Nowy numer 23/2020 Archiwum

Szklanka do połowy pełna

Jak się nie dać depresji w izolacji i odkrywać to, co mamy dobrego w czterech ścianach, radzi dr Małgorzata Farnik.

Szymon Babuchowski: Minął miesiąc, odkąd siedzimy w domach, i niewiele wskazuje na to, że szybko będzie normalnie. Czy tak długie zamknięcie w czterech ścianach musi w końcu odbić się na naszej psychice?

Małgorzata Farnik: Sytuacja jest bardzo szczególna, ponieważ przymusowemu siedzeniu w domu towarzyszy poczucie zagrożenia przy jego opuszczaniu. Nie jest to więc typowa izolacja, zdarzająca się przy różnych chorobach. Osoba, która np. złamała kończynę, mogła być zawsze swobodnie odwiedzana przez innych – rodzinę, przyjaciół, znajomych, albo chociażby zabrana do kina. Nawet ktoś niezdolny do pracy mógł uczestniczyć w różnych formach życia społecznego. W tej chwili pozostają nam tylko te role, które wiążą się z naszym najbliższym otoczeniem. Bezpośrednie kontakty z przyjaciółmi są zabronione. W mojej sytuacji dotyczy to też mamy, która jest osobą starszą, i nasza relacja musiała ulec zmianie ze względu na ryzyko zakażenia. Nigdy nie doświadczyliśmy takiej izolacji. Przez ten miesiąc część z nas zapewne jakoś zaadaptowała się do nowej sytuacji i wykształciła zachowania, które pozwalają na regulację emocji. Myślę jednak, że u niektórych osób, zwłaszcza tych doświadczających pełnej samotności w czterech ścianach, te mechanizmy mogą już powoli zawodzić. Nawet jeżeli wyznaczyliśmy sobie krótkotrwałe cele, mogły one ulec wyczerpaniu, a w ich miejsce pojawiło się znużenie.

Wielu przeżywa też lęki związane np. z możliwością utraty pracy.

Tak, bo chcemy sprostać zadaniu utrzymania rodziny. Nie tylko w wymiarze materialnym, ale i w wymiarze psychicznym – żeby tego lęku, związanego ze zmianą sytuacji, nie przenieść na innych. Zwłaszcza na dzieci, które są bardzo mocno uzależnione od naszego stanu emocjonalnego. Jeżeli rodzice będą bardzo mocno eksponowali lęk, to na pewno dziecko też przestanie sobie radzić z nową sytuacją. Podobnie jest z najstarszym pokoleniem, które z obserwacji osób młodszych czerpie często wiedzę na temat własnego bezpieczeństwa. Ale o lęku należy mówić, bo te emocje, jeżeli nie zostaną w jakiś sposób odreagowane, mogą być niebezpieczne z punktu widzenia zdrowia psychicznego. Warto więc redukować napięcie. Na ten moment pozostają nam głównie rozmowy telefoniczne, ale jeżeli żyjemy na osiedlu czy w budynku wielorodzinnym, to nawet wykonanie przyjaznych gestów w stronę sąsiadów pozwala w jakimś stopniu przekroczyć izolację. Jeżeli i z tamtej strony spotkamy gest sympatii, odczuwamy, że jesteśmy wspólnotą. Dzięki temu lęk może ulec redukcji.

Czyli nie krzyczeć i nie płakać?

Krzyk i płacz też oczywiście mogą się zdarzyć w bardziej traumatycznych sytuacjach. Ważne jednak, byśmy, odreagowując, nie ranili innych osób i nie obciążali ich naszymi negatywnymi emocjami. Można natomiast powiedzieć mężowi, żonie, przyjacielowi: wiesz, nie radzę sobie z tym. Potrzebuję dobrego słowa, innej perspektywy. Oni mogą do naszego myślenia wnieść własną perspektywę, własne nadzieje, punkt widzenia, co pozwoli na regulację naszych emocji. Przeszkodą jest często nieumiejętność sięgania po pomoc; trudność w zwerbalizowaniu, że jej potrzebuję. Dlatego dobrze, jeżeli sygnalizujemy nasze potrzeby emocjonalne. Warto też zapytać innych, czy wszystko u nich w porządku, jak sobie radzą, czy nie potrzeba im rozmowy. Możemy sięgnąć do wspólnych zasobów, którymi w tej chwili najczęściej są wspomnienia. Spotkać się na Skypie, przypomnieć wspólne wyprawy, mecze albo coś zabawnego, co się nam zdarzyło i z czego możemy się pośmiać. Pooglądać zdjęcia z wakacji albo wspólnie zaplanować coś na przyszłość.

Problem w tym, że nasza izolacja jest, przynajmniej na razie, bezterminowa. Więzień, zamknięty na wiele lat, zna mniej więcej datę wyjścia. My nie. To chyba też sprzyja stanom depresyjnym?

Może sprzyjać, ale można też mieć nadzieję, że normalność zostanie nam szybko przywrócona. Wtedy będzie to spojrzenie na szklankę, która jest do połowy pełna, a nie do połowy pusta. Oczywiście nie należy wzbudzać w sobie nierealistycznych oczekiwań, bo wtedy człowiek musi się konfrontować z tym, że nie są one spełniane. Nasz optymizm musi być mocno osadzony w realiach, ale nie możemy się go pozbawiać. Nadzieja jest zawsze korzystniejszym bodźcem dla człowieka niż myślenie o tym, co negatywne. Pozytywnie można też spojrzeć na przebywanie w domu, bo jest to przestrzeń bezpieczna, chroniąca nasze zdrowie. Trudniejsza jest natomiast sytuacja pacjentów izolowanych w szpitalach. To jest izolacja absolutna – także od personelu i od innych pacjentów. Jako lekarz w ubraniu ochronnym jestem właściwie nie do rozpoznania, nawet moje emocje nie dadzą się odczytać. Pacjent choruje więc na COVID-19 w absolutnej samotności. Jeśli ktoś ma telefon komórkowy, to jest to najczęściej jego jedyny kontakt ze światem zewnętrznym. Nie może być odwiedzany przez rodzinę, a jeśli umiera – to także w samotności.

Czy da się w ogóle doświadczać radości życia w izolacji?

W kontekście tego, co się dzieje dookoła: utraty pracy czy zdrowia, przeżywania licznych niepokojów – spojrzenia wyłącznie pozytywnego nie uznamy za przekonujące i prawdziwe. Dlatego musimy sobie dać takie pozytywy, w które sami jesteśmy w stanie uwierzyć. Odkrywać, że nasz dom to jest wielkie dobro. Że te relacje, które mamy, są szalenie ważne i warto się o nie troszczyć. To jest czas, żeby się na tych relacjach bardziej skupić. Warto też szukać w swojej przestrzeni takich miejsc i obszarów codziennego funkcjonowania, w których odnajdujemy przyjemność. Ale trudno oczywiście je proponować jako jedyną alternatywę, bo do tej pory funkcjonowaliśmy też mocno poza tym obszarem. Jedno i drugie jest nam potrzebne, tylko muszą być zachowane odpowiednie proporcje.

Wiele rodzin jest teraz ze sobą dwadzieścia cztery godziny na dobę, podczas gdy wcześniej istniały wentyle w postaci innych aktywności.

Tak, to ważne, bo pełnimy przecież różne role społeczne. Ktoś, kto w domu jest osobą wycofaną i dostosowującą się, w środowisku zawodowym może być bardzo ekspansywny. Potrzebujemy przestrzeni – w sensie terytorium, ale i przestrzeni społecznej – po to, żeby móc definiować siebie. Natomiast teraz jesteśmy sprowadzeni do funkcjonowania ciągle na tych samych ścieżkach, co oczywiście może powodować w pewnym momencie frustrację, złość, agresję.

Aż po zachowania patologiczne, np. nadużywanie alkoholu czy eskalację przemocy?

Rzeczywiście jest taka groźba, tym bardziej że izolacja to też potencjalnie mniejsza reakcja środowiska i mniejsza możliwość zaobserwowania pewnych zjawisk. Pobite dziecko zostaje w domu przez kolejne dni i, być może, nikt go nie zobaczy na etapie świeżych urazów. Placówki medyczne są teraz o wiele mniej dostępne, dlatego ofiara przemocy domowej ma problem, żeby okazać, co się stało – poddać się obdukcji lekarskiej czy doprowadzić do odnotowania tego w jakiejkolwiek dokumentacji. W oprawcach rodzi się więc poczucie bezkarności. Warto jednak wykorzystać istniejące linie pomocowe lub np. zwrócić się o pomoc do domu samotnej matki, choć takie miejsca, skupiające wiele osób, też mogą być teraz trudniej dostępne.

Czy istnieją jakieś ogólne zasady higieny psychicznej, które pozwolą zadbać, choćby profilaktycznie, o zdrowie psychiczne – nasze i naszych bliskich?

Przede wszystkim: rozmawiajmy. Na bardzo różne tematy – nie tylko te powiązane z sytuacją aktualnego zagrożenia. Planujmy wspólnie, jak zorganizujemy dzień, żeby zrobić coś ciekawego. Wymyślajmy atrakcje dla różnych osób w rodzinie, ale spróbujmy też realizować je razem. Może to być np. rodzinna zabawa w domino albo w chowanego. A z osobami starszymi – rozwiązywanie krzyżówek. Nawet jeżeli nie mamy bezpośredniego kontaktu z rodzicem czy inną osobą starszą w rodzinie, to można też z nimi zaplanować pewne rzeczy. Np. rozegrać przez internet partię szachów. Bardzo ważna jest aktywność fizyczna, bo taki wysiłek to źródło endorfin, które mają działanie przeciwdepresyjne. Może to być zwykła gimnastyka, ale warto też np. odkurzyć rowerek do ćwiczeń czy inne sprzęty, które mamy w domu. Dobrze jest zmieniać, modyfikować aktywności, żeby nie wkradła się do nich nadmierna monotonia. Domowa przestrzeń powinna zostać wspólnie na nowo przemyślana. Tak żeby każdy miał miejsce na swoją intymność i odcięcie się, gdy trzeba pracować czy uczyć się, a jednocześnie by było w domu miejsce przeznaczone do ćwiczeń i zabaw. Warto też odezwać się do tych osób, z którymi nie utrzymujemy tak intensywnego kontaktu, odbudować nawet te dalsze relacje. W ten sposób nie tylko pomożemy innym, ale i sami wejdziemy w te role społeczne, których teraz tak bardzo nam brakuje. •

Małgorzata Farnik

Doktor nauk humanistycznych w zakresie psychologii i doktor nauk medycznych. Jako lekarz pracuje na oddziale pneumonologii szpitala Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach-Ochojcu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama