Nowy numer 22/2020 Archiwum

Adoracja tęsknoty

Czy adoracja Najświętszego Sakramentu przez internet ma sens?

Czas pandemii to czas tęsknoty za sakramentami, wspólnotą modlących się, za adoracją Najświętszego Sakramentu. Część z wiernych sięga więc po smartfon czy komputer, by na ekranie łączyć się ze swoimi kościołami, kaplicami, i w ten sposób uczestniczyć w adoracji on­line. I chociaż nie jest to zjawisko nowe, nowe są okoliczności i jego skala. Co trzeba wiedzieć na temat adoracji online? Jak się do niej przygotować? I czy można postawić znak równości między adoracją na ekranie smartfona a tą w kościele?

Niby nic nowego

– Prekursorami adoracji online w Europie były włoskie telewizje, w tym Telewizja Ojca Pio, która od lat w swojej ramówce miała transmisje w czasie rzeczywistym z kościołów – mówi ks. prof. Marek Lis, teolog i medioznawca z Uniwersytetu Opolskiego. – Często takie transmisje były połączone z modlitwą Koronką do Bożego Miłosierdzia. W czasie koronawirusa transmisje online przeróżnych modlitw, w tym adoracji, opanowały internet. To pozytywne. Pamiętajmy jednak, że Eucharystia jest realną obecnością Boga. Zbliżamy się do Jezusa pod postacią chleba, klękamy przed Nim, choć bezpośrednio Go nie widzimy. Nie można więc postawić znaku równości między adoracją w przestrzeni kościoła czy kaplicy a adoracją online. Modlimy się, chwalimy Boga, patrząc w ekran smartfonu, ale media nie transmitują realnej obecności i bliskości Jezusa. Jedynie pewien obraz. Tak jak obrazek prymicyjny z napisem o błogosławieństwie nie jest błogosławieństwem rzeczywistym, tak obraz na ekranie nie jest realną obecnością Jezusa w Chlebie Eucharystycznym.

Dlatego według ks. prof. Lisa raczej powinno się używać sformułowania „modlitwa”, a nie „adoracja online”. – W przypadku Komunii duchowej podnosimy pragnienie zjednoczenia z Jezusem, przyjęcia Go. W przypadku modlitwy adoracyjnej przy komputerze jest to jakaś być może adoracja pragnienia, adoracja tęsknoty.

Ks. dr Janusz Chyła, wykładowca, proboszcz parafii w Chojnicach, zwany również „proboszczem Twittera” (ze względu na największą wśród polskiego duchowieństwa liczbę obserwujących), uzupełnia: – Liturgia wymaga obecności. Żadna więc transmisja radiowa, telewizyjna czy internetowa nie może równać się z udziałem we Mszy Świętej lub na adoracji w kościele. Obecna sytuacja wymusza jednak szukania choćby namiastek uczestnictwa. To trochę jak zdjęcie kogoś, kogo kochamy, postawione na biurku, ponieważ z jakichś ważnych powodów spotkanie w danej chwili nie jest możliwe. Benedykt XVI w adhortacji „Sacramentum Caritatis” pisał: „Ze względu na niebywały rozwój środków przekazu w ostatnich dziesięcioleciach słowo »uczestnictwo« nabyło szerszego znaczenia niż w przeszłości. Z zadowoleniem wszyscy uznajemy, że te narzędzia dają nowe możliwości również w odniesieniu do celebracji eucharystycznej”.

Wspólnota modlitwy

– Kiedyś przeczytałam takie zdanie: „Zamiast udostępniać adorację Najświętszego Sakramentu online, księża powinni uczyć ludzi adorowania Boga w swoim sercu”. Z jednej strony jest to prawda, bo każdy ochrzczony jest świątynią Ducha Świętego, żywym mieszkaniem Boga, gdy tymczasem monitor pozostanie tylko monitorem, także wtedy, gdy widać na nim monstrancję – mówi dr Danuta Piekarz, biblistka, wykładowca UPJPII. – Adoracja wirtualna nigdy nie zastąpi tej realnej, ale odrzucanie jej całkowicie byłoby błędem. Oczywiście byłoby pięknie, gdybyśmy wszyscy adorowali w milczeniu Boga obecnego w nas, ale ilu z nas naprawdę potrafi to robić, nie „odpływając” do planowanych prac, obejrzanych filmów, spotkanych osób? Jesteśmy ludźmi, a dla ludzi zmysły są bardzo ważne.

I ważne jest też, szczególnie w czasie epidemii, poczucie „bycia razem”, łączenie ludzi na wspólnym trwaniu w jednej intencji. – Przekonanie, że jesteśmy razem, wiara w to, że jeśli modli się jednocześnie kilka czy kilkaset osób, to i Jezus jest pośród nich, ma wielki sens – tłumaczy ks. prof. Lis. – Karmimy się przecież nie wyłącznie Eucharystią, ale i słowem Bożym, poczuciem przynależności do wspólnoty Kościoła, jednością z naszymi braćmi w wierze.

Do ekipy telewizji EWTN Polska, która transmituje na żywo adorację z Niepokalanowa, piszą wierni z całego świata. I dziękują za możliwość wspólnej modlitwy. Niedawno wierny z Singapuru, zamknięty tam z powodu epidemii, w liście do twórców kanału opowiadał o życiu w odosobnieniu, o tęsknocie za sakramentami. Dzięki transmisji nie czuje się opuszczony. „Jezus w moim smartfonie jest... przedziwny. Dzięki transmisji jestem bliżej Niego, mam Go w sercu. Łatwiej mi przetrwać ten czas” – stwierdził.

– Gdy ruszaliśmy z transmisją adoracji, jeszcze w 2018 roku, wiele osób tego nie rozumiało, wręcz postponowało pomysł – opowiada Iwo Bender z EWTN Polska. – Jednak okazało się, że ten nasz strumień na żywo, na YouTube, staje się ważny dla coraz większej grupy ludzi, którzy modlili się wspólnie. Najpierw było to 50 osób, potem 100, bardzo szybko 200. Gdy wybuchła epidemia, codziennie modli się, wspólnie adorując Najświętszy Sakrament, nawet 1500 osób. W grudniu 2019 roku odnotowywaliśmy 220 tys. wyświetleń, w marcu tego roku – już 870 tys. wyświetleń i 320 tys. wyjątkowych widzów. A początek kwietnia – niemalże milion! Modlący się to głównie Polacy i Brazylijczycy, ale też mieszkańcy USA, Meksyku, Włoch. Średnia długość oglądania wynosi 23 minuty – co pokazuje, że to czas poświęcony konkretnej czynności, a nie powierzchowne zachowanie.

Ekran przed i po transmisji...

Profesor Monika Przybysz, teolog i medioznawca z UKSW, uważa, że jeśli decydujemy się na modlitwę adoracyjną poprzez media społecznościowe, telewizję czy YouTube, powinniśmy się przygotować, nie podchodzić niefrasobliwie, lecz traktować ją godnie i z szacunkiem.

– Starajmy się wybrać wydarzenie wcześniej zapowiedziane, jasno i jednoznacznie wydzielone w zamkniętej medialnej przestrzeni – wybierzmy np. dedykowany modlitwie profil czy kanał YouTube. To zabezpieczy nas przed dodatkowymi atrakcjami w postaci memów, zdjęć kotów czy różnych agresywnych komunikatów, które mogą pojawiać się przecież niemalże obok przypadkowych transmisji na portalach społecznościowych – radzi profesor Przybysz. – Platforma przekazu ma ogromne znaczenie, bo przestrzeń religijna również w internecie powinna być chroniona. To nadal sfera sacrum, chociaż nie jest kościołem. Nie przychodzę do kościoła adorować Pana Jezusa przy jednoczesnym oglądaniu memów i podczytywaniu wypowiedzi koleżanki. Podobnie traktujmy modlitwę za pośrednictwem internetu.

Warto też nadać modlitwie adoracyjnej właściwą formę. – Jeśli modlimy się, to jednocześnie nie biegamy po domu, nie gotujemy zupy, nie załatwiamy spraw codziennych. Dobrze, by wyznaczyć sobie konkretny czas i miejsce, w którym zamkniemy się z naszym smartfonem czy komputerem. Dobrze też uklęknąć i maksymalnie się skupić – mówi prof. Przybysz.

W wirtualnym świecie pojawia się coraz więcej transmisji adoracji. Liczba bynajmniej nie musi iść w parze z jakością – więc nie wszystkie przeprowadzane są profesjonalnie pod względem technicznym. Można oczywiście przymknąć oko, w myśl zasady, że nie estetyka tu się liczy, lecz szczere chęci. Ale jednak...

– Transmisje słabo przygotowane, gdy obraz się przekrzywia, lub jest niedoświetlony, budzą mój sprzeciw – prof. Przybysz zwraca uwagę, że tak jak dbamy o estetykę w kościele, tak nie wolno pozwolić sobie na bylejakość w internecie.

– O piękno liturgii musimy dbać. O piękno transmisji, jeśli już ktoś się za to zabiera – również. Tu chodzi o to, żeby transmisja odbywała się w sposób godny – dodaje.

– Przy niefrasobliwym podejściu do transmisji można się wręcz obawiać pewnego „upospolicenia”, na poziomie psychologicznym, realnej adoracji Najświętszego Sakramentu w kościele – uważa ks. prof. Lis. – Warto więc modlić się świadomie, by również możliwość codziennej, na wyciągnięcie smartfona, modlitwy adoracyjnej nie prowadziła do zobojętnienia i do braku tęsknoty za realną obecnością Pana Jezusa.

– Święty Tomasz z Akwinu nauczał, że nasze zbawienie związane jest z sakramentami, ale Boże działanie nie jest nimi ograniczone. Bóg tej samej łaski, którą daje w sakramentach, może udzielić także poza nimi. Stąd zachęta do przyjmowania duchowej Komunii. Tęsknotę za adoracją Najświętszego Sakramentu również możemy przekształcić w modlitwę – dodaje ks. dr Janusz Chyła, który w swojej parafii Matki Bożej Królowej Polski w Chojnicach prowadzi transmisje adoracji online. Średnio przez internet łączy się obecnie na modlitwie adoracyjnej kilkadziesiąt osób. Na adorację w kościele poza czasem epidemii przychodziło nieco mniej.

W podejściu do zagadnienia adoracji i modlitw internetowych ważny jest też wzajemny szacunek: – Jeśli osiągnąłeś ten mistyczny poziom modlitwy, w którym nie potrzebujesz już żadnych „pomocy”, to świetnie – mówi dr Danuta Piekarz. – Ale nie pogardzaj tymi, którzy ich pragną i potrzebują. Moim zdaniem dzisiaj nie jest problemem zjawisko wirtualnych adoracji. Prawdziwym problemem jest wzajemna pogarda ze strony tych, którzy „wiedzą lepiej” i kierują przykre słowa pod adresem „pobożnych inaczej”. To jest postawa, która nie ma nic wspólnego z prawdziwym kultem eucharystycznym, czy to w kościele, czy przed monitorem komputera.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji