Nowy numer 22/2020 Archiwum

To był bardzo dobry człowiek

O przesłaniu filmu „Zieja” i pracy nad nim opowiada reżyser Robert Gliński.

EDWARD KABIESZ: Skąd wziął się pomysł na zrobienie filmu o ks. Ziei?

ROBERT GLIŃSKI: Pomysł przyszedł z kościoła wizytek w Warszawie. Jego rektor ks. Aleksander Seniuk zgłosił się do Wytwórni Filmów Dokumentalnych, do producenta Włodzimierza Niderhausa, który często bierze udział w niedzielnej Mszy św. właśnie w tym kościele. Ksiądz poprosił go o zrobienie filmu dokumentalnego o ks. Ziei, który przez 9 lat był rektorem u wizytek. Niderhaus odpowiedział, że na ten temat powstały już trzy filmy dokumentalne, trzeba więc zrobić film fabularny. Będzie to trudne, bo to jest większe przedsięwzięcie niż dokument i potrzebne są większe środki. I potrzebny jest reżyser fabularzysta. Wtedy ten pomysł trafił do mnie. Przyznam, że początkowo nie byłem przychylnie nastawiony do tego projektu.

Dlaczego?

Ponieważ ks. Zieja to jest bardzo dobry człowiek, z zasadami, święty prawie. Trudno zrobić film o kimś, kto jest tak idealny. Film jest utworem, który powinien mieć dramaturgię, konflikty, a jego bohater musi mieć jakieś załamania, słabe punkty, kompleksy. Tu niczego takiego nie było.

Jednak podjął się Pan realizacji filmu.

Bo wpadłem na pomysł, że może należałoby stworzyć antybohatera w opozycji do tytułowej postaci. Narodziła się koncepcja esbeka, który przesłuchuje księdza. Major SB to taki Mefisto – lubi zmanipulować, przekupić, podlizać się, zdobyć zaufanie, aby uzyskać potrzebne informacje. Postawa Ziei często nie spotykała się z akceptacją w jego środowisku. Stara się to wykorzystać major, próbując nakłonić go do współpracy. Sceny przesłuchania ks. Jana przez esbeka tworzą fundament narracyjny filmu. Stąd startujemy z retrospekcjami wydarzeń z naszej historii, w których uczestniczył ks. Zieja.

Na czym został oparty scenariusz?

Scenariusz napisał Wojciech Lepianka. Podobnie jak ja przeczytał wszystkie książki o Ziei, takie sprzed 20 czy nawet 30 lat, a także kilka broszur i sporo artykułów prasowych. Obejrzeliśmy filmy dokumentalne, w niektórych występował sam ks. Zieja. Przeczytaliśmy jego kazania, które są wspaniałe.

Czym Pan się kierował, umieszczając określone fragmenty życiorysu w scenariuszu?

Trzeba było dokonać wyboru, bo wydarzeń, w których w ciągu swojego długiego życia ks. Zieja brał udział, było sporo. Był zresztą nie tylko ich uczestnikiem, ale także na nie wpływał, pełnił jakieś funkcje, wygłaszał kazania. Wybierałem te epizody, których idea w jakiś sposób wiąże się ze współczesnością. Takie, które są ważne teraz. Na przykład w filmie znalazły się sceny, w których rodzi się przesłanie Ziei: „Nie zabijaj nigdy nikogo”. Jest to moim zdaniem przyczynek do dzisiejszych rozmów o patriotyzmie. Kolejny wątek dotyczy prawdy. Czym jest prawda, jaka jest prawda; prawda nas oczyści, wyzwoli. Myślę, że to jest sprawa bardzo istotna teraz, w dużym stopniu odnosi się do dyskusji, jakie toczą się we współczesnym Kościele.

Kolejny motyw dotyczy miłości i wybaczania.

Czyli że trzeba miłować drugiego człowieka, nawet jeżeli jest wrogiem. I trzeba mu wybaczyć. Każde zło, nienawiść grozi kolejnym aktem nienawiści. Odwetem. W te sceny starałem się włożyć fragmenty kazań księdza Ziei. Tak, by nie było to nużące dla widza. Jego homilie wyszły w dwóch książeczkach, są proste i zrozumiałe. Oczywiście w filmie zostały skrócone, bo nikt by nie wytrzymał 20-minutowego kazania na ekranie.

„Zieja” jest filmem fabularnym, nie dokumentem. Ale został oparty na faktach. Ile w nim faktów, a ile fikcji?

Wszystko w tym filmie wynika z faktów, z których następnie rodzi się fikcja. Są sceny zbliżone do rzeczywistych, ale są też sceny tylko zainspirowane prawdziwymi wydarzeniami.

Ukazano obraz spowiedzi niemieckich żołnierzy.

Miała rzeczywiście miejsce w oflagu po kampanii wrześniowej. Ksiądz Zieja został poproszony o odprawienie Mszy św. dla katolików służących w Wehrmachcie. To wydarzenie nie spotkało się z pozytywnym przyjęciem przez naszych żołnierzy, bo przecież Niemcy byli wrogami. Ta scena w filmie oparta jest na wydarzeniach prawdziwych. Podobnie jak sceny rozgrywające się w czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku, kiedy Zieja ochotniczo zgłosił się do wojska i został kapelanem jednego z oddziałów. Tam również miał problemy z powodu kazań. Jedno z nich przeszło do historii: „Nie zabijaj nigdy nikogo”.

Są również w filmie sceny pokazujące relacje pomiędzy duchownym a jego przełożonymi, którzy nie akceptują niektórych działań i poglądów księdza, czasem radykalnych. Jest ich kilka, w tym scena rekolekcji dla biskupów.

O tej scenie pisze prymas Wyszyński w swoich pamiętnikach – w 1958 roku Zieja, zwykły ksiądz, prowadził rekolekcje dla biskupów w Częstochowie. W pamiętniku znajduje się nawet fragment tej homilii. Oczywiście to kazanie różni się od tego, które ks. Zieja wygłasza w filmie, gdzie mamy kompilację jego nauk o prawdzie. Ma to wyraźny kontekst współczesny. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji