Nowy numer 22/2020 Archiwum

COVID poza statystykami

Brutalnie rozpędzani ludzie, rodziny wyrzucone na bruk, ranni w bójkach o żywność... To niektóre ze społecznych skutków koronawirusa. Kraje Afryki desperacko starają się ograniczyć rozprzestrzenianie się epidemii. Tymczasem, według prognoz, fala uderzeniowa dopiero nadchodzi.

Kiedy mieszkańcy kenijskich slumsów odmówili przestrzegania godziny policyjnej, doszło do protestów i walk ulicznych z policją

– Ludzie rzucali kamieniami w policjantów, krzycząc: „Lepiej umrzeć od wirusa niźli z głodu!”. Bardzo wzrosła liczba napadów i kradzieży. W naszej okolicy co drugą noc słychać strzały. Takiej sytuacji nie pamiętamy od wyborów w 2013 roku – relacjonuje mieszkający w Nairobi Radosław Malinowski, szef organizacji HAART, pomagającej ofiarom handlu ludźmi. Z kolei diakon Damian Lenckowski z południa Nigerii pisze: „Sytuacja jest trudna. Ceny ryżu potroiły się i obecna równowartość to 25 zł za 1 kg. Wojsko karze tych, którzy udają się do miasta po zakupy. Czasem zabija. My przemieszczamy się lasami. Wielu ludzi ucieka z wiosek do lasu z obawy przed COVID. Potrzebujemy cudu, aby przeżyć”.

Prognozy i liczby

Komisja Gospodarcza ONZ dla Afryki (UNECA) szacuje, że w najgorszym scenariuszu wirus może doprowadzić na kontynencie do śmierci nawet 3 milionów osób. Wariant „optymistyczny” zakłada pół miliona. Około sześciuset milionów ludzi w Afryce mieszka w miastach, z tego ponad połowa w slumsach. Tylko 34 proc. z nich ma dostęp do podstawowych urządzeń sanitarnych, mydła, wody. Kraje Afryki mierzą się z brakiem personelu medycznego, a szpitale mają średnio 1,8 łóżka na 1000 osób. Według UNECA kontynent potrzebuje 200 mld USD na rozwiązanie nadciągającego kryzysu zdrowotnego i gospodarczego.

– W Ghanie reakcja była szybka. Po pierwszym wykrytym przypadku z dnia na dzień zamknięto szkoły, uniwersytety, kościoły, meczety. A wiadomo, naród tu pobożny. Na początku przyłapali pastora, bo nie przestrzegał. Ukarali. W ciągu dwóch dni sprawdzono ponad 1000 osób. Około 100 było nosicielami wirusa. Teraz jest zakaz opuszczania domów. Wojsko i policja pilnują dyscypliny. Ale nie mamy złudzeń. Jeśli dojdzie tu do najgorszego, nasza służba zdrowia temu nie podoła – przyznaje pracujący w Kumasi o. Jacek Wróblewski MAfr. Zdaniem ekspertów Afrykę dzielą 3–4 tygodnie od Europy, jeśli chodzi o rozwój pandemii. Wirus obecny jest już w 52 z 54 krajów kontynentu. Wolne od niego są jedynie wyizolowane Lesoto i Komory. Według danych Unii Afrykańskiej, na 20 kwietnia, stwierdzono 22 275 zachorowań. Miesiąc wcześniej na całym kontynencie było ich zaledwie ponad 600. Najwięcej przypadków dotyczy RPA, Algierii, Egiptu i Maroka. W interiorze najwięcej potwierdzono ich w Kamerunie, gdzie przy okazji epidemii zniknął... prezydent Biya (ostatni raz widziany publicznie 11 marca). Na wybrzeżu wschodnim w najgorszej sytuacji jest Kenia. – Władze przyznają, że oficjalna liczba zachorowań jest prawdopodobnie zaniżona, ze względu na małą ilość testów. Dopiero teraz rząd planuje testowanie na dużą skalę. Ministerstwo mówi nawet o możliwych 10 000 zakażeń na początku maja – zauważa Radosław Malinowski.

Restrykcje i chaos

W Kenii pierwszy przypadek wykryto 13 marca. Wprowadzono wszystkie obostrzenia poza całkowitym zamknięciem społeczeństwa w domach. Wiele przedsiębiorstw drastycznie obniżyło zatrudnienie, pensje zredukowano do 40 procent. Ludzie z dnia na dzień zostali pozbawieni środków do życia. Od 6 kwietnia odcięto regiony stołecznego Nairobi, Mombasy i Kilifi. – Nikt nie może wyjechać ani wjechać. Żyjemy w kordonie sanitarnym, który ma uratować inne części kraju. Coraz więcej osób balansuje na krawędzi przetrwania. Na ulicach szukają jakiejkolwiek możliwości zatrudnienia, tak żeby na koniec dnia rodziny miały choć jeden posiłek – mówi R. Malinowski.

Obowiązuje godzina policyjna. W zawsze tętniącym życiem Nairobi pozamykano restauracje, puby, miejsca zabaw dla dzieci. Za brak maseczki poza domem grozi kara pół roku bezwzględnego więzienia. Ostre restrykcje grożą za złamanie kwarantanny. W ostatnich dniach prokuratura postawiła zarzuty o „świadome rozprzestrzenianie wirusa” wicegubernatorowi regionu Kilifi oraz księdzu, który 10 marca wrócił z Włoch przez RPA. To pierwsze procesy w związku z pandemią. Polityk złamał kwarantannę, spotykając się z ludźmi. Natomiast duchowny celebrował Mszę dla ponad 100 osób i spotkał się z ponad 240. Choć miało to miejsce jeszcze przed wprowadzeniem zakazu zgromadzeń i zanim stwierdzono u niego COVID-19, został pociągnięty do odpowiedzialności za niepoddanie się kwarantannie zaraz po powrocie.

Jednocześnie kenijskie media alarmują, że w całym kraju istnieje zaledwie 518 łóżek na oddziałach intensywnej terapii, z tego już 87 proc. jest zajętych przez chorych. Pojawiają się informacje o rodzinach wyrzucanych z domów na ulicę przez właścicieli wynajmujących mieszkania. – Odcinają prąd i wodę tym, którzy nie zapłacili czynszu. Prowadzi to do zamieszek. Już zginęło kilka osób, w tym policjant. Inni z kolei albo zamykają drzwi, blokując wynajmującym wstęp do mieszkań, albo te drzwi, razem z oknami, wyważają, aby w ten sposób wymusić opłacenie zaległości – opisuje sytuację R. Malinowski.

Wskutek paniki związanej z koronawirusem wzmaga się tragiczna sytuacja w slumsach. Tu największym problemem jest zdobycie jedzenia. W Wielkanoc, w zamieszkałej przez ponad 600 tys. ludzi Kiberze (największy slums w stolicy), tłum zaatakował i poturbował wolontariuszy rozdających żywność. – Tylko dzięki szybkiej interwencji policji udało się ich uratować. Doszło do dantejskich scen. Ludzie walczyli na pięści o każdy kilogram mąki czy litr oleju – mówi Malinowski. W Mombasie w zamieszkach w związku z COVID-19 policja użyła gazu łzawiącego. Jej brutalność spotkała się z krytyką rządu. Protest wystosowała też Konferencji Episkopatu Kenii, wzywając do humanitarnego traktowania ludzi.

Kryzys i czary

W sąsiedniej Ugandzie wirus pojawił się później niż w Kenii. Obowiązuje zakaz poruszania się inaczej niż pieszo. Wyjątkiem są dostawy towarów. Popularne w Ugandzie boda boda (motory) mogą jeździć tylko do godziny 14, również wyłącznie jako pojazdy dostawcze. Aby podnieść morale narodu i zachęcić do ćwiczeń w domu (po wprowadzonym zakazie joggingu) 75-letni prezydent Museveni udostępnił w sieci nagranie wideo, na którym osobiście robi... pompki.

Przed ludźmi pojawiły się jednak znacznie większe wyzwania. – Jest ciężko. Na początku były przypadki bicia ludzi przez policję, ale prezydent uwrażliwia, aby nie bić, lecz uświadamiać. Największy problem jest z żywnością. Ludzie są zdani na siebie. Żyją z dnia na dzień, nie mają oszczędności – mówi o. Wojciech Ulman, przełożony franciszkanów z bazyliki w Munyonyo.

Rząd zaczął rozdawać żywność, ale tylko w stolicy, Kampali. – Dawali po 3 kg mąki i 2 kg fasoli. Takie jednorazowe wsparcie. Powiedzieli, że na wsiach ludzie mogą sobie sami uprawiać ziemię – dodaje o. Ulman. Franciszkanie w Munyonyo rozdali ponad 350 paczek żywnościowych. W oddalonej o 20 km od Kampali Matudze, gdzie prowadzą szpital im. Wandy Błeńskiej, wydali kolejne 200. Sami też są już jednak w trudnej sytuacji.

Do Gulu, najważniejszego miasta na północy Ugandy, skąd pochodzi ks. David Okullu, COVID-19 jeszcze nie dotarł. Ale przypadek potwierdzono w nieodległym Adjumani, niedaleko granicy z Sudanem Płd. Dziś miasto jest zamknięte, a patrole policji i wojska pilnują obostrzeń kwarantanny. – W zeszłym tygodniu aresztowali jedenaście osób, które zebrały się na modlitwie – mówi. – To dziesięcioosobowa rodzina, do której dołączył sąsiad. Gdyby rodzina modliła się sama, nie doszłoby do aresztowania. Ale że on był osobą spoza rodziny, to teraz wszystkich czeka proces.

Przed wejściem do miejsc publicznych mierzona jest gorączka. Ci z podwyższoną temperaturą od razu poddawani są obserwacji w miejskim szpitalu. Placówki nie zapewniają jednak wyżywienia. A za pobyt (obowiązkowy) trzeba płacić. – Kilka dni temu aresztowali mężczyznę, który uciekł ze szpitala. Tłumaczył się, że przez trzy dni nie dostał nic do jedzenia. Nie wiemy, jak to się dalej potoczy... – mówi ks. Okullu. Wojsko i policja kontrolują również jego parafię Niepokalanego Serca Maryi. – Nikt z parafian już nie przychodzi. Trudno się odnaleźć w tej sytuacji – przyznaje.

Miejscowy biskup John Baptist Odama przez radio zachęca ludzi, aby na czas kwarantanny odmawiali w domach Różaniec. Ksiądz David obawia się o załamanie wiary. Tym bardziej że koronawirus wykorzystują czarownicy. – Mówią, że COVID to zły duch. Zbierają ludzi po nocach, biją w bębny, aby wygonić tego ducha. To się zdarza nawet na terenie mojej parafii. A jeśli tak robisz, to znaczy, że twoja wiara upada. Do Boga powinni się zwrócić, a nie do czarów – mówi.

Codzienność i wiara

W małej wiosce Ushirombo na zachodzie Tanzanii, niedaleko granicy z Ugandą, gdzie pracuje s. Wioletta Pitura, elżbietanka, wierzą, że „burza przejdzie bokiem”. – Życie tu toczy się normalnie, jakby nie było epidemii. Czasem słyszę na targu: „O, idzie mzungu (biały), idzie korona”. Śmieją się z tego. Nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. Ale w jaki sposób wyizolować tych ludzi? Przecież to niemożliwe, skoro oni żyją „jeden na drugim”. Gdy w domu są dwa pomieszczenia, a rodzina składa się z 14 osób? Ludzie żyją praktycznie na zewnątrz. Do domu przychodzi się tylko, aby spać – mówi misjonarka.

Tanzania (do chwili pisania tego tekstu) nie wprowadziła tak radykalnych obostrzeń jak sąsiadujące Kenia i Uganda. Pozamykane zostały jedynie placówki edukacyjne, a w miejscach targowych wprowadzono obowiązek posiadania wiadra z wodą i mydła. Nabożeństwa w kościołach się odbywają. – My przy naszym szpitaliku mierzymy temperaturę. Kto wchodzi do środka, zakłada maseczkę. Ale innych ograniczeń nie ma. Wieczorami ludzie się bawią, gra muzyka. Choć są też i tacy, którzy się boją. Mówią: „Siostro, może się będziemy modlić o cud?”. Ludzie tu też mówią, że neema ya Mungu (w suahili: wola Boża), jak ktoś umrze – dodaje.

W 5-milionowym Dar es Salaam, największej metropolii Afryki Wschodniej, życie toczy się podobnie, poza szkołami wszystko pootwierane. – Bogaci może i pozamykają się w domach z klimatyzacją, ale ci, pośród których pracujemy, żyją z tego, że cały dzień zbierają plastikowe butelki. Za kilogram dostają 250 szylingów, a jak uzbierają 10 kg, to są szczęśliwi – mówi s. Cecylia Bachalska MSOLA. Pomaga dziewczętom z ulicy. – Mają HIV albo inne choroby. A teraz jeszcze ten koronawirus... W ogóle nie potrafią sobie tego wyobrazić. Mówią mi: „Jeśli wy, biali, na to umieracie w Europie, to u nas w ogóle nikt nie przeżyje”. Są jednak i tacy, którzy nie tracą nadziei. Mówią: „Siostro, nasz kraj zawierzył się Maryi. Prezydent Magufuli się modli, my się modlimy i zobaczysz, Maryja nas ochroni, bo my jesteśmy krajem poświęconym Maryi”. „To dobrze, że macie wiarę”– odpowiadam. „Teraz musimy jeszcze zaangażować nasze myślenie, aby pomóc Maryi. Czyli myć ręce, dbać o higienę” – opowiada misjonarka. Wierzą, że słoneczna pogoda powstrzyma koronawirusa. Podobnie jak w Kenii, gdzie szpitale mają około 500 respiratorów na 40 mln mieszkańców (z czego 80 proc. jest już w użyciu), scenariusz włoski oznaczałby, że ludzie będą umierać w domach, a wiele szpitali zostanie zamkniętych z powodu braku personelu. – Mamy nadzieję, że do tego nie dojdzie, że rozwój pandemii będzie ograniczony przez wysoką temperaturę – dodaje Radosław Malinowski. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Krzysztof Błażyca

Fotoreporter, dziennikarz

Z redakcją „Gościa" związany od roku 2006 r. Religioznawca, członek Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego. Autor książek „Tego drzewa nie zetniesz. Historie z czarami w tle" (zbiór reportaży z Tanzanii, Kenii, Zambii, Nigerii i Ugandy) oraz reportażu „Krew Aczoli. Dziesięć lat po zapomnianej wojnie na północy Ugandy", za który otrzymał Grand Prix Mediatravel 2017, Nagrodę im. Stanisława Szwarc Bronikowskiego w kategorii książka podróżnicza roku oraz Nagrodę Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego za najlepszą książkę roku 2017 o tematyce afrykanistycznej w kategorii publikacji popularno-naukowej. Autor wystaw fotograficznych ukazujących życie codzienne w krajach Afryki. Laureat nagrody „Ekologia w obiektywie" za zdjęcie przedstawiające dzieci z nigeryjskiej wioski przy jednej ze studni wybudowanej dzięki akcji „Małego Gościa Niedzielnego". Publikował w „Misyjnych drogach", „Poznaj Świat", „Catholic Mirror" (Kenia), „Magazynie Familia", „Warto", „W drodze", „Almanachu Prowincjonalnym", „Tygodniku Powszechnym". Prowadzi fundację pomagającą w Ugandzie i Kenii (budowa studni głębinowych, wsparcie edukacji). Jego mottem są słowa kard. Charles'a Lavigerie, założyciela Ojców Białych „Pokochajcie Afrykę!".

Kontakt:
krzysztof.blazyca@gosc.pl
Więcej artykułów Krzysztofa Błażycy

 

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji