Nowy numer 23/2020 Archiwum

Maryja czasów grozy

Najbardziej martwi mnie to, że pozwalamy diabłu, aby rozgrywał Maryją swoją partię w Kościele, używając Jej do jątrzenia, spiskowania, dzielenia i atakowania. W jaki sposób? Za pomocą naszych języków.

Diabeł nienawidzi Maryi i ma ku temu wiele powodów. Jako persona deformata – zdeformowana i zdeprawowana anty-osoba zapiekła w samopotępieniu – ogląda w jej wywyższeniu własny upadek. Nie potrafi znieść tajemnicy Bożej łaski, która stworzenie niżej stojące w hierarchii bytów od niego wyniosła do tak wielkiej godności – do stanu, którego on nigdy nie zaznał, a który definitywnie utracił. Nie potrafi również wytrzymać faktu, że Maryja jest ikoną naszego losu i naszego powołania. To bowiem, czego Bóg w całej pełni chciał dla niej, tego również chce dla nas; idziemy jej drogą – przez Syna do Ojca w Duchu Świętym, a ona idzie z nami. Diabeł nie może znieść tego, jak bardzo w tej drodze Maryja jest po naszej stronie i dla nas. Nie akceptuje jej dziewictwa, świętości, Bożego Macierzyństwa, Niepokalanego Poczęcia, Wniebowzięcia i wielu innych słusznych przymiotów oraz tytułów, które przez wieki Kościół odkrywał, medytował i potwierdzał swym autorytetem. Diabeł boi się zdrowej maryjnej teologii, dlatego próbuje z nią walczyć. Nie z Maryją, ale z jej obrazem w nas. I trzeba uczciwie przyznać – ma na tym polu pewne sukcesy.

Wbrew pozorom czas pandemii koronawirusa wiele wyjaśnia. Niepewność, lęk, frustracja i rozmaite napięcia, które przeżywamy, sprawiają, że polaryzują się nasze postawy i krystalizuje religijność. Nie zawsze jednak w dobrym tego słowa znaczeniu. Wraz z intensyfikującymi się w przestrzeni medialnej zapowiedziami czasów ciemności, proroctwami o Bożym gniewie i karze, sprawiedliwości i sądzie (bynajmniej nie ostatecznym), intensyfikuje się również obraz Maryi czasów grozy. Dla wielu to ona jawi się jako ratunek dla ludzkości i jedyna droga ocalenia (jej Syn, jak można domniemywać nie ma już takich zdolności, albo jest po tej drugiej, karzącej stronie). Modlitwa do Maryi? Jedyna słuszna i sprawiedliwa – tylko taka „ma moc”. Oczywiście, moc ma jeszcze Eucharystia, ale to dlatego, że ciało Jezusa wzięło się z ciała Maryi, więc oba te ciała są tak z sobą zjednoczone, że razem z Synem przyjmujemy do serca także Matkę. Ona jest więc współodkupicielką i wszelkie łaski przez jej ręce przechodzą. Generalnie Jezus nie poradziłby sobie ze zbawienie, gdyby nie ona – musi się więc jej słuchać. Maryja czasów grozy to silna kobieta. Gdy Bóg Ojciec wyciąga rękę do kary, ona potrafi schwytać i przytrzymać, a zestresowaną ludzkość ukrywa pod swym płaszczem, bo tam gniew Boży nie sięga. Jest też dobrym wykrywaczem wszelkich zwiedzeń – można za jej pomocą skutecznie testować duchową rzeczywistość. Na przykład, gdy ktoś nie modli się na różańcu, to nie ma w sobie Boga. Jak się charyzmatycy na uwielbienie zbierają, a o Maryi zbyt dużo nie mówią, to znaczy że heretycy i że Kościół protestantyzują. No i wreszcie sprawa autorytetu. Jak wiadomo Maryja jest Matką Kościoła, więc Urząd Nauczycielski ma w małym palcu. Nie trzeba więc biskupów i papieża słuchać – wystarczy Maryi. Co prawda wcześniej zbyt dużo nie mówiła, ale teraz nadrabia i w nowych objawieniach wszystko nam wyjaśnia. Wystarczy brać, czytać i o nic nie pytać, bo kto pyta, ten błądzi, a wątpić w Maryję to grzech.

Niestety, powyższy opis, choć brzmi kuriozalnie, składa się z fragmentów autentycznych wypowiedzi, nauczań, refleksji i poglądów, które krążą w medialnym obiegu, deformując obraz Maryi w sercach wielu katolików. Obecny czas temu sprzyja, choć obraz Maryi czasów grozy kształtuje się w nas od dawna. Działa tu syndrom oblężonej twierdzy, brak teologicznej wiedzy, wiara zbudowana na stereotypach, lęk przed relacjami ekumenicznymi, nieznajomość Biblii, jurydyczny obraz Boga Ojca i wiele innych jeszcze uwarunkowań oraz zaniedbań. Na tym właśnie wygrywa szatan. I nie chodzi tylko o teologiczne błędy w rozumieniu tajemnicy Maryi – te akurat można czasami trochę usprawiedliwić prostą, gorliwą pobożnością. Chodzi o moment, w którym Maryja zaczyna jawić się nagle jako jedyny autorytet niemal zastępujący Chrystusa, a ostatecznie – jako źródło wiedzy pewnej stającej ponad Kościołem, papieżem i biskupami, a często także przeciw nim. Gdy więc czytam w tak zwanych „najnowszych” objawieniach, że Maryja każe bardziej słuchać siebie niż błądzących hierarchów Kościoła, słyszę w tym demoniczny chichot ojca nieposłuszeństwa, pychy i kłamstwa. Jakże łatwo potrafi on wykorzystać mieszankę pobożności, gorliwości, niewiedzy, lęków i naiwności, aby uderzyć w fundamenty Kościół pod pozorem obrony jego tożsamości. Użyć naszą miłość do Maryi przeciwko temu, co ona najbardziej ukochała. Genialnie pomyślane, prawda?

Będę to zawsze powtarzał: kocham Maryję i ma ona bardzo ważne miejsce w moim sercu i w mojej pobożności. Różaniec – ta niezwykła, biblijna i zarazem teologiczna medytacja – stanowi integralny element mojej codzienności. Bez problemów akceptuję wszystkie Maryjne dogmaty w Kościele – są dla mnie wyrazem jego mądrości, dojrzałości i zdrowej pobożności. Dlatego nie godzę się na zamęt, który sieje w Kościele diabeł, używając do tego celu wykrzywionej i niezdrowej maryjności. Nie akceptuję tego, że pod szyldem Maryi jej dzieci chłoną mroczne wizje świata z piekła rodem, karmią się antagonizmami i podziałami, dają wiarę gnostyckim, lękowym, prymitywnie uproszczonym wizjom rzeczywistości. Już najwyższy czas położyć temu kres. Gdy mnie ktoś pyta, jaki obraz Maryi noszę w sercu, najbardziej lubię odpowiadać: Biblijnej młodziutkiej dziewczyny, zdumionej ogromem łaski w sobie, który z czcią zwiastował jej Archanioł. Niewiasty cienia – delikatnej i cichej, potężnie pokornej, okrytej mocą Najwyższego jak płaszczem. Taka jest moja Maryja – uwielbiająca Boga, dyskretnie i głęboko cierpiąca, mistyczna i charyzmatyczna, bosa i tańcząca. Potrafi nosić ciężkie korony, które włożyliśmy jej na głowę, ale bardziej jej do twarzy z ciemnymi włosami. To Niewiasta obleczona w słońce i w kurz drogi do Betlejem, dziewczyna z Apokalipsy i z Nazaretu. W niej odwieczne Słowo rozbiło swój namiot, a ona to Słowo przez całe swe życie kontemplowała, służąc Mu i żyjąc Nim w Duchu Świętym. Tym mnie zachwyca, tego mnie uczy i w tym stanowi dla mnie wzór. Cała reszta jest tego cudowną konsekwencją.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Aleksaner Bańka

dr hab. prof. UŚ, filozof, politolog, lider Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej, przewodniczący Rodziny św. Szarbela w Polsce.

Od lat posługuje modlitwą i na wiele sposobów głosi Ewangelię. Autor książek, artykułów oraz audiobooków poświęconych filozofii i duchowości chrześcijańskiej. Współpracownik Radia eM, Gościa Niedzielnego. Członek Rady Duszpasterskiej Archidiecezji Katowickiej i przewodniczący Komisji ds. świeckich II Synodu Archidiecezji Katowickiej. Znawca życia i duchowości św. Szarbela. Prywatnie mąż i ojciec.

Zobacz także

  • Henryk
    06.04.2020 11:28
    Widać Autor też nosi w sobie jakieś wpływy szatańskie, skoro ma jakieś uprzedzenia w stosunku do czci ludu dla Maryi. Autor zapomina chyba o roli, jaką matka odgrywa w rodzinie. Dzisiaj trzeba by raczej napisać powinna odgrywać, ale Maryja tą rolę odegrała doskonale. Niedawno papież Franciszek mówił o czci, jaką powinniśmy otaczać kobiety, ale nie do końca uzasadnił tą swoją opinię. Kobieta jest ostatnim aktem stwórczym Boga. Mężczyznę Bóg ulepił z ziemskiego prochu, a kobietę dopiero z jego ciała. Kobieta jest najpiękniejszym dziełem stwórczym Boga, bo kobieta ma dawać życie nowym ludziom, wychowywać w miłości i łagodzić ich przykrości swoim pięknem i delikatnością. Kobieta jest najważniejszym czynnikiem ludzkiego człowieczeństwa. Od tego jaka jest kobieta, w największym stopniu zależy jacy my jesteśmy. Św. Henryk de Osso podobno powiedział: "Świat zawsze był takim, jakim uczyniły go kobiety". Wszystkim kobietom należy się cześć i szacunek i każdą cywilizację poznaje się po tym, jaki szacunek w niej ma kobieta. Matka Najświętsza Maryja jest Matką Syna Bożego i choćby z tego tytułu należy się jej po Bogu największa cześć i chwała. Oddawanie czci Matce Najświętszej w najmniejszym stopniu nie umniejsza czci dla Boga. Dwa lata temu Matka Najświętsza pozwoliła mi się widzieć przez moment i w czasie tego widzenia wzięła na ręce moją wnuczkę, która też w tym czasie była w kościele ze swoją mamą. Od tego czasu moja cześć do Matki Najświętszej jest na najwyższym poziomie i nie rozumiem tych, którzy w jakikolwiek sposób negują cześć ludzi oddawaną Matce Najświętszej.
    doceń 10
  • annaewa2
    06.04.2020 12:53
    Cała narracja o szatanie, co nienawidzi Maryi prowadzi do zamknięcia możliwości dyskusji o prawdziwej roli Maryi w Kościele. Nauki biblijne przedstawiają Maryję zupełnie inaczej, niż ludowa duchowość, która ukształtowała obecny przesadny kult. Chrystus wprost, za ważniejszych od Maryi uznał tych, co słuchają Słowa Bożego.
    doceń 12
  • spe
    06.04.2020 14:37
    "bardziej jej do twarzy z ciemnymi włosami" - a według mnie z jasnymi :)
  • CSOG
    06.04.2020 19:38
    Dystans.

    Zmniejszył się dystans pomiędzy człowiekiem a chorobą i śmiercią. Zwiększył się odstęp pomiędzy ludźmi i państwami. Wydłużyła się odległość między pracodawcą a miejscem świadczenia pracy.
    Czy dystans pomiędzy człowiekiem a Bogiem pozostanie niezmieniony? A jeżeli coś się w tej sferze zmieni, to jak?
    Czy nastąpią jakieś zmiany w dysproporcjach między bogatymi a biednymi, pogłębią się czy wyrównają różnice między dobrymi a złymi.
    Większość specjalistów, ekspertów, konsultantów i znawców wszelkich dziedzin twierdzi zgodnie: Będą zmiany. I to wielkie. Tak przewidują politycy i ekonomiści, psychologowie, dziennikarze i lekarze. Najostrożniejsi i najbardziej sceptycznie nastawieni do zmian są biskupi i teologowie. Według nich najlepiej żeby nic się nie zmieniało. Wszak sam Bóg pozostaje stały i niezmienny. Od czasu do czasu jakiemuś teologowi albo kardynałowi czknie się stwierdzenie z rodzaju: zmiany są nieuniknione i konieczne. Wszak nawet doktryny choć stałe i niezmienne jak prawa naturalne, dopuszczają ewentualność retrospektywnego oczyszczenia, reinterpretacji, domagają się świeżego wydźwięku, synchronizacji i dopasowania do żywego języka, do zmian znaczeniowych poszczególnych słów i niestety, czasem nawet dostosowania do zmiany obyczaju. Napisałem „niestety” - tak pomyślałem, ponieważ niektóre zmiany adaptacyjne do postępów obyczaju, niekoniecznie są zmianami na dobre. Niektóre zmiany jednak wydają się konieczne, tak jak chociażby zaproponowana nie tak dawno zmiana wydźwięku fragmentu modlitwy Ojcze Nasz. Kolejne „niestety” pojawia się w obszarze realnych obaw o utratę jedności myśli w obliczu dokonywanych zmian. Mogliśmy to obserwować chociażby na przykładzie konstatowanych bardzo szeroko pewnych propozycji Papieża Franciszka. I słusznie dostrzegł kardynał Sarah, że wobec braku scentralizowanego konkretu, biskupia hierarchia zaczyna odzywać się kłopotliwym dla wiernych wielogłosem. Wielogłosem przeobrażającym się z czasem dla wiernych w niezrozumiałą kakofonię. Ta kakofonia , którą kardynał Sarah odważył się opisać prostymi słowami „Jeden biskup mówi co innego, drugi co innego”, zaczyna coraz wyraźniej być uciążliwa dla kościoła, szczególnie na styku teologii dogmatycznej i tradycji. I tu zapewne również czekają nas zmiany. Czy będą to zmiany tak wielkie jak przewidują w rokowaniach dla swoich dziedzin eksperci od ekonomi, polityki i gospodarki, czy socjologii, tego nie wiem. I nie wie zapewne nikt. Jak dożyjemy, to się przekonamy. Najmniej prawdopodobny wydaje się jednak scenariusz, że obecne mocno już nadwyrężane i uciążliwe status quo w relacjach teologii i zwyczaju ludowego w obrzędach da się utrzymać bez rys i pęknięć w nieskończoność.
    doceń 1
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji