Nowy numer 43/2020 Archiwum

Trzęsienie świata

Nie ma takiego obszaru rzeczywistości, który nie zostałby dotknięty skutkami pandemii. Czy to oznacza, że świat, który znaliśmy, już nie istnieje?

Kościół i wiara. Gospodarka i pieniądz. Polityka i układ sił w świecie. To trzy wybrane obszary, które wydają się najbardziej podatne na wstrząsy wywołane zawieszeniem aktywności ludzi na całym świecie. To obszary, na których ten stan zawieszenia zostawi trwały ślad. Trudno wyobrazić sobie, by nawet po rychłym – miejmy nadzieję – ustaniu epidemii wszystko wyglądało tak samo jak wcześniej. To oczywiste ryzyko – tam, gdzie straty będą oznaczały ruinę, a zarazem szansa – tam, gdzie narodzi się nowa, lepsza rzeczywistość. O nadzieje i obawy związane z tą wielką niewiadomą zapytałem o. Tomasza Gałuszkę OP, Andrzeja Sadowskiego i Dariusza Rosiaka.

KOŚCIÓŁ WIRTUALNY I WSPÓLNOTOWY

Ojciec Tomasz Gałuszka dominikanin, historyk Kościoła, wykładowca akademicki.

W Kościele na pewno zmieni się to, co zmieniło się po epidemii czarnej śmierci w połowie XIV wieku, kiedy to mocno rozwinęła się indywidualna pobożność. Wraz ze śmiercią ogromnej liczby duchowieństwa i przez wieloletni brak dostępu do sakramentów ludzie zaczęli szukać bezpośrednich form kontaktu z Bogiem. Wyraziło się to m.in. przez sztukę pasyjną – wierni chcieli być blisko, niejako fizycznie, sami z Bogiem, bez pośredników, których zabrakło. Teraz, kiedy bardzo wielu ludzi przez wiele tygodni pozostanie bez sakramentów, bez fizycznej bliskości ze wspólnotą Kościoła, wytworzy się coś podobnego. Część osób uczestniczących duchowo w liturgii za pomocą internetu, już w tym internecie zostanie, w nowej rzeczywistości parafii, która będzie parafią wirtualną. Wielu ludzi być może pierwszy raz w życiu zobaczy Eucharystię, właśnie przez internet. I to jest gigantyczne wyzwanie dla nas: w jaki sposób zająć się duszpasterstwem, dotarciem do ludzi, którzy będą się bardzo dobrze czuli w sieci. Dla wielu osób, które mają przeróżne problemy osobowościowe i duchowe, internet jest bezpieczną przestrzenią. I teraz odkrywają, że bardzo dużo Mszy, nabożeństw, konferencji, spotkań można przeżywać, siedząc przed komputerem, że dzięki temu można mieć kontakt z Bogiem. To może skończyć się tak, że jakieś 20 proc. ludzi zostanie już w internecie. Powstanie nowa forma Kościoła, wspólnoty, która będzie wspólnotą wirtualną, i to będzie coś więcej niż tylko „oglądacze filmików” – to będą ludzie, którzy nauczą się m.in. głębokiego przeżywania Komunii duchowej. Dzięki temu rozwinie się również teologia wszystkich form nadzwyczajnych, takich jak żal doskonały czy właśnie Komunia duchowa. Może nawet dla niektórych będą to jedyne formy, przez które będą odkrywać Boga i formować się. To samo wydarzyło się w XIV wieku, kiedy wytworzył się potężny ruch devotio moderna, z którego wyrosły bractwa różańcowe i inne formy, które trwają do dzisiaj. Właśnie po czarnej śmierci w modlitwie „Zdrowaś, Maryjo” do słów „Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi” dodano „Teraz i w godzinę śmierci naszej”. Z drugiej strony ten czas zawieszenia, w jakim jesteśmy, pokaże ogromną siłę tych form duszpasterstwa, grup i wspólnot, które już istnieją. Dla życia wspólnotowego to będzie ogromne wsparcie. Dla parafii chwila próby – jeśli dotąd proboszcz zarządzał wszystkim i nie interesował się świeckimi, to ci ludzie odpłyną z parafii. A tam, gdzie była mocna wspólnota, ona się wzmocni. Tylko wspólnoty będą w stanie się wspierać i ostać. To jest siła Kościoła. To też ma wpływ na to, jak będzie wyglądało owo cyberduszpasterstwo – możliwe, że Pan Bóg przez ostatnie lata przygotowywał nas do powstania „Kościoła wirtualnego” przez ogromną liczbę filmów i kaznodziejów internetowych. Jesteśmy do tego dość dobrze przygotowani. I to dzięki charyzmatykom, spotkaniom, jakie mają miejsce w internecie, także dzięki Radiu Maryja, które od lat stanowi medium kontaktu z ludźmi. Mamy więc takie narzędzia pod ręką. To są rzeczy dla nas nowe, ale Bóg ciągle szuka nowych dróg dotarcia do człowieka. A dzisiejszy człowiek ma komórkę w ręce i monitor przed oczami. To będzie Kościół, który ludzie „sobie znajdą” w internecie.

Z CZEGO JUTRO?

Andrzej Sadowski prezydent Centrum im. Adama Smitha, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP.

Państwa mają różne strategie radzenia sobie z kryzysem. Koronawirus dla III RP może być tym, czym dla PRL była tzw. zima stulecia. Rozstrzygną zasady, które zastosuje rząd do ograniczenia skutków kryzysu oraz do wychodzenia z niego. W 1945 roku Niemcy były pokonane, zniszczone i ponosiły konsekwencje wywołanej przez siebie wojny. Na terenie zachodnich stref okupacyjnych wprowadzono wolny rynek, który dla oswojenia Niemców nazwano społeczną gospodarką rynkową. Pokonane Niemcy w ciągu kilkunastu lat wyprzedziły gospodarczo zwycięską w wojnie Wielką Brytanię. Stało się tak dlatego, że w Wielkiej Brytanii po wygranej wojnie zaczęto nacjonalizować kolejne gałęzie przemysłu i zwiększać interwencję rządu w gospodarkę, a ograniczać przedsiębiorczość. Po upaństwowieniu całych sektorów gospodarki Wielka Brytania była w gorszej sytuacji niż zachodnie Niemcy, które nie tylko podniosły się ze zniszczeń wojennych, ale dzięki gospodarce rynkowej wyprzedziły ją w rozwoju ekonomicznym. Przykład ten pokazuje, że zasady, na jakich opiera się gospodarka państwa, są rozstrzygające dla jej wydajności i możliwości. Dla gospodarki zachodnich Niemiec podstawowe były wolna przedsiębiorczość i praca, natomiast w Wielkiej Brytanii biurokracja przejęła władzę w przedsiębiorstwach. Dlatego tak ważne są środki i zasady, zastosowane zarówno na czas kryzysu, jak i wychodzenia z niego. Czy pozwolą one na szybką odbudowę aktywności sprzed kryzysu, czy będą spowalniać i utrudniać wychodzenie gospodarki i społeczeństwa z tego stanu? W Polsce pierwsze reakcje rządu na zapaść w firmach ukazywały nieznajomość polskiej gospodarki. Jej fundamentem są mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa, czyli MMSP. Pracuje w nich 6,7 miliona obywateli. Zapewniają pracę i bezpieczeństwo ekonomiczne większości polskich rodzin. W sytuacji konieczności zamknięcia firm propozycja odroczenia spłaty składki ZUS, po wypełnieniu wielostronicowego podania, do którego trzeba było załączyć informacje z wielu lat, potwierdzała brak zrozumienia dla powagi sytuacji. Działalność sektora MMSP jest kluczowa dla dostarczania dóbr w czasie pandemii oraz funkcjonowania i przeżycia obywateli. Nie zapewni tego dodruk pieniądza, bo jeśli nie będzie chleba do kupienia, to nie zmieni tego ani większa ilość środków, ani tym bardziej kontrola ceny, po jakiej ma być sprzedawany. Kryzys jest dla rządu szansą obalenia tyranii status quo, której broni biurokracja, a dowodem jest rzeczone podanie do ZUS o samą tylko możliwość odroczenia spłaty. Czy społeczeństwo poddane tej próbie, w której doświadcza, że „państwo z tektury zamienia się w państwo z papieru toaletowego”, znajdzie w sobie nowe siły, które dokonają w nim zmian? Okazuje się, że dziś wyślemy e-mail o swoim stanie zdrowia, zamiast wyczekiwać w kolejce na wydanie druku L4. Znów wiele spraw można załatwić po ludzku i prosto, bez biurokratycznej mitręgi. To, co do niedawna było niemożliwe, staje się na powrót wykonalne. Polacy i Polska potrzebują tak daleko idących zmian jak te, które miały miejsce na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku, kiedy zadawano sobie pytanie: „Z czego jutro…?”.

AMERYKA NIE RATUJE ŚWIATA

Dariusz Rosiak przez lata związany z Polskim Radiem, gdzie prowadził autorski „Raport o stanie świata”, obecnie kontynuuje jego emisję w formie podcastu.

Uważam, że ludzie zazwyczaj nie uczą się niczego z historii, więc kiedy słyszę zewsząd, że tym razem po ustaniu pandemii będzie zupełnie inaczej, to jestem bardzo sceptyczny. Być może będzie inaczej, ale to zależy – przepraszam za dosadność – od tego, ilu ludzi bezpośrednio dotknie ta tragedia, mówiąc wprost – ilu ludzi umrze. Jeśli liczba ofiar śmiertelnych będzie stosunkowo niska, to po opanowaniu epidemii zacznie się na nowo karnawał. Będziemy żyli tak, jakby to się nie wydarzyło. Jeśli liczba ofiar dramatycznie się zwiększy i tym samym potrwa to dłużej, to przełoży się to również na pewien rodzaj refleksji, czy może raczej emocji, które ogarniają ludzi w tym czasie, a które też nie zawsze są zdrowe. Siedzenie w domu i izolowanie się od innych jest dla nas zabójcze. Izolacja sprawia, że w głowach rodzą się demony różnego rodzaju. I to się będzie w społeczeństwach pogłębiało. Już teraz słyszymy głosy bardzo silnie kontestujące politykę izolowania. To są niebezpieczne opinie, bo przecież nie mamy wystarczającej wiedzy o tym wirusie i nie mamy pojęcia, co może się stać, jeśli nie będziemy stosować się do zakazów. Mimo to głosy wzywające do zakończenia izolacji będą się nasilać, bo wszyscy zobaczą, że cena, jaką płacimy za walkę z epidemią, jest tak ogromna, iż za chwilę gospodarki całych państw będą się waliły. Jedną rzecz widać już dzisiaj bardzo wyraźnie: nikt na świecie nie próbuje liczyć na Amerykę w walce z pandemią. Kiedyś przy tego typu kryzysie światowym wszyscy w naturalny sposób patrzyli na Stany Zjednoczone. Proszę sobie przypomnieć amerykańskie filmy katastroficzne, w których to Ameryka ratuje świat. Teraz Ameryka nie ratuje świata, jest zajęta sobą i nikt nie zamierza nawet odnosić się do Ameryki, myśląc o rozwiązaniu tego kryzysu. Zauważmy, że prezydent Trump podjął decyzję o zamknięciu granicy przed obywatelami UE, nie konsultując tego z Brukselą. To są decyzje pokazujące dramatyczną zmianę w podejściu USA do siebie i swojej roli na świecie. Kto stoi na czele tego, co nazywa się dyplomacją wirusową? Mamy Chiny, które rozdają maseczki i sprzęt medyczny. Mamy Rosję, która pomaga Włochom i wykorzystuje sytuację po to, by zmieniać do siebie podejście Europy. Gdy przyjdzie czas na wznowienie sankcji wobec Rosji za wojnę na Ukrainie, to pewnie Włochy nie zagłosują za tymi restrykcjami. Nam trudno sobie wyobrazić, jakiego rodzaju dramat przechodzi ten kraj. Codziennie umierają tam setki ludzi i w samym środku tego dramatu pojawia się Władimir Putin, który staje na czele kampanii pomocowej. Widzimy zatem w tej roli zarówno Rosję, jak i Chiny – co jest ironią losu, bo to w Chinach przecież wszystko się zaczęło. Widzimy też kubańskich lekarzy jeżdżących po świecie i pomagających w walce z epidemią… Jest oczywiste, że kraje takie jak Chiny czy Rosja próbują wykorzystać tę sytuację w celach politycznych, dla umocnienia swojej pozycji na arenie międzynarodowej. Czy są to procesy trwałe, mogące zmienić układ sił w świecie? Moim zdaniem niekoniecznie. Chyba że czeka nas prawdziwy armagedon, śmierć milionów ludzi, to wtedy takie procesy mogą mieć charakter trwały.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama