Nowy numer 48/2020 Archiwum

Droga krzyża

„Dziś »erygowałem« sobie Drogę Krzyżową, pisząc na ścianach ołówkiem nazwy stacji Męki Pańskiej i oznaczając je krzyżykiem. Resztę – Ecclesia supplet”. sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, 4.10.1953 r.

Idąc za

Dwa tygodnie przed śmiercią, 16 maja 1981 roku, kardynał Stefan Wyszyński przyjął sakrament namaszczenia chorych. Mówił już tylko szeptem. Ten szept prymasa był świadectwem jednej z największych tajemnic jego życiowej drogi. „Jestem całkowicie uległy woli Ojca, który i tak mi dał dużo lat wam służyć... Moja droga była zawsze drogą Wielkiego Piątku. Jestem za nią Bogu bardzo wdzięczny” – mówił.

Droga Wielkiego Piątku to droga krzyżowa. O niej dzisiaj – w kolejnym odcinku naszych wielkopostnych rekolekcji „Pasja Prymasa”. Któż nie zna tych obrzędów i poszczególnych stacji? Jezus, który bierze krzyż, trzy upadki, napotkane osoby: Matka, Szymon, Weronika, płaczące niewiasty... Tradycja odprawiania Drogi Krzyżowej powstała w Jerozolimie, a na jej powstanie niewątpliwie wpłynął fakt odnalezienia Krzyża Świętego. Nie bez znaczenia były pielgrzymki do Jerozolimy jako miejsca związanego z życiem i śmiercią Chrystusa oraz pragnienie odtworzenia męki Pańskiej dla tych, którzy pielgrzymować tak daleko nie mogli. Dopiero jednak w XVIII wieku nabożeństwo uzyskało obecny kształt 14 stacji, a stało się to za sprawą patrona misji ludowych św. Leonarda z Porto Mauritio (ponoć sam jeden erygował stacje Męki Pańskiej w 576 kościołach; inne źródła podają, że tych świątyń było 571). To właśnie dzięki prośbie świętego Leonarda papież Benedykt XIV Drogę Krzyżową założył w rzymskim Koloseum,. Tam też z udziałem Ojca Świętego zaczęto odprawiać nabożeństwo. Działo się tak aż do upadku Państwa Kościelnego w 1870 roku, gdy Pius IX ogłosił się więźniem Watykanu. Praktykę tę wznowił dopiero 27 marca 1964 roku papież Paweł VI.

„Droga” to jedno z określeń chrześcijaństwa. „Prześladowałem tę drogę” – powiedział św. Paweł natychmiast po tym, jak usiłowano go zabić. Miał w tym momencie na myśli prześladowanie uczniów Chrystusa. I to była bardzo dobra intuicja. Uczeń Chrystusa bowiem to nie ten, który mówi („Panie, Panie”), ale ten, który pełni wolę, który idzie i naśladuje Mistrza. Nie da się nim być, nie wchodząc na drogę krzyża. Wejdźmy na nią razem – ze sługą Bożym kardynałem Stefanem Wyszyńskim.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama