Nowy numer 23/2020 Archiwum

Ręce do góry!

Przed dekadą świętowanie pokrzyżowała katastrofa smoleńska i wybuch wulkanu Eyjafjoell. Teraz koronawirus. A oni modlą się jak gdyby nigdy nic. Są z miastem na dobre i na złe. Przybycie Wspólnot Jerozolimskich nad Wisłę było strzałem w dziesiątkę.

Byłem z nimi, gdy przed trzynastu laty przy rekonesansie robili dobrą minę do złej gry (architektoniczny dziwoląg wymagał gruntownej przebudowy). Byłem, gdy rozpakowali walizki i zakasali rękawy, by przekuć budowlę okrzykniętą pogardliwie „Malborkiem” w piękną świątynię. Nad Wisłę trafiło wówczas 12 sióstr i kilku braci. Teraz jestem z nimi wirtualnie. Jak wszyscy.

Urodziny miały być huczne. Pandemia zmieniła charakter świętowania. Była i Eucharystia celebrowana przez abp. Henryka Hosera, podczas której śluby wieczyste złożyła s. Edyta, i liturgia godzin, i modlitwa spontaniczna, i adoracja. Mnóstwo ludzi składało życzenia przez internet.

Warszawskie początki złączyły się z dramatem Smoleńska, a wulkaniczny pył uniemożliwił przylot gości zza granicy. Teraz stolica została sparaliżowana wirusem. To mocne znaki. Wspólnota jest z miastem na dobre i na złe. Jest jak piorunochron, znak wierności.

Wypisałem dziesięć cech „jerozolimskich” na dziesięciolecie. To subiektywny wybór opatrzony komentarzem. Regułą Wspólnot jest „Livre de vie” o. Delfieux (polska wersja ma znamienny tytuł „Źródło na pustyni miast”). To z niej pochodzą cytaty otwierające podrozdziały.•

OTWARTOŚĆ

Zadbaj, by i same miejsca były pociągające. Niech wspólnota będzie schludna, a gest powitania radosny i spontaniczny. Szczególnie uczynni, choć dyskretni, uśmiechnięci i uprzejmi niech będą ci, których zadaniem jest służyć stałą obecnością w biurze przyjęć.

Nasłuchują, co mówi Duch do Kościoła. Byłem świadkiem, jak niedawno przyjęli pod swoje skrzydła nowo powstałą wspólnotę. Młodzi (w tym kilkoro aktorów) odkryli radość uwielbienia i nie dawali za wygraną… do pierwszej w nocy. Bracia i siostry towarzyszyli im w nocnym wołaniu: „Niechaj zstąpi Duch Twój”. Byli razem. Nie udzielali rad dobrego wujka, nie patrzyli z wyższością tych, którzy weszli do kolejnej komnaty opisanej przez Teresę i z politowaniem kręcą głowami nad błąkającymi się po przedsionkach. Przyjęli ich z otwartymi ramionami.

PRACA

W ciągu dnia powtarzaj: „Panie, spraw, by powiodła się praca moich rąk”.

Zawsze na pół etatu, dwadzieścia godzin tygodniowo. „Nie jest najważniejsza, jest źródłem naszego utrzymania” – słyszałem. „Filarami życia są modlitwa i miłość braterska. Pół etatu sprzyja rytmowi życia, pozwala na zachowanie poniedziałkowego »dnia pustyni«. Nie da się z tego wyżyć, ale doświadczamy, jak Pan Bóg się o nas troszczy. Jesteśmy ubodzy, ale to jest dla nas źródłem radości. Gdy człowiek się finansowo zabezpieczy, wiąże tym Panu Bogu ręce”.

Siostry pracowały w hospicjum domowym na Ochocie, w szkole, w biurze rachunkowym, a mniszka rozmiłowana w kwiatach znalazła pracę w kwiaciarni. A bracia? Między innymi w kurii, w charakterze, jak to dumnie nazywają, „konserwatora powierzchni płaskich”. Wspólnota prowadzi świetny sklep Monastica (książki, płyty, rękodzieło, pięknie wykonane dewocjonalia i kosmetyki).

CISZA

W pracę i na ulicę, gdy idziesz lub wracasz sam albo jedziesz z ludźmi środkiem lokomocji, w zgiełk miasta, wszędzie wnoś ze sobą tajemnicę wewnętrznej ciszy.

Wielu warszawiaków uczy się tu kontemplacji i na własnej skórze doświadcza tego, że hasło „medytacja” nie musi kojarzyć się z ezoterycznym eventem czy ruchem Hare Kriszna. Od dwóch lat obok Legii trwa całodobowa adoracja (w stolicy są jedynie dwa takie miejsca), a ludzie towarzyszą Jezusowi spoglądającemu na nich z monstrancji w kształcie koptyjskiego krzyża. Gdy ruszyła adoracja, liczba ludzi w kościele bardzo się zwiększyła. „Zdumiewa nas to, że przychodzi dużo młodych! Wielu ludzi chce się spowiadać” – opowiadali mi mnisi.

MODLITWA

Módl się nieustannie, bez znużenia. Zawsze radosny, módl się stale.

To miejsce przeciwieństw. Ducha, który przychodzi jednocześnie jako woda i ogień. Miejsce ukojenia, ale i wybicia ze świętego spokoju. Wschód spotyka Zachód, a odwieczna liturgia godzin – nowe tchnienie. Takie potężne budowle są z reguły surowe, toporne, szorstkie, a tajemnica kościoła przy Łazienkowskiej polega na tym, że jest on przytulny i gościnny. Pozorną sprzecznością jest również to, że takie pustelnie kojarzą się z ukrytym w leśnej głuszy eremem czy schowanym na bagnach Podlasia skitem. A ta samotnia stoi tuż przy „Żylecie”, która w czasie meczów wybucha jak gejzer. Tuż przy rozpędzonej Trasie Łazienkowskiej. Znana na całym świecie ze swego bizantyjskiego śpiewu maronitka siostra Marie Keyrouz powiedziała „jerozolimskim”: „Sprawujemy liturgię w kościołach, które są arcydziełami. Dlaczego nasza liturgia nie miałaby być również arcydziełem?”.

POKORA

Przyznaj, że wobec Boga jesteś tylko słabym stworzeniem, a dzięki świętej bojaźni wejdziesz w Jego tajemnice.

Włożyli w tę budowę kawał serca, zainwestowali mnóstwo pieniędzy i czasu, a kościół i klasztor… nie są ich własnością. Dzięki temu zawsze można im „podziękować za współpracę”. Paradoksalnie: zyskali wolność. W tej pokornej tymczasowości zdani są na Boga. Pamiętam piwne, błyszczące oczy o. Ireneusza Marii, który opowiadał mi w zakrystii: „Jezus mówi: »Jestem cichy i pokorny«. Bóg zwraca się do Izraela: »Nie bój się, robaczku«. Co to znaczy? Spotykamy się na poziomie prostoty, pokory, tego, co małe, kruche”.

KOŚCIÓŁ

Nie można być mnichem poza Kościołem.

„Kościół żyje. Mówi się, że jest stary, bo ma dwadzieścia wieków. Nieprawda: jest zawsze młody i ma dwadzieścia lat” – powiedział mi przed dekadą Pierre-Marie Delfieux. „Święci nie potrzebują mówić: ich życie jest wyzwaniem dla świata. Czy chcemy być święci?” Pamiętam, że patrząc nam w oczy, wyrecytował: „Święta Agnieszka, święta Joanna, święta Magdalena, święty Ireneusz, święty Krzysztof, święty Marcin…”. „Pierre-Marie kochał Kościół. Cieszył się jak dziecko, gdy w 1996 r. Watykan zatwierdził po latach nasze konstytucje” – opowiada s. Joanna (przełożona wspólnoty sióstr). „Był lekki, jakby ogromny głaz spadł mu z serca. Powiedział: »Teraz jesteśmy w rękach Kościoła. A on, jeśli zaczniemy robić jakieś głupstwa, może nas przywołać do porządku. To nie jest już nasze!«”.

RODZINA

Jeruzalem nie jest zakonem ani kongregacją, ale Rodziną wspólnot.

Gdy otwieram szklane drzwi z symbolem wspólnoty: jerozolimską margaretką, otula mnie ciepło. To obraz braci, sióstr i świeckich otaczających Jezusa jak białe płatki. Wszystko wokół Niego. Bracia zmywają po moim obiedzie naczynia. „Gdy chcieliśmy zorganizować o. Delfieux urodziny, imieniny, uciekał od tego” – opowiada brat Ireneusz Maria. „Potrafił połączyć w sobie dwie postawy: ojca i brata. To bardzo trudne! Był ojcem (podejmował trudne personalne decyzje), ale jednocześnie bratem. Słowo »podwładny« nie istniało! Nigdy nie usłyszałem tego słowa! Zawsze zmywał naczynia po posiłkach braci. A posiłki jadło często kilkanaście osób”.

WIERNOŚĆ

Mnich jest męczennikiem: Jeruzalem zabija proroków i kamienuje wysłanników Boga.

Tak samo gorliwie modlą się w pustym i pełnym kościele. Monotonia liturgii godzin, psalm za psalmem, krople drążące skałę. „Czy lubiłem tracić czas? Bardzo” – uśmiechał się Delfieux (przebywał dwa lata na pustyni, gdzie miał tylko Pismo Święte i Eucharystię). „Czy może być coś piękniejszego?” „Jerozolimscy” za Janem od Krzyża wyśpiewują: „W samotności mieszkała i w samotności uwiła swe gniazdo, w samotności ją wodził sam jej Umiłowany, też w samotności raniony miłością”. Nikt nie widzi twarzy mnichów, którzy przez kuchenne okna spoglądają na korty Legii. Szepczą Modlitwę Jezusową.

MIASTO

Chcesz ujrzeć Boga twarzą w twarz? Bóg mieszka w mieście”.

„Jestem z miasta – to widać” – mogą nucić mnisi w biało-błękitnych habitach. Za psalmistą wołają: „Jeruzalem, miasto, gdzie wszystko wznosi się ku jedności” (por. Ps 121). „Na początku był ogród, ale na końcu będzie miasto” – słyszałem tu wielokrotnie. „Będzie Jeruzalem Niebieskie, miasto »oświetlone chwałą Boga, którego lampą jest Baranek«”. Nic dziwnego, że pierwsza wspólnota zrodziła się w 1975 r. w sercu Paryża przy tętniącym życiem kościele św. Gerwazego.

ŚWIATŁO Z GÓRY

Módl się z ufnością. Twoja modlitwa ma większą, niż sądzisz, moc nad sercem Boga.

Arcybiskup Henryk Hoser podczas Eucharystii z okazji dziesięciolecia fundacji: „Atmosfera dzisiejszej niedzieli przypomina okoliczności dziesięć lat temu. Lęk wobec wydarzeń, które wydawały się niemożliwe. Dzisiaj też większość społeczeństwa żyje lękiem, niepewnością o swój byt, o swoją i swoich bliskich przyszłość. Dlatego tak ważne jest, abyśmy otrzymywali światło z góry. Pierwszym takim snopem światła rozświetlającym nasze ciemności jest słowo Boże, które dziś czytamy: opis pierwszej wspólnoty w Jerozolimie”. Wspólnota jest z miastem na dobre i na złe. Świat pędzi, a „jerozolimscy” robią swoje. Śpiewają: „Niech modlitwa moja wzniesie się jak kadzidło” i wznoszą ręce. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji