Nowy numer 43/2020 Archiwum

Kult Maryi – zdrowy i niezdrowy

Właściwy obraz Matki Bożej ma ten, kto ma właściwy obraz Boga.

Do legendy przeszło zdanie wypowiedziane przez proboszcza jednej ze śląskich parafii: „Po nabożeństwie majowym będzie Msza św. Proszę zostać, te pół godziny nikogo nie zbawi”. Mimo apelu większość ludzi obecnych wtedy na nabożeństwie wyszła, i chyba nie dlatego, że zniechęciła ich do pozostania niezręczna wypowiedź kapłana. Poszli, bo w powszechnej mentalności Maryja jest jakoś bliższa sercu niż Jezus. Tymczasem Maryja z pewnością na tamtej Mszy została…

„W pracy nad odnową kultu maryjnego trzeba silniej przypominać obowiązek naśladowania Maryi w Jej pobożności. W Niej przecież dał nam Bóg »wzór ducha pobożności«; Ona była i pozostaje »wzorem dla całego Kościoła w oddawaniu czci Bogu« oraz »nauczycielką pobożności«” – przypomina o. prof. Celestyn Napiórkowski OFM Conv w książce „Matka. Problemy – poszukiwania – perspektywy”. Żarliwi czciciele Matki Bożej nie zawsze mają świadomość, że sama Maryja chce przede wszystkim prowadzić wiernych do Jezusa, a nie koncentrować ich na sobie. Skutkuje to niekiedy przesadzonymi i niewłaściwymi formami pobożności. Brak krytycyzmu i skłonność do pochopnego przyjmowania za maryjne objawienie każdego fenomenu narażają na śmieszność prawdziwą wiarę i zniechęcają do Kościoła postronnych obserwatorów. Nieraz też prowadzi to do błędów i rozłamów.

Karykatura

Listopad 1997 roku. Cała Polska dowiaduje się, że w jednej z dzielnic Zabrza ukazała się Matka Boska. A dokładniej: sylwetki Maryi dopatrzył się na szybie okna w domu starszej kobiety przechodzący obok górnik. Mężczyzna uznaje, że widoczny tam zaciek przedstawia Matkę Bożą z krzyżem i Dzieciątkiem. Zaalarmowani sąsiedzi w niewyraźnym kształcie dopatrują się tego samego. Kuchenne okno staje się celem tłumnych pielgrzymek, nawet z odległych miejsc kraju. Ludzie palą świeczki, modlą się wpatrzeni w coś, co można interpretować na różne sposoby. Oni wybrali sposób religijny i w słuszność swego wyboru uwierzyli.

Wzrasta irytacja sceptycyzmem księży, przed kamerami padają inwektywy pod adresem Kościoła. Już to powinno dać wierzącym do myślenia: to nie są Boże owoce. Wszelkie objawienia, które Kościół uznał za prawdziwe, budują jedność, wzmacniają wiarę i zbliżają do Kościoła. Tu tak nie jest. W dodatku nic z tego „objawienia” nie wynika. Z czasem podokienni pielgrzymi nużą się i przestają przyjeżdżać. Sprawa przysycha i znika w mgle zapomnienia.

I tak dobrze, że na tym się skończyło, bo nie wszystkie tego typu historie znajdują podobny finał. Przez lata złą krew wśród wierzących w Polsce robiły rzekome objawienia w ogródkach działkowych w Oławie. Tam pojawiły się głoszone w imieniu Matki Bożej „przesłania”, które w potoku wezwań do pobożnych uczynków, na przykład do odmawiania Różańca, przemycały błędy doktrynalne, budzące sekciarskie zachowania oraz postawy. Domniemany wizjoner z Oławy głosił między innymi, że Pan Jezus odwraca się od człowieka, który przyjmuje Komunię świetą na stojąco, a ksiądz, który tak rozdziela Ciało Pańskie, będzie po śmierci surowo ukarany. Bóg w tym „maryjnym” przekazie jawi się jako małostkowa istota, która uzależnia swoją łaskawość od spełnienia zewnętrznych rytuałów, bez liczenia się z wewnętrzną postawą człowieka.

Kościół wielokrotnie orzekał fałszywość tzw. objawień z Oławy, a za przynależność do założonego tam stowarzyszenia nałożył kary kościelne. Mimo to wiele osób przez długi czas nie podporządkowywało się temu, pielęgnując oraz propagując karykaturalny wizerunek Maryi.

Jaki to obraz?

– O Maryi nigdy dość, ale poprawnie – mówi „Gościowi Niedzielnemu” o. prof. Celestyn Napiórkowski. – O zdrowej pobożności maryjnej rozstrzyga przede wszystkim obraz Boga, jaki się proponuje. Niestety, bardzo często ten obraz jest zafałszowany: „Uciekać od tego strasznego Boga, niech nas ratuje Matka Najświętsza!” – ubolewa mariolog. Jako przykład takiej mentalności przywołuje fragment popularnej pieśni kościelnej: „A kiedy Ojciec rozgniewany siecze, szczęśliwy, kto się do Matki uciecze”. – To jest stary problem, polegający na przeciwstawianiu miłosierdzia Maryi sprawiedliwemu Bogu i sprawiedliwemu Chrystusowi. Chrystus w pobożności maryjnej bardzo często przedstawiany jest jako surowy, a Matka Boża jako łagodna: „Ona załatwi wszystko. Do Niej ze wszystkim trzeba iść”. To powoduje zafałszowanie obrazu Pana Jezusa. A przecież Zbawiciel mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. Poprawny obraz Jezusa Chrystusa, poprawny obraz Boga to podstawowe kryterium zdrowej pobożności maryjnej – zauważa franciszkanin.

Ojciec Napiórkowski wskazuje również na kolejne kryterium, którym jest nauczanie Kościoła, wyrażone szczególnie w Konstytucji dogmatycznej o Kościele „Lumen gentium” Soboru Watykańskiego II. – Sobór, głosząc „podporządkowaną rolę Maryi”, naucza, że „nie przyćmiewa i nie umniejsza [Ona] jedynego pośrednictwa Chrystusowego, lecz ukazuje Jego moc” – stwierdza. Przywołuje także encyklikę „Redemptoris Mater”. – Jan Paweł II sprzeciwia się tam między innymi niewłaściwemu rozumieniu Różańca. Różaniec to nie jest jedynie odmawianie modlitw. To także kontemplacja zbawczych misteriów, tymczasem często się zdarza, że się go tylko odmawia, odmawia, odmawia. A przecież pobożność różańcowa ma wprowadzać w głąb tajemnic zbawczych! – przekonuje o. Napiórkowski.

Błędy

Istnieje przekonanie, wzmacniane czasami przez nazbyt rozpędzonych kaznodziejów, że kto ma nabożeństwo do Matki Najświętszej, ten nigdy w wierze nie pobłądzi. Fakty tego jednak nie potwierdzają. Na gruncie polskim wymownym tego przykładem jest Kościół Starokatolicki Mariawitów, który założyli ludzie mocno przywiązani do czci Matki Bożej. Do tej pory zresztą rys pobożności maryjnej jest tam obecny.

Błędy wśród żarliwych czcicieli Maryi zdarzają się dosyć często. Ludzie dają się nieraz zwodzić kusicielowi metodą „na Matkę Boską”. W latach 1961–1965 w hiszpańskiej wiosce Garabandal miały miejsce „objawienia”, będące swego rodzaju odbiciem w krzywym zwierciadle uznanych przez Kościół objawień Maryi w portugalskiej Fatimie. „Dziewica” żądała od czworga dzieci modlitwy, częstego nawiedzania Najświętszego Sakramentu oraz wzywała do pokuty. „Jeśli tego czynić nie będziecie, nastąpi na was wielkie pokaranie. Kielich się wypełnia! Jeśli się nie odmienicie, kara Boża przypadnie na was!” – groziła. Zapowiadała, że „to już ostatnie ostrzeżenie”. Wszystko odbywało się w atmosferze tajemniczości, wśród dziwacznych znaków. Dzieci usłyszały tam między innymi, że po Janie XXIII będzie jeszcze tylko trzech papieży, a potem przyjdzie koniec czasów.

Cóż… Obecnie po Angelo Roncallim mamy już piątego papieża. Kościół jednak nie czekał na taką weryfikację. W sprawie rzekomych objawień w Garabandal wypowiedział się szybko i jednoznacznie: to nie są prawdziwe objawienia.

To jest cel

Szczególnie cenna dla określenia poprawnej pobożności maryjnej jest adhortacja „Marialis cultus” papieża Pawła VI. Ojciec święty, podając wytyczne dla należytego kultu Matki Bożej, jednocześnie przestrzegł przed jego niewłaściwymi formami. Między innymi przed wychodzeniem „poza granice należytej nauki o Najświętszej Maryi Pannie, by ciasnotą ducha nie pomniejszać Jej postaci i zadania”.

Kolejnym błędem, na który wskazał papież, jest „zwodnicza łatwowierność, zwracająca uwagę raczej na zewnętrzne praktyki niż na poważną gorliwość religijną”. Ojciec święty napiętnował również „czcze i przemijające wzruszenie uczuciowe, zupełnie obce duchowi Ewangelii”, a także przesadne szukanie nowości lub nadzwyczajnych wydarzeń. Wskazał na potrzebę oparcia kultu maryjnego na prawdzie historycznej oraz usunięcia „z niego zupełnie rzeczy legendarnych lub fałszywych”. Ważne jest, aby kult maryjny był zgodny z nauką, żeby nie doznał „zaciemnienia cały Jej wizerunek, ukazany w Ewangelii”. Motywy tego kultu muszą być czyste, wolne od wszystkiego, „co by miało posmak brudnego szukania własnej korzyści”.

Na koniec papież podkreślił, że „celem ostatecznym kultu Najświętszej Maryi Panny jest, by Bóg został uwielbiony i by chrześcijanie zostali pobudzeni do całkowitego uzgadniania z wolą Bożą swojego życia i postępowania”.

To nie to samo

Mistrzynią docierania do sedna życia duchowego była św. Teresa od Dzieciątka Jezus. W swoich zapiskach pozostawiła genialne stwierdzenie: „Prosić Najświętszą Pannę nie jest to samo, co prosić Pana Boga. Ona wie dobrze, co ma zrobić z moimi małymi pragnieniami, czy je powtórzyć, czy nie... bo przecież to do Niej należy, by nie zmuszać Pana Boga do wysłuchania mnie, by Mu pozwolić we wszystkim czynić swoją wolę”.

Podczas gdy Maryja jest powszechnie traktowana jako „wzmacniacz” próśb zanoszonych do Boga, Teresa chce, żeby Matka Boża była „filtrem”, który zatrzyma prośby niezupełnie zgodne z wolą Boga. A wolę Bożą Teresa nade wszystko ukochała. Jak Maryja. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama