Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nie chcemy na tym zarabiać!

O tym, jak fizyk zabrał się za budowę tanich respiratorów, opowiada Szymon Bacher, główny inżynier VentilAid.

Tomasz Rożek: Jak wpada się na pomysł zbudowania respiratora?

Szymon Bacher: W dniu, w którym z powodu epidemii COVID zamknięto w Polsce szkoły, odwołano też potańcówkę, na którą się wybierałem. Siedząc w domu, zacząłem czytać wydany przez Światową Organizację Zdrowia poradnik dla lekarzy. Tam zaniepokoiła mnie sugestia, by konfiskować ludziom z domów maszyny do bezdechu sennego, bo mogą okazać się niezbędne w opanowaniu sytuacji w szpitalach. Pierwsza moja myśl była taka, że ludziom nie powinno się niczego zabierać. Druga, że zobaczę, jak taka maszyna wygląda, dowiem się, jak działa. Okazało się, że jest niezwykle prosta, więc postanowiłem ją zbudować. Pierwszą, nieudaną, z wentylatorów, zrobiłem jeszcze w domu, a potem pojechałem do Krakowa, gdzie studiuję. Tam spotkałem się z kolegą Mateuszem [Mateusz Janowski, drugi mózg techniczny projektu – T.R.], który niezależnie ode mnie pracował nad rozwiązaniem problemu, i połączyliśmy siły.

I tak powstał respirator wydrukowany na drukarce 3D.

Nie chcieliśmy robić skomplikowanego respiratora. Naszym celem było skonstruowanie prostego i taniego, a przede wszystkim łatwego w produkcji urządzenia, które ma podstawowe funkcje respiratora. Trudno mi teraz zliczyć, choć to zaledwie kilka tygodni, ile w tym czasie powstało wersji i prototypów. Myślę, że przynajmniej kilkadziesiąt. Dzisiaj mamy wersję, która może być już certyfikowana i badana klinicznie.

Kiedy zatem Wasz respirator będzie mógł działać w szpitalach?

Odpowiedź zależy od tego, o który rejon świata pytasz. W Polsce to, co mamy, nie mogłoby być jeszcze używane. Nasze urządzenie musi przejść proces certyfikacji i właśnie w ten proces wchodzimy. Natomiast w biednych rejonach świata już nasze poprzednie wersje znajdują zastosowanie. Nie wiem, czy powinienem się z tego cieszyć, czy nie. Z jednej strony cieszę się, że to, co robimy, już może komuś pomóc. Z drugiej jednak strony świadomość, że są miejsca, gdzie życie ratuje coś, do czego u nas nikt odpowiedzialny nie podłączyłby pacjenta, coś bez certyfikatów i wszystkich testów, powoduje, że ogarnia mnie smutek. Z wielu miejsc docierają do nas sygnały, że mimo iż Ventil­Aid nie ma wszystkich funkcji szpitalnego respiratora, jest na niego ogromne zapotrzebowanie. Na przykład z Brazylii dostaliśmy wiadomość, że nasze rozwiązanie stało się „światełkiem w tunelu”.

Jaka część Waszego respiratora pochodzi z drukarki 3D i ile czasu trwa wyprodukowanie jednego urządzenia?

Wszystko zależy od tego, kto to robi i jaki sprzęt ma do dyspozycji. Pracując na profesjonalnych drukarkach, potrzebujemy 7 godzin na zrobienie jednego respiratora. Ale projekt całego urządzenia dopuszcza także zastosowanie innych technologii. Tam, gdzie nie ma profesjonalnych drukarek 3D, mogą być frezarki albo forma i wtryskarka do plastiku. Przy masowej produkcji to właśnie frezarki i wtryskarki będą szybsze niż druk 3D. To urządzenie jest naprawdę proste, choć oczywiście na rozwiązanie wielu problemów, na znalezienie optymalnych parametrów potrzebowaliśmy kilku tygodni ciężkiej pracy. W największym skrócie to pompa i układ dbający o to, by nie dostarczać pacjentowi powietrza czy mieszaniny gazów za dużo i za mocno – czyli nasze urządzenie składa się z pompy, układu pomiarowego i układu regulacji.

Co jest potrzebne, oprócz elementów drukowanych, żeby złożyć VentilAid?

Silnik o odpowiednich parametrach. Ten, którego teraz używamy, jest bardzo popularny w wielu dronach. Turbina może być wydrukowana albo wyfrezowana. Potrzebujemy też śrub, kabli, płytek elektronicznych z regulatorami i czujnikami ciśnienia, diod…

Każdy będzie w stanie te dodatkowe elementy złożyć?

Jeżeli ktoś ma podstawową wiedzę o elektronice, to tak. Chcemy, żeby produkcja odbywała się tam, gdzie zajdzie potrzeba posiadania takich urządzeń. Wysyłanie sprzętu medycznego czy elektroniki za granicę bywa skomplikowane. Niektóre kraje objęte są embargiem, a sprzęt medyczny bywa rozkradany po drodze. Natomiast jeśli gdzieś nie będzie możliwości czy technologii potrzebnych do wyprodukowania każdego z koniecznych komponentów respiratora, być może będziemy mogli pomóc, produkując np. płytki elektroniczne w Polsce. Na razie nie myślimy nad skalowaniem produkcji. Koncentrujemy się na uzyskaniu wszystkich certyfikatów.

Jaki ma być koszt VentilAid?

Trudno mówić o cenie sprzedaży, bo my tego nie chcemy sprzedawać. Chcemy podzielić się planami, rysunkami i wyliczeniami, tak żeby respirator można było wyprodukować nawet na rubieżach cywilizacji. Cena komponentów to 600 zł za sztukę. Do tego trzeba doliczyć koszt złożenia urządzenia. A ten już zależy od technologii, w jakiej zostanie ono wyprodukowane na miejscu, i od kosztu siły roboczej. Zaprojektowaliśmy urządzenie możliwie najtańsze, ale spełniające kryteria, jakie przekazali nam lekarze, z którymi od samego początku prac się konsultujemy.

Czy można Was jakoś wesprzeć?

Spotykamy się ze wsparciem różnego rodzaju od samego początku naszej pracy. Co prawda na początku pieniądze na części pożyczyłem od taty, ale potem zaczęły się pojawiać różne fundacje, które nam pomagają. Obecnie wystarcza na zakup materiałów i urządzeń oraz na to, żeby osoby, które pracują często kilkanaście godzin dziennie, mogły w warsztacie coś zjeść. Przy konstrukcji i badaniu VentilAid w sumie pracuje prawie 30 osób. Wspierają nas też np. szpitale. Na początku ogromną pomocą w formie konsultacji służyli nam anestezjolodzy jednego z krakowskich szpitali – doktor Michał Świdrak, wielokrotnie odwiedzał nasz warsztat i testował urządzenie. Niedawno dołączył szpital z Białegostoku. Podjął się tytanicznego wysiłku pomocy w przygotowaniu do etapu certyfikacji. Cały czas pracujemy jako wolontariusze, nie dostajemy za to wynagrodzenia. Teraz musimy kupić materiały i komponenty do wyprodukowania niewielkiej serii respiratorów, by można było na nich prowadzić badania kliniczne. I na to nie mamy pieniędzy. Dlatego na serwisie Odpal Projekt uruchomiliśmy zbiórkę pod tytułem „VentilAid na ratunek”.

W wielu krajach Europy liczba nowych przypadków COVID zaczyna spadać. W Polsce nie do końca wiadomo, bo wykresy nie są jednoznaczne. Wy wciąż potrzebujecie czasu na certyfikację. Nie boisz się, że nie zdążycie?

Nawet jeżeli szczyt mamy za sobą, nie znaczy to, że pożegnamy się z tym wirusem. Nie wiemy, co będzie jesienią. Niewiele albo nic nie wiemy o tym, jaka jest i jak się rozwinie sytuacja w krajach uboższych, bo tam wykonuje się bardzo mało testów albo wcale się ich nie przeprowadza. Jeżeli jednak okaże się, że zagrożenie zniknęło i nikt nie będzie potrzebował tego, nad czym pracujemy, to ja otwieram butelkę wina i świętuję. Pracuję najszybciej, jak mogę, może nawet najszybciej w życiu, natomiast byłbym szczęśliwym człowiekiem, gdyby się okazało, że zagrożenie COVID-19 minęło. Wtedy wrócę do swojej pracy naukowej, w końcu muszę kiedyś napisać ten doktorat. •

Pomaga oddychać

Najpierw był szał, a liczbę wpisów aspołecznościowych) można było liczyć w tysiącach. „Polacy wydrukowali respirator na drukarce 3D”. Już to stwierdzenie robi wrażenie. Respiratory to dość skomplikowane i przez to drogie urządzenia o wielu funkcjach, mogące pracować w wielu trybach. Wszystkie one sprowadzają się jednak do wsparcia bądź umożliwienia pacjentowi oddychania. W aktualnej epidemii respiratory są kluczowe, bo życie pacjentów przechodzących COVID-19 w sposób wymagający hospitalizacji zależy od podłączenia do respiratora. Koronawirus uszkadza płuca, powodując, że u osób w ciężkim stadium choroby samodzielne oddychanie staje się bardzo trudne, a czasami niemożliwe. Z napływających z Włoch, Hiszpanii, a także USA czy wcześniej z Chin relacji wynika, że lekarze często stawali tam przed tragicznym wyborem, kogo podłączyć do respiratora. Było i wciąż jest więcej potrzebujących niż dostępnego sprzętu, którego zresztą i dzisiaj nie sposób kupić w dużych ilościach. Kilka tygodni temu dwóch młodych ludzi – Mateusz Janowski i Szymon Bacher, najpierw każdy z osobna, a potem razem – zaczęło budować prosty respirator, który jest urządzeniem „ostatniej szansy”. Dzisiaj ich VentilAid przygotowuje się do testów klinicznych. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się