Nowy numer 23/2020 Archiwum

A może wybierać tradycyjnie

W sytuacji znoszenia ograniczeń wynikających z pandemii, a jednocześnie ostrego konfliktu politycznego, który uniemożliwia porozumienie w sprawie wyborów prezydenckich, warto rozważyć powrót do wyborów bezpośrednich z możliwością głosowania korespondencyjnego.

Na początku roku mało kto przypuszczał, że wybory prezydenckie nie odbędą się według obowiązujących reguł. Marszałek Sejmu Elżbieta Witek ogłosiła w lutym datę pierwszej tury głosowania na 10 maja. Jednak pandemia stworzyła sytuację wyjątkową, w której trzeba szukać takiego czasu i formy wyborów, aby były one dla Polaków bezpieczne pod względem zdrowotnym.

Nasza konstytucja wyznacza ogólne zasady, które mają spełniać demokratyczne wybory – muszą być powszechne, równe, bezpośrednie i tajne. Szczegóły, w jaki sposób je przeprowadzać, są opisane w ustawie. Dlatego odpowiedzialność za formę głosowania w sytuacji pandemii spoczywa na większości sejmowej, czyli obecnie Zjednoczonej Prawicy, która może przegłosować zmiany w kodeksie wyborczym.

Prawo i Sprawiedliwość takie zmiany wprowadziło. Najpierw, w przyjętej pod koniec marca ustawie o tarczy antykryzysowej, znalazł się przepis pozwalający na głosowanie korespondencyjne osobom objętym kwarantanną oraz powyżej 60. roku życia. Kodeks wyborczy zawierający tę zmianę obowiązuje obecnie.

Szybko jednak okazało się, że przy istniejącym w Polsce stopniu natężenia pandemii wybory bezpośrednie byłyby niebezpieczne dla zdrowia głosujących oraz członków komisji wyborczych. Lekarze, na czele z ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim, jednoznacznie stwierdzili, że w takiej formie głosowanie nie powinno się odbyć.

Ustawa PiS

W tej sytuacji PiS 6 kwietnia przegłosował nowe zasady przeprowadzania wyborów prezydenckich, które w istotny sposób zmieniają ich tryb. To właśnie one wzbudzają kontrowersje.

Najważniejsza zmiana polega na rezygnacji z wyborów bezpośrednich i zastąpieniu ich wyborami korespondencyjnymi. W przypadku ogłoszenia w Polsce stanu epidemii marszałek Sejmu może zmienić datę wyborów, ale w takiej sytuacji można by było je przeprowadzić nie wcześniej niż 100 dni i nie później niż 75 przed upływem kadencji urzędującego prezydenta (upływa ona 6 sierpnia). Oznacza to, że wybory mogłyby się odbyć nie tylko w niedzielę 10 maja, jak było wyznaczone, ale także 17 maja, a nawet w sobotę 23 maja.

Przepisy szczegółowe mówią, że pakiet wyborczy składa się z karty do głosowania z nazwiskami kandydatów, instrukcji głosowania korespondencyjnego, oświadczenia o osobistym i tajnym oddaniu głosu na karcie do głosowania oraz koperty na te karty i zwrotnej. Pakiety ma dostarczyć obywatelom Poczta Polska poprzez umieszczenie ich w skrzynce na listy pod adresem wskazanym w spisie wyborców. Po oddaniu głosu kopertę zwrotną należy umieścić w godzinach od 6 do 22 w specjalnie przygotowanej do tego celu nadawczej skrzynce pocztowej usytuowanej na terenie gminy. Można to zrobić samodzielnie lub za pośrednictwem innej osoby. Wyborcy w kraju nie będą musieli składać wniosków o skorzystanie z możliwości głosowania korespondencyjnego, przebywający za granicą muszą złożyć taki wniosek u właściwego konsula najpóźniej 14 dni przed dniem wyborów. Liczenie oddanych głosów przeprowadzą gminne komisje wyborcze.

Według projektu za przeprowadzenie wyborów odpowiedzialny jest minister aktywów państwowych, którym obecnie jest wicepremier Jacek Sasin. On też powinien określić szczegółowy sposób i tryb dostarczania oraz odbioru pakietów od wyborców podlegających w dniu głosowania obowiązkowej kwarantannie, izolacji lub izolacji w warunkach domowych, a także od wyborców przebywających w zakładach leczniczych, domach pomocy społecznej, zakładach karnych i aresztach śledczych.

Poważne wątpliwości

Wybory należą do istoty demokracji i spełnianie przez nie warunków wskazanych w konstytucji nie powinno budzić najmniejszych wątpliwości. Choć obecny obóz rządzący jest oskarżany o łamanie demokratycznych standardów, jednak nawet najzacieklejsza opozycja nie miała do tej pory żadnych zastrzeżeń do kilku już głosowań przeprowadzanych pod rządami PiS. Tym razem jednak obóz rządzący daje powód do oskarżeń, i to nie tylko ze strony opozycji, ale nawet ze strony swoich zwolenników, m.in. tworzącej Zjednoczoną Prawicę partii Porozumienie Jarosława Gowina.

Istnieje zasada, że nie powinno się zmieniać istotnych przepisów wyborczych pół roku przed głosowaniem, zachodzi bowiem niebezpieczeństwo, że większość parlamentarna będzie je wykorzystywała na swoją korzyść. Takie orzeczenie wydał Trybunał Konstytucyjny w 2006 r. PiS zwraca jednak uwagę, że osoby przywołujące ten argument nie cytują tego orzeczenia w całości, a mówi ono również, że „ewentualne wyjątki od tak określonego wymiaru mogłyby wynikać jedynie z nadzwyczajnych okoliczności o charakterze obiektywnym”, a takie okoliczności obecnie niewątpliwie występują.

Kolejne zarzuty dotyczą procedury głosowania. Krytycy nowelizacji zwracają uwagę, że nie da się w tak krótkim czasie zorganizować wyborów korespondencyjnych z udziałem 30 mln obywateli. Ich zdaniem Poczta Polska nie sprosta nałożonym na nią zadaniom, a poza tym nawet korespondencyjny sposób przeprowadzenia wyborów naraża uczestników na niebezpieczeństwo zarażenia wirusem. W odpowiedzi PiS wskazuje, że wybory korespondencyjne odbywają się w wielu krajach, w Polsce osoby niepełnosprawne od lat mają taką możliwość. Pod koniec marca w ten sposób głosowali mieszkańcy Bawarii i innych regionów Niemiec i nie spowodowało to zwiększenia liczby zakażeń wirusem.

Inny zarzut sprowadza się do tego, że minister aktywów państwowych oraz Poczta Polska w praktyce zastępują Państwową Komisję Wyborczą. W odpowiedzi słyszymy, że w polskiej konstytucji nie ma mowy o PKW, to ustawa określa, kto przeprowadza wybory, a w kilkunastu państwach Europy, np. we Francji, przeprowadzają je ministrowie.

Szczegółowe rozwiązania, z których nie wszystkie jeszcze znamy, budzą obawy, czy wybory będą spełniać cztery konstytucyjne warunki. Zasady powszechności nie zapewnia dostarczanie pakietów do skrzynek pocztowych, które nie wszyscy posiadają. Ponadto nie wszyscy mieszkają w miejscu zameldowania i być może będą sami musieli wystąpić o umieszczenie w spisie wyborców. Tajność może łamać fakt, że do skrzynek mają dostęp osoby trzecie, a wątpliwości co do bezpośredniości budzi przekazywanie głosów przez pośrednika, jakim jest Poczta Polska. Zarzut braku równości formułują kontrkandydaci obecnie urzędującego prezydenta, wskazując, że z powodu ograniczeń epidemicznych nie mają takich samych możliwości prowadzenia kampanii wyborczej.

Interes kandydatów

Wybory to akt polityczny, w którym każdy z kandydatów chce wygrać. Stąd termin i sposób ich przeprowadzenia są oceniane pod kątem szans na zwycięstwo. Kandydat PiS Andrzej Duda uzyskał w sondażu pracowni Kantar opublikowanym 23 kwietnia blisko 60-procentowe poparcie. Oznacza to, że może wygrać w pierwszej turze. Dlatego ugrupowanie to dąży za wszelką cenę do przeprowadzenia wyborów jeszcze w maju, diagnozując, że ich przełożenie na późniejszy termin może osłabić to poparcie z powodu problemów gospodarczych, jakie spowoduje pandemia, a za które odpowiedzialność będzie przypisywana rządzącemu ugrupowaniu. Z kolei kandydaci opozycyjni mają bardzo niskie poparcie. W tym samym sondażu Władysław Kosiniak-Kamysz (PSL) i publicysta Szymon Hołownia osiągają 7 proc., Robert Biedroń (Lewica) i Krzysztof Bosak (Konfederacja) mogą liczyć na 5 proc. głosów, a Małgorzata Kidawa-Błońska (KO) zaledwie na 4 proc. W tej sytuacji jest zrozumiałe, że woleliby, aby wybory odbyły się w późniejszym terminie, gdyż daje im to szanse na poprawienie notowań. Stąd ze strony opozycji pojawiają się propozycje przewidujące takie rozwiązania. Na przykład PO chciałoby, aby wybory odbywały się 16 maja przyszłego roku i aby przeprowadzała je PKW. Podobny termin wskazuje Lewica.

Opozycja podjęła konkretne kroki, aby opóźnić wybory. Ustawa zmieniająca zasady głosowania trafiła do Senatu, który ma 30 dni na jej rozpatrzenie. Marszałek Senatu Tomasz Grodzki nie ukrywa, że nie będzie się spieszył z jej rozpatrzeniem, a to oznacza, że zapewne trafi ona do Sejmu dopiero 6 maja. W efekcie trzy dni przed wyznaczoną datą wyborów nie będą znane ostateczne zasady, na jakich się one odbędą, co w praktyce uniemożliwia ich sprawne przeprowadzenie.

Lider Porozumienia Jarosław Gowin nie zgadza się na rozwiązania zaproponowane przez PiS i złożył dymisję ze stanowiska wicepremiera i ministra nauki. Proponuje on, aby zmienić konstytucję, wydłużając kadencję prezydenta z pięciu do siedmiu lat, przy ograniczeniu możliwości sprawowania funkcji do jednej kadencji, i przeprowadzenie wyborów w 2022 r. Oznaczałoby to, że Andrzej Duda będzie prezydentem jeszcze przez dwa lata, co – jak podkreśla Gowin – zapewniłoby stabilność polityczną w okresie walki z pandemią. Aby jednak zmienić konstytucję, potrzebne jest poparcie partii opozycyjnych, a te na razie go odmówiły. Innym rozwiązaniem proponowanym przez lidera Porozumienia jest wprowadzenie stanu klęski żywiołowej na krótki czas, aby po 90 dniach od jej zakończenia przeprowadzić wybory korespondencyjne w sierpniu, co dałoby czas na ich dobre przygotowanie.

W tym całym wyborczym zapętleniu być może warto rozważyć wariant powrotu do możliwości głosowania bezpośredniego oraz korespondencyjnego dla chętnych. Jeżeli obecnie mamy możliwość kupowania w sklepach, gdzie jesteśmy narażeni na bezpośredni kontakt z obcymi osobami, to głosowanie w lokalach wyborczych na pewno można by było zorganizować przy zachowaniu nawet większych standardów bezpieczeństwa. Natomiast osoby, które obawiają się o swoje zdrowie, albo z obiektywnych powodów nie mogą dotrzeć do lokalu wyborczego, skorzystałyby z możliwości głosowania korespondencyjnego na obowiązujących obecnie zasadach. W ten sposób większość argumentów o niedemokratyczności wyborów by upadła.

Sytuacja jest na tyle skomplikowana, że nie da się przeprowadzić wyborów, które wszystkie strony uznają za demokratyczne, bez porozumienia politycznego między nimi. Do tego potrzebna jest jednak dobra wola i kierowanie się dobrem państwa, a partykularne interesy powinny zejść na drugi plan. Politycy powinni wznieść się na poziom mężów stanu.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji