Nowy numer 32/2020 Archiwum

Widzieć

Tajemnica musiała się przedrzeć od senatorów do szlachty, a od szlachty do pospólstwa. Od rana mówiono, że w czasie nabożeństwa stanie się coś ważnego.

UCZEŃ

Król jakieś uroczyste śluby będzie składał. Sienkiewicz opisał w „Potopie” śluby Jana Kazimierza bardzo szczegółowo, a nastrój chwili, który oddał, do dzisiaj wywołuje u czytających dreszcz. Działo się to 1 kwietnia 1656 roku. Dzień był „mroźny, jasny, drobniuchne źdźbła śniegu latały po powietrzu, błyszcząc na kształt iskier”. Otoczony „narodem” reprezentowanym przez wszystkie stany, w obecności nuncjusza i najwyższych rangą duchownych, król ślubował Matce Bożej. „Majestat króla Jana Kazimierza padł wedle zwyczaju krzyżem i korzył się przed majestatem Bożym. Wreszcie wydobył ksiądz nuncjusz z cyborium kielich i zbliżył się z nim do klęcznika. Wówczas król podniósł się z jaśniejszą twarzą, rozległ się głos nuncjusza: »Ecce Agnus Dei…« i król przyjął komunię. Przez jakiś czas klęczał schylony; na koniec podniósł się, oczy zwrócił ku niebu i wyciągnął obie ręce. Uciszyło się nagle w kościele tak, że oddechów ludzkich nie było słychać. Wszyscy odgadli, że chwila nadeszła i że król jakiś ślub będzie czynił; wszyscy słuchali w skupieniu ducha, a on stał ciągle z wyciągniętymi rękoma, wreszcie głosem wzruszonym i jak dzwon donośnym tak mówić począł: – Wielka człowieczeństwa boskiego Matko i Panno! Ja, Jan Kazimierz, Twego Syna, Króla królów i Pana mojego, i Twoim zmiłowaniem się król, do Twych najświętszych stóp przychodząc, tę oto konfederację czynię: Ciebie za Patronkę moją i państwa mego Królową dzisiaj obieram. Mnie, Królestwo moje Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie, Ruskie, Pruskie, Mazowieckie, Żmudzkie, Inflanckie i Czernihowskie, wojsko obojga narodów i pospólstwo wszystkie Twojej osobliwej opiece i obronie polecam...”.

Po trzystu latach, kiedy to wolność wciąż jeszcze nie będzie chlebem powszednim Polaków, powstawać będą teksty kolejnych ślubów. Najpierw osobistych. Stoczek Warmiński, 8 grudnia 1955 roku. Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński, przebywając w odosobnieniu, osobistym aktem oddaje się Matce Najświętszej. „Przez trzy tygodnie przygotowywałem duszę swoją na ten dzień” – zapisze potem. I doda: „Idąc za wskazaniami bł. Ludwika Marii de Montforta, zawartymi w książce: »O doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny«, oddałem się dziś przez ręce mej najlepszej Matki w całkowitą niewolę Chrystusowi Panu. W tym widzę łaskę dnia, że sam Bóg stworzył mi czas na dokonanie tego radosnego dzieła. Postanowiłem sobie, że pierwszą parafię, którą będę mógł erygować, uczczę tytułem Bożego Macierzyństwa Maryi”.

Sam akt tego całkowitego oddania prymasa Maryi zawiera stanowcze zapewnienie, że nigdy nie pozwoli on na to, by ktokolwiek uczynił coś, co uwłaczałoby Jej czci. Całe jego życie było potwierdzaniem tego zobowiązania, ostatecznie doprowadziło zaś do nazywania Wyszyńskiego prymasem maryjnym. Zanim w miesiącu maryjnym – październiku – zostanie uwolniony z odosobnienia, najpierw przygotuje tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego. W uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej w 1956 roku wybrzmią one z duchowej stolicy Polaków. Gorzka to będzie uroczystość. Prymas zapisze: „Dzień Ślubów Narodu na Jasnej Górze. Teraz wiem prawdziwie, że jestem Twoim, Królowo świata i Królowo Polski, niewolnikiem. Bo dziś, w dniu wielkiego święta Narodu katolickiego, każdy, kto tylko zapragnie, może stanąć pod Jasną Górą. A ja mam pełne do tego prawo, mam święty obowiązek i któż tego goręcej pragnie niż ja? A jednak, mając tak potężną i tak dobrą Panią, mam zostać w Komańczy”. Słowa zapisane przez Wyszyńskiego 26 sierpnia 1956 roku mają bardzo dramatyczny wydźwięk. Prymas podkreśla swoje rozdarcie wewnętrzne: gdzieś na granicy miłości do Matki Bożej i poczucia obowiązku wobec dusz sobie powierzonych uległość staje się jedyną odpowiedzią na paradoks, który się dzieje: „Przecież to z Twojej woli! Nikt takiej Potędze oprzeć się nie zdoła. Tylko my dwoje, Matko, możemy chcieć jednego. W tej chwili cała Polska modli się o moją obecność na Jasnej Górze. Tylko my dwoje wiemy, że jeszcze nie przyszedł czas, że ma się stać wola Twoja. W tym jest Twoja wielka moc, której ja ulegle się poddaję, jako całkowity niewolnik najpotężniejszej Królowej. Bądź uwielbiona w tej mocy, którą mi dajesz, bym w pełni uznał, że największa moc i miłość jest w tej uległości”.

Faktycznie, dzień ten zapisał się na kartach historii Polski jako szczególna manifestacja przywiązania Polaków do Matki Bożej. Milion obecnych. Wszystkie stany narodu. Jak trzysta lat wcześniej w opisie Henryka Sienkiewicza. Potop zapowiadał się zgoła odmiennie. Ale wyzwolenie miało przyjść na stałe. „To jest Twoje królowanie nade mną” – dokończy Wyszyński swoją notę, kolejny z ostatnich już więziennych zapisków. I doda: „Uczyniłem, co mogłem, dla Twojej chwały: przygotowałem 16 maja tekst Ślubowania (…). Te słowa będą mówiły za mnie do ludzi. A ja będę mówić tylko do Ciebie – za nich. Modliłem się o największą chwałę Twoją na dziś. Chciałem ją zdobyć za cenę mej nieobecności. Ufam, że Królowa Niebios i Polski dozna dziś wielkiej chwały na Jasnej Górze. Jestem już w pełni spokojny. Dokonało się dziś wielkie dzieło. Spadł kamień z serca. Oby stał się chlebem dla Narodu”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama