Nowy numer 2/2021 Archiwum

Czary mary. Ameeeen!

W ostatnich dniach zostałem zasypany potworną ilością Matek Boskich, Jezusów i Józefów. Przychodzą sterty facebookowych egzorcyzmów i modlitw zaczynających się od słów: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Enter”.

Coraz częściej żałuję, że zainstalowałem sobie Messengera. W ostatnich dniach zostałem zasypany potworną ilością Matek Boskich, Jezusów i Józefów. Przychodzą sterty facebookowych egzorcyzmów, pobożnych porad, modlitw zaczynających się od słów: „W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Enter” i porad lekarzy z Czech, Austrii, Hiszpanii i Italii.

Narodzie siedzący w domu i rozsyłający podobne pobożne obrazki, naprawdę myślisz, że samo kliknięcie „send” ma moc? To pytanie retoryczne, bo skoro wysyłasz, to pewnie tak uważasz...

Być może za tym wysyłaniem cukierkowych obrazków kryje się głęboka wiara (nie mnie to oceniać), myślę jednak, że to zwykłe magiczne podejście do tematu.

Gdy stojący na brzegu prorok Eliasz uderzył płaszczem wody, te „rozdzieliły się w obydwie strony”. Gdy po ognistym rydwanie pozostał unoszący się w powietrzu zapach spalin, Elizeusz – pilny uczeń Eliasza – podniósł płaszcz mistrza i wedle komputerowej zasady „kopiuj, wklej” powtórzył manewr proroka. „Uderzył wody, lecz… one się nie rozdzieliły”. Jak to? Co zawiodło? Przecież dotąd wszystko idealnie działało – musiał zachodzić w głowę. Po chwili zrozumiał swój błąd: skupił się na „gadżecie” (skądinąd bardzo pobożnym), na formie, a nie na Tym, który te rzeczywistości pobłogosławił. Gdy stojący nad brzegiem zdesperowany Elizeusz krzyknął: „Gdzie jest Pan, Bóg Eliasza?” i ponownie uderzył płaszczem wody, te „rozdzieliły się w obydwie strony”.

Rozumiem akt desperacji, ale w rzeczywistości wiary liczy się jedynie relacja.

‒ Magia i chrześcijaństwo leżą na przeciwnych biegunach życia duchowego. W pierwszym wypadku człowiek szuka sposobu, by „przymusić” siły nadprzyrodzone do działania zgodnego z jego oczekiwaniami, w drugim poddaje się pod wpływ miłującego Boga ‒ wyjaśnia s. Bogna Młynarz. ‒ Słowem, które pomaga rozróżnić te dwie rzeczywistości, jest „zaufanie”. Brak zaufania napędza magiczne myślenie, bo wytwarza sytuację zmagania się, walczenia z Bogiem. Przecież te wszystkie „magiczne sztuczki” są próbą poskromienia, podporządkowania sobie mocy Bożej. Dokładnie przeciwną sytuację mamy w chrześcijańskiej prośbie. Ufam, że Bóg chce mojego dobra, i dlatego Go proszę, otwieram się na Jego działanie. Różnica jest w samym fundamencie, bo zewnętrznie rzeczy mogą wyglądać bardzo podobnie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także