Nowy numer 23/2020 Archiwum

Czy Bóg tu jeszcze mieszka?

Co pozostało z chrześcijaństwa w Holandii? Pustoszejące kościoły są zamykane lub przerabiane na buddyjskie świątynie, bary, muzea, trasy do jazdy na deskorolkach. – Zmniejsza się liczba wiernych, ale rośnie ich jakość. Stajemy się Kościołem z wyboru, gdzie ludzie chcą żyć według wiary – mówi kard. Willem Eijk.

Jedna z holenderskich gazet opublikowała raport zatytułowany „Kraj, w którym Bóg już nie mieszka”. Uzasadnieniem tej tezy miały być dane statystyczne mówiące o drastycznym spadku liczby wierzących i, jak napisano, nieprzystawalności wolnej holenderskiej duszy do wymogów chrześcijaństwa. Na 3,7 mln osób deklarujących się jako katolicy (stanowiący obecnie ok. 20 proc. populacji, co oznacza spadek o 40 proc. w stosunku do lat 60. XX w.) zaledwie 153 tys. uczęszcza w niedziele na Mszę św. (i to nieregularnie). W całym kraju są 1384 kościołyi 686 parafii. Na przykład w kierowanej przez kard. Eijka archidiecezji Utrechtu, największej w Holandii, w 2007 r. było ok. 200 parafii, a w ciągu najbliższych 5–8 lat zostanie ich 20. W ciągu czterech dekad liczba katolików w Utrechcie zmniejszyła się o 200 tys., mimo przybycia rzeszy migrantów zarobkowych (w tym Polaków) i bliskowschodnich chrześcijan. 60 proc. Holendrów deklaruje się jako ateiści lub agnostycy.

Ziemia misyjna

– Moja ojczyzna stała się misyjną ziemią, na której tradycja chrześcijańska wymarła. Chrystus wciąż jednak tu żyje – mówi bp Ron van den Hout. Wskazuje, że kraj ponosi bolesne konsekwencje sekularyzacji, na drogę której wszedł jako pierwszy w Europie. – Płacimy za dekady zaniedbywania katechezy. Nie nauczyliśmy ludzi stawiać pytań o Boga i sens życia ani nie ukazaliśmy im piękna i mocy chrześcijaństwa – mówi bp van den Hout. Z tą opinią zgadza się kard. Eijk i wylicza zniszczenia, jakie dokonały się na skutek ultraliberalnych reform w holenderskim Kościele po Soborze Watykańskim II. Kiedy w 1965 r. rozpoczynał naukę w liceum, wszyscy jego koledzy chodzili z rodzicami do kościoła. Kilka lat później z całej klasy w Kościele pozostał tylko on i jeszcze jeden kolega. Katechezę prowadzili księża, ale na lekcjach nie mówili o Jezusie. – Słyszałem od nich o Che Guevarze, rewolucji seksualnej i hipisowskiej wolności, jednak nie padło ani jedno słowo na temat sakramentów i ich znaczenia dla życia chrześcijanina – wspomina kard. Eijk. Powołanie odkrył dzięki proboszczowi ze swej rodzinnej miejscowości, który pociągnął go prostotą i miłością do Eucharystii. Wspomina też mocno kontestowaną wizytę Jana Pawła II w Holandii w 1985 r., która należała do najtrudniejszych pielgrzymek papieża Polaka. Od daty podróży nazwę wziął powstały wówczas Ruch 8 maja, którego uczestnicy wyznawali liberalną teologię i kontestowali papieskie nauczanie m.in. na temat moralności chrześcijańskiej. – Większość moich parafian należała do tego ruchu. Już wówczas pokazywało to kierunek, w jakim zmierza Kościół w Holandii – wspomina kardynał. To dlatego dzisiejsze pokolenie dziadków nie zna wiary i nie może jej przekazać swym dzieciom i wnukom.

Ksiądz Michiel Peeters pracował na misjach w Afryce, gdy uświadomił sobie, że jego ojczyzna, która przez lata wysyłała misjonarzy, sama stała się jałową ziemią i potrzebuje reewangelizacji. Wrócił i w 2012 r. został kapelanem na uniwersytecie w Tilburgu, jednej z najlepszych uczelni w Holandii. – Od lat nie odprawiano tam Mszy św. nie prowadzono duszpasterstwa. Gdy zacząłem to odbudowywać, wielokrotnie słyszałem: „myśmy się już odzwyczaili – wspomina ks. Peeters. Trudno mu było przezwyciężyć uprzedzenia wobec Kościoła wywołane m.in. skandalami pedofilskimi. Aktualnie 200 studentów i około 100 licealistów aktywnie angażuje się w duszpasterstwo. – Największym odkryciem dla nich jest życie sakramentalne. Gdy go zakosztowali, zaczęli prosić np. o częstsze adoracje Najświętszego Sakramentu – mówi ks. Peeters. Wskazuje na niebezpieczeństwa wynikające ze słabej katechizacji, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że dzieci i młodzi są dziś bombardowani w szkole ideologiami sprzecznymi z wiarą chrześcijańską. W konsekwencji mają potem problemy z przyjęciem nauczania Kościoła.

Katolicyzm społeczny

W latach 1985–2015 zamknięto w Holandii ponad 1000 kościołów. Podobny los czeka drugie tyle. Wiele jest burzonych, inne są zamieniane na budynki użyteczności publicznej. Utrzymanie świątyń pozostaje w gestii diecezji, państwo ich w tym nie wspiera. Nie ma też, tak jak np. we Włoszech, możliwości odpisania części podatku na cele kościelne. Starsze pokolenie wymiera, młodych brakuje. Wspólnoty parafialne nie są w stanie utrzymać kościołów. Kiedy jednak w Utrechcie wystawiono na sprzedaż budynek katedry św. Katarzyny, którego utrzymanie jest zbyt kosztowne dla małej liczby wiernych, zaprotestowali katolicy z całej diecezji. – Mimo trudności finansowych rośnie świadomość, że kościół to coś więcej niż drewno i kamień – mówi teolog i naukowiec Henk de Roest. Zamykanie kościołów i łączenie parafii budzi wśród wiernych obawy, że ich wspólnota się rozpadnie. Roest organizuje ceremonie pożegnania z kościołem, podczas której wierni mogą się oswoić się z myślą o przenosinach, a także zabrać ze starego budynku to, co uważali za ważne i przenieść do nowego miejsca.

Ksiądz Józef Okonek wyjechał do Holandii, by prowadzić duszpasterstwo wśród Polaków, a z czasem został proboszczem holenderskiej parafii. – Na początku uderzyła mnie kwestia podejścia do sakramentów, szczególnie Komunii św. i spowiedzi, która zanikła. W wielu kościołach nie ma nawet konfesjonałów. Dominuje spowiedź powszechna – mówi „Gościowi” polski chrystusowiec. Trudno mu było z tym się pogodzić. W kościele, przy którym mieszkał, znalazł monstrancję. – Zapytałem kościelnego, czy wie, co to jest. Odpowiedział, że zawsze tutaj stało, ale nie wiedział, do czego służy – wspomina ks. Okonek. Wprowadził w pierwsze czwartki miesiąca przed Mszą św. godzinną adorację Najświętszego Sakramentu. Zaprosił też parafian do skorzystania w tym czasie z sakramentu pokuty. – W pierwszym roku miałem jedną, dwie osoby, a gdy po kilku latach kończyłem tam pracę, 30 osób spowiadało się w ciągu roku w całej parafii – mówi ks. Okonek. Wprowadził też procesję Bożego Ciała wewnątrz kościoła i znalazł nawet orkiestrę, która znała pieśni eucharystyczne. – Ludzie byli niezwykle poruszeni. Mówili, że pamiętają, że takie uroczystości odbywały się 30–40 lat temu – wspomina.

Holenderscy księża nieraz mówią mu, że miewają na Mszy Polaków. Rozpoznają ich po tym, że nie przystępują do Komunii św. – Holendrzy wszyscy bez wyjątku idą do Komunii. Nie zastanawiają się, czy mogą przyjąć Chrystusa Eucharystycznego. Jest ogromna różnica w podejściu do sacrum – opowiada misjonarz będący obecnie proboszczem w parafii Maria Hertogin van Drenthe, która powstała z wchłonięcia czterech innych. Biskupi wciąż szukają rozwiązań, by ożywić wiarę. Do jego diecezji przyjechała właśnie rodzina związana z neokatechumenatem, której zadaniem będzie zdynamizowanie duszpasterstwa rodzin. Młodzież coraz częściej organizuje imprezy ewangelizacyjne. W Wielki Czwartek na ulicach miast, wspólnie z protestantami, wystawiana jest np. Pasja. Wciąż jednak katolicyzm jest bardzo społeczny. Wielki Post to czas akcji Vastenactie, czyli zbierania funduszy na pomoc dla Afryki. – Drogę Krzyżową odprawia się tylko w Wielki Piątek. Okres wielkopostny nie różni się niczym od reszty roku – mówi ks. Okonek. Podkreśla jednak, że w Holandii są miejsca, gdzie wiara jest przeżywana w sposób autentyczny, dzięki dobrej liturgii, katechezie i wspólnotom kościelnym.

Znaki nadziei

Najważniejszym zadaniem Kościoła w Holandii jest reforma katechizacji i próba dotarcia do młodego pokolenia, ale również katecheza dorosłych. Młodzi, którzy dziś przychodzą do kościoła, przyjmują bez zastrzeżeń katolickie nauczanie i trwają w żywej relacji z Panem Jezusem. Inne jest też nowe pokolenie kapłanów, ożywił się kult maryjny, wzrasta świadomość znaczenia sakramentów. Kardynał Eijk podkreśla, że bardzo ważne jest dbanie o jasność w sprawach wiary i wystrzeganie się protestantyzacji. W kontekście kryzysu, który dotyka dziś Kościół, prymas Holandii apeluje do świeckich, by nie wątpili w moc modlitwy, sakramentów i osobistych wyrzeczeń. Zachęca rodziców, aby w sposób jasny rozmawiali ze swymi dziećmi o wierze i modlitwie. Mówiąc o przyszłości Kościoła w Holandii, przyznaje, że jest dobrej myśli. – Nie jesteśmy muzealnymi chrześcijanami. Wierzę w moc Chrystusa. On zatryumfuje. Nie my, ale On w nas – jest przekonany prymas Holandii. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama