Nowy numer 43/2020 Archiwum

Ksiądz rozwalił gmach

Myśl wyrachowana: Bóg do wszystkich mówi, ale nie do wszystkich to przemawia.

Zdarzyło się przed laty, że moja żona, w kuchni będąc, ekspresyjnie wyrażała swoje zdanie na temat bałaganu, który zostawiło starsze dziecię, mające wtedy bodaj sześć lat. No i tak wyraża to zdanie, wyraża, aż tu nagle do kuchni wkracza syn, niosąc uroczyście niewiele mniejszy od siebie krucyfiks. Żonę zatkało. W ciszy, która niespodzianie nastała, synek spojrzał na mnie z szelmowskim błyskiem w oku i powiedział: „Pomyślałem, że mama w ten sposób mnie nie zaatakuje”.

Miał rację. Wybuchliśmy wszyscy śmiechem. Cóż – Pan Jezus przyniósł pokój do kuchni. Bo tak to z Nim jest. Kto się u Niego chroni, znajduje dużo więcej, niż szukał. Również, a może zwłaszcza siebie samego. W harmonii i wewnętrznej ciszy, która przychodzi wraz z Jezusem, człowiek zaczyna rozumieć, co jest dobre i ważne. Natomiast przestaje rozumieć, czemu zmarnował tyle czasu i nerwów na przepychanie swojej wizji rzeczywistości. Widzi, jak to było jałowe, nawet gdy pozornie dotyczyło spraw Bożych. Bo niestety można zatracić ducha w perfekcyjnej dbałości o literę. Można znienawidzić ludzi za to, że nie oddają Bogu czci „zgodnie z zasadami”. W imię Tradycji, rozumianej jako odświeżanie nieaktualnych przepisów, można zagubić Boże „dzisiaj”.

Ale i wtedy Bóg człowieka szuka. Kilka dni temu odezwała się czytelniczka, która kiedyś ostro się ze mną spierała. Teraz nie miała na to ochoty. „W ostatnim czasie bardzo pochyliłam się w stronę Tradycji za sprawą pewnych kaznodziejów z YouTube’a i fejsbukowych znajomych. Moje poglądy były wyniosłe, jedynie słuszne, bo przecież wyrosłam z pewnych form wyrażania wiary” – wyznała. Tak było do niedawna. „Podczas mojej ostatniej spowiedzi ksiądz zdanie po zdaniu rozwalał ten mój gmach, aż wiedziałam już tylko jedno: nic nie jest takie, jak się nam wydaje. Chodziło np. o Komunię św. na rękę i pozostanie w domu w niedzielę (Msza przed telewizorem). Ksiądz nie użył jakichś nadzwyczajnych argumentów, wszystkie wielokrotnie słyszałam lub czytałam w internecie. Jednak wiedziałam, że teraz używa ich sam Bóg. Pewność tego była łaską. Trudno mi to wytłumaczyć. Po prostu wiedziałam to. Odeszłam od kratek zawstydzona (miałam w pamięci różne dyskusje, w których brałam udział), ale jednocześnie pełna pokoju i szczęścia. Zniknął lęk przed uchybieniem. Kierunkiem stała się jedynie miłość i posłuszeństwo Kościołowi. Wszystko inne jest sianiem zamętu” – napisała czytelniczka.

Myślę, że to ważne świadectwo. Bardzo potrzebne szczególnie dzisiaj, gdy przybywa takich, którzy duchowego bezpieczeństwa szukają w starych bukłakach dawnych form. I kamienieją w zgorzknieniu, bo Kościół nie taki, papież owaki, a ci ludzie to już w ogóle.

– Jak żyć, Panie Boże, jak żyć? – pytają z rozpaczą. Ale odpowiedzi na razie nie nasłuchują, bo dopiero uczą się łaciny.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także