daty jego urodzin. Wiemy tylko, że urodził się w Bonn i został ochrzczony 17 grudnia 1770 roku. Kompozytor uważał, że urodził się 15 grudnia, ale zgodnie z panującą wówczas w niemieckim Kościele katolickim tradycją chrzest powinien odbyć się w ciągu 24 godzin od narodzenia. Obecnie za datę urodzin przyjmuje się 16 grudnia.

Do dzisiaj też nie rozszyfrowano ze stuprocentową pewnością, kim była adresatka znalezionego po jego śmierci w ukrytej szufladzie biurka listu do „Nieśmiertelnej ukochanej”.

Trwają również spory na temat jego wiary, o czym w opracowaniach dotyczących kompozytora mówi się niewiele. Inny muzyczny geniusz, Franz Joseph Haydn, który przez jakiś czas uczył Beethovena, uważał go za ateistę. Anton Schindler, przyjaciel, a później biograf kompozytora, twierdził, że był on deistą. Pozostałe po nim dokumenty i relacja jego przyjaciół dostarczają sprzecznych dowodów na ten temat. Wiemy, że urodził się i wychował w katolickiej rodzinie, ale nie uczęszczał na Msze św. Często przedstawia się go jako indywidualistę, człowieka oświecenia. Czy prócz tego, że został ochrzczony i wychowany w wierze katolickiej, coś z katolicyzmem go łączyło?

Korona mego życia

Świadectwa wiary w osobowego Boga znajdziemy w sporządzanych przez Beethovena notatkach. „O Boże! Daj mi siły, abym pokonał siebie! Niech nic nie wiąże mnie z życiem!” – zapisał w 1812 roku. „Boże, dopomóż. Ty widzisz, że opuścili mnie wszyscy ludzie, nie chcę bowiem popełniać nic złego. Wysłuchaj mego błagania…” – czytamy w notatce, jaką sporządził w 1815 roku, kiedy całkowicie stracił słuch. Inne fragmenty jego listów czy dokumentów, szczególnie te napisane, kiedy zaczął tracić słuch, dowodzą głębokiego zrozumienia cierpienia wyrażonego słowami jakby zaczerpniętymi z psalmów. Swoje kompozycje opatrywał religijnymi komentarzami. Wiemy również, że kiedy został opiekunem bratanka, dbał, by chłopak regularnie przystępował do sakramentów.

Jedną z ulubionych książek kompozytora było dzieło „Refleksje nad dziełami Boga i Jego Opatrzności w całej naturze”, przykład wczesnoromantycznej miłości do świata przyrody, często błędnie kojarzonej z panteizmem. Praca ta przyczyniła się do powstania symfonii „Pastoralnej”, będącej wyrazem stosunku Beethovena do przyrody, co zauważył Michael de Sapio, krytyk muzyczny, w artykule opublikowanym na łamach serwisu katolickiego crisismagazine.com. W niektórych dziełach, czego przykładem jest IX Symfonia, znajdujemy wpływ elementów deistycznych. Beethoven komponował też utwory wywodzące się z ortodoksyjnej tradycji chrześcijańskiej. Wśród nich wymienić można jedyne w jego dorobku i rzadko wykonywane oratorium „Chrystus na Górze Oliwnej” z 1803 roku, które, co niecodzienne wśród utworów pasyjnych, koncentruje się na agonii Chrystusa w Ogrodzie Oliwnym, a nie na ukrzyżowaniu. Oratorium zostało skomponowane po trudnym okresie załamania nerwowego, widoczna jest tu też paralela pomiędzy Chrystusem a tracącym słuch kompozytorem. W 1807 roku miała premierę Msza C-dur, pełna uspokojenia i nadziei, natomiast twórca nie skomponował zamówionego kolejnego oratorium, które miało nosić tytuł „Triumf krzyża”.

Największym osiągnięciem Beethovena w dziedzinie muzyki sakralnej była Missa solemnis. To prekursorskie dzieło uważane jest za największe, obok Mszy h-moll Bacha oraz Requiem d-moll i mszy c-moll Mozarta (zwanej Wielką), wśród utworów religijnych w historii muzyki. Credo, najdłuższa część, to w ujęciu Beethovena najmocniejsze wyznanie wiary. Missa solemnis, którą sam kompozytor nazwał koroną dzieła swego życia, miała uczcić wyniesienie arcyksięcia Rudolfa, mecenasa i przyjaciela Beethovena, do godności arcybiskupa Ołomuńca w 1820 roku. Beethoven jednak nie zdążył ukończyć jej w terminie – ostatecznie utwór był gotowy w 1824 roku. Kompozytor czerpał z doświadczeń dawnej muzyki religijnej i nasycił ją bogatą symboliką muzyczno-religijną. Jej monumentalna forma inspirowała wielu twórców XIX wieku.

Beethoven planował skomponowanie kolejnej mszy, ale ciężko zachorował. Jego lekarz zasugerował, by wezwać kapłana, który udzielił kompozytorowi ostatniego namaszczenia. Zmarł 26 marca 1827 r. Po śmierci odprawiono za niego Msze św. i pochowano na katolickim cmentarzu.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także